Z powodu wojny z Iranem i blokady cieśniny Ormuz, już w przyszłym miesiącu linie lotnicze mogą stanąć w obliczu niedoborów paliwa lotniczego. Grozi to odwołaniami lotów długodystansowych w okolicy Świąt Wielkiej Nocy. Wiele wskazuje na to, iż branża lotnicza właśnie staje w obliczu kryzysu porównywalnego z tym wywołanym przez pandemię COVID-19.
Kilka dni temu Wietnam, jako pierwszy kraj ostrzegł przed możliwymi odwołaniami lotów od kwietnia. Stało się to po tym jak Chiny i Tajlandia ogłosiły wstrzymanie eksportu paliwa, aby zabezpieczyć własne dostawy.
W kolejnych dniach podobne kroki mogą podjąć inne państwa. Eksperci z branży ostrzegają, iż linie lotnicze mogą zostać zmuszone do zaprzestania obsługi niektórych połączeń dalekodystansowych, ponieważ mogą nie być w stanie zapewnić paliwa na lot powrotny.
- Czytaj także: Lotnictwo wpływa na klimat. Okazuje się, iż klimat zaczął wpływać na lotnictwo
Globalne konsekwencje lokalnego konfliktu
Wojna między Iranem z jednej a USA i Izraelem z drugiej strony trwa już czwarty tydzień, ale nic nie zapowiada, by miała się gwałtownie zakończyć. Konsekwencje tego – wciąż lokalnego – konfliktu zbrojnego odczuwa już cały świat, bo region bezpośrednio nim dotknięty to przecież coś w rodzaju „globalnej stacji benzynowej”.
Ze względu na niszczenie infrastruktury do wydobycia i eksportu ropy naftowej i gazu ziemnego w krajach Zatoki Perskiej, a także – a może przede wszystkim – na blokowanie przez Iran cieśniny Ormuz, ceny ropy i gazu na całym świecie gwałtownie rosną.
Ma to oczywiście znaczenie dla wszystkich sektorów globalnej gospodarki, ale jedną z najmocniej dotkniętych branż jest lotnictwo pasażerskie. Eksperci spodziewają się, iż jeżeli cieśnina Ormuz pozostanie zamknięta i rezerwy paliwa lotniczego będą się wyczerpywać bez możliwości uzupełnienia, to w ciągu najbliższych tygodni paliwa może zacząć brakować.
Międzynarodowa Agencja Energii (IEA) zwraca uwagę, iż rynek paliwa lotniczego jest szczególnie wrażliwy na długotrwałą utratę produkcji i eksportu z Bliskiego Wschodu. Może więc dojść choćby do racjonowania paliwa. To z kolei mogłoby zmusić część przewoźników, zwłaszcza z Azji Południowej, Południowo-Wschodniej i Wschodniej oraz z Afryki Wschodniej, do odwoływania lotów, bo tam zależność od importu z Bliskiego Wschodu jest szczególnie duża.
Szerzej, obecna wojna na Bliskim Wschodzie stawia linie lotnicze i pasażerów w szczególnie trudnej sytuacji – jej skutki uboczne nie dość, iż bezpośrednio zagrażają planom podróżnych, to jednocześnie bardzo podnoszą koszty działania branży.
Nafta lotnicza już dwa razy droższa niż przed wojną
Już kilka tygodni wojny wyraźnie podnosi koszty operacyjne dla linii lotniczych. Po pierwsze, samoloty pasażerskie muszą omijać region ze względów bezpieczeństwa. A to wydłuża trasy i zwiększa zużycie paliwa. Do tego ceny paliwa lotniczego gwałtownie wzrosły: w Europie się podwoiły, a w Azji podskoczyły o blisko 80 procent od czasu rozpoczęcia amerykańskich i izraelskich ataków na Iran pod koniec lutego.
Niektóre linie już zmniejszają liczbę połączeń. Szwedzki SAS, podobnie jak Air New Zealand, ogłosił odwołanie tysiąca lotów na kwiecień z powodu wysokich cen ropy i paliwa lotniczego.
Specjaliści z branży lotniczej i prawnej podkreślają, iż choćby po zakończeniu wojny powrót do normalności potrwa jeszcze kilka tygodni. Branża ma wystarczające zapasy paliwa, by przetrwać okres wielkanocny, ale jeżeli zakłócenia będą się utrzymywać, ich długofalowy wpływ stanie się nieunikniony. Z czasem trzeba będzie sięgać po rezerwy paliwa, a te są różne w zależności od lotniska i przewoźnika. jeżeli sytuacja przeciągnie się do maja, może to wyraźnie uderzyć w sezon wakacyjny na półkuli północnej.
Przedstawiciele branży ostrzegają, iż czeka ją duża zmienność, a standardowa strategia obniżania cen w celu pobudzenia popytu może tym razem nie zadziałać.
Dodatkowym zagrożeniem byłaby eskalacja konfliktu, zwłaszcza gdyby sprzymierzeni z Iranem jemeńscy Huti zaatakowali cele na Morzu Czerwonym, próbując ograniczyć saudyjskie dostawy ropy.
Jak wygląda sytuacja w Europie?
Nas w Polsce pewnie jednak najbardziej interesuje to, jaki wpływ będzie miała wojna z Iranem na przewoźników europejskich. A największe europejskie linie lotnicze również ostrzegają, iż skok cen paliwa wywołany wojną na Bliskim Wschodzie przełoży się na wyższe ceny biletów. Dlatego pasażerowie powinni rezerwować podróże z wyprzedzeniem.
Choć linie lotnicze częściowo zabezpieczyły się przed wahaniami cen paliwa lotniczego, ich przedstawiciele przyznają, iż nie będą w stanie długo unikać dodatkowych kosztów i przerzucania ich na pasażerów.
EasyJet uspokajał, iż w Europie nie widać bezpośredniego zagrożenia dla dostępności paliwa lotniczego, mimo obaw o dostawy w części Azji. Jednocześnie przewoźnik podkreślał, iż nie obserwuje problemów z własnym zaopatrzeniem w paliwo, ale wraz z wycofywaniem się zabezpieczeń cenowych pasażerowie muszą liczyć się ze wzrostem stawek.
Podobnie Ryanair tonował obawy o natychmiastowe skutki, choć zaznaczał, iż jeżeli podwyżki cen paliwa utrzymają się przez kilka miesięcy, stanie się to poważnym problemem dla całej branży.
Większość europejskich przewoźników jest co prawda częściowo chroniona kontraktami zabezpieczającymi ceny paliwa lotniczego, ale te kontrakty będą się kończyć w najbliższych miesiącach. Szefowie linii ostrzegają, iż Europa nie uniknie wyższych cen biletów, jeżeli ropa pozostanie droga.
Wielka Brytania analizuje plany racjonowania paliwa
Nie należąca już do Unii Wielka Brytania również jest narażona na zakłócenia, jeżeli konflikt będzie się przedłużał. Większość importowanego przez ten kraj paliwa lotniczego pochodzi przecież z Kuwejtu, Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Krajowa produkcja pokrywa jedynie około 20 proc. zapotrzebowania, więc zakłócenia w dostawach przez cieśninę Ormuz — jak ostrzegają najnowsze raporty branżowe — wystawiają Wielką Brytanię na ryzyko braków paliwa i gwałtownych wzrostów cen.
Nawiasem mówiąc, Zjednoczone Królestwo szykuje się na znacznie bardziej dotkliwe – bo dotyczące samochodów – ograniczenie.
Już teraz analizowane plany racjonowania benzyny i oleju napędowego na stacjach paliw, jeżeli cieśnina Ormuz pozostanie zamknięta przez dłuższy czas. Plany obejmują m.in. limity zakupów oraz wyznaczenie niektórych stacji wyłącznie do obsługi pojazdów służb ratunkowych i infrastruktury krytycznej.
- Czytaj także: Bolesne uzależnienie Europy. Wojna w Iranie to kolejne ostrzeżenie ws. surowców
Branża reaguje na kryzys
Podczas spotkania Europe for Airlines (A4E), branżowego i lobbystycznego stowarzyszenia skupiającego 16 grup lotniczych (m. in. Air France-KLM i Lufthansa), które miało miejsce w Brukseli, przewoźnicy przedstawiali swoje wspólne stanowisko.
Przedstawiciele A4E ostrzegali, iż europejska turystyka może mocno ucierpieć przez obecny kryzys. Zaapelowali jednocześnie do europejskich przywódców o wsparcie branży poprzez ograniczenie podatków ekologicznych. Argumentowali przy tym, iż linie z UE tracą konkurencyjność wobec przewoźników, kierunków i portów lotniczych spoza Unii, które nie podlegają podobnym regulacjom.
Linie zaapelowały także o zmianę nadchodzących unijnych wymagań dotyczących bardziej ekologicznych paliw, w tym obowiązkowego 6-procentowego udziału zrównoważonego paliwa lotniczego (SAF) do 2030 roku. Część takiego paliwa miałoby stanowić tzw. eSAF, czyli syntetyczne paliwo wytwarzane z użyciem energii odnawialnej. Ich zdaniem wymóg dotyczący eSAF powinien zostać odłożony do czasu, aż paliwo to faktycznie będzie dostępne na rynku.
Unijny komisarz ds. transportu zasygnalizował jednak, iż taki apel raczej nie zostanie gwałtownie uwzględniony. Podkreślił przy tym, iż to branża powinna inwestować w rozwój ekologicznych paliw.
Z kolei organizacja Transport & Environment, działająca na rzecz czystego transportu i energii, ostro skrytykowała ten postulat branży lotniczej, twierdząc, iż takie stanowisko samo zwiększa niepewność i hamuje rozwój zrównoważonego paliwa lotniczego. Według tej organizacji żaden wiarygodny model polityki przemysłowej nie może działać, jeżeli cele traktuje się jako opcjonalne.
Powtórka z pandemii?
Jak będzie wyglądała przyszłość branży lotniczej – tak w Europie, jak i na całym świecie – trudno dziś jeszcze dokładnie powiedzieć. Wszystko bowiem zależy od oczywiście tego, jak długo potrwa wojna w rejonie Zatoki Perskiej. jeżeli jednak nie zakończy się ona szybko, lotnictwo pasażerskie może stanąć przed kryzysem porównywalnym do tego wywołanego przez pandemię koronawirusa kilka lat temu.
- Czytaj również: Jak duży ślad węglowy ma podróż samolotem? Można to obliczyć samodzielnie
To nie są może dobre wieści dla ludzi podróżujących samolotem często lub daleko, ale dobre z nieskończenie ważniejszego punktu widzenia: ochrony klimatu. Globalnie lotnictwo odpowiada przecież każdego roku za emisję ok. miliarda ton dwutlenku węgla. A na tym ocieplający wpływ samolotów na klimat się nie kończy – istotną rolę grają tu choćby tworzone przez nie smugi kondensacyjne.
Szerzej, spowodowany obecnym konfliktem na Bliskim Wschodzie kryzys będzie najpewniej dewastujący dla światowej gospodarki, ale może mieć bardzo pozytywny efekt – spadek emisji gazów cieplarnianych.
–
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Jaromir Chalabala

2 godzin temu




![Bulwary Wiślane czeka wielka zmiana [wizualizacje]. Najpierw rewitalizacja lewego brzegu rzeki](https://krknews.pl/wp-content/uploads/2026/03/bulwary-11.jpg)









.webp)