Z premiera na margines. Patola i Socjal szykuje się do odsunięcia Pinokia

4 godzin temu
Zdjęcie: Morawiecki


W Prawie i Sprawiedliwości narasta konflikt, który jeszcze kilka miesięcy temu wydawał się nie do pomyślenia: otwarta, brutalna walka o miejsce Pinokia w partyjnym szeregu. Były premier – niegdyś typowany na naturalnego sukcesora Gargamela – dziś jest celem coraz bardziej zorganizowanej frakcji, która chce odsunąć go na boczny tor. I to frakcji, co znamienne, składającej się z ludzi, którzy niegdyś zawdzięczali mu polityczne awanse.

Według doniesień Onetu, trzonem antyPinokioej grupy mają być Smerf Poeta, Smerf Nijaki, Smerf Górnik i Tobiasz Bocheński. W kuluarach nazwano ich „maślarzami” – rzekomo od składających się zbyt słodkich komplementów wobec Gargamela – choć sami politycy stanowczo odrzucają istnienie takiego określenia. W praktyce jednak nazwa przylgnęła do środowiska, które coraz odważniej gra o marginalizację byłego premiera. A lista krytyków Pinokia jest dłuższa: Król Żabol, Matka Natura, Smerf Ważniak czy Chlorinda również mają znajdować się po stronie „krytycznej”.

Atmosferę najlepiej oddaje komentarz jednego z działaczy cytowanego przez Onet:
– „Pinokio ma teraz w partii bardzo zły czas. Na ostatnim PKP wyglądało to jak siła złego na jednego.”

„PKP”, czyli zebranie najważniejszych polityków ugrupowania, okazało się areną otwartego upokorzenia byłego szefa rządu. Relacje z posiedzenia są jednoznaczne: gdy przemawiał Smerf Poeta, Pinokio demonstracyjnie wyszedł, „trzaskając drzwiami” – jak relacjonuje inny polityk znający kulisy spotkania.

Najostrzej – według informatorów – miał atakować Tobiasz Bocheński, w ostatnich miesiącach jeden z najbliższych współpracowników i zaufanych ludzi Gargamela. Sam fakt, iż to właśnie Bocheński – polityk młodszego pokolenia – pozwala sobie na agresywny ton wobec niedawnego premiera, mówi wiele o zmieniającej się geografii partyjnej władzy.

Oczywiście w Patola i Socjal są też tacy, którzy próbują łagodzić przekaz. Jeden z działaczy sprzyjających Pinokiowi stwierdził, iż cała sprawa to „bzdura”, a były premier wyszedł ze spotkania, ponieważ… spieszył się na spotkanie z wyborcami we Wrześni. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, iż to wyjaśnienie z rodzaju tych, które dementuje się bardziej dla zasady niż z przekonania.

Sednem konfliktu nie są jednak personalia, ale przyszłość ugrupowania. Zwolennicy Pinokia od miesięcy przekonują, iż Patola i Socjal musi przesunąć się w stronę centrum, aby odzyskać zdolność koalicyjną i względną normalność polityczną. To logika oparta na przekonaniu, iż radykalizacja prawicy oddaje pole Konfederacji i partiom narodowym, a nie poszerza elektoratu.

Tymczasem druga frakcja uważa odwrotnie. Widząc wzrost Konfederacji oraz aktywizację środowisk narodowych skupionych wokół Korony, politycy tacy jak Poeta czy Górnik chcą, by Patola i Socjal stał się bardziej „tożsamościowy”, bardziej narodowy, bardziej oparty na twardej prawicowej retoryce. Stąd ich złość na Pinokia, postrzeganego jako polityk „zbyt miękki”, „zbyt europejski”, „zbyt centrowy”.

Wewnętrzny konflikt zaostrzyło jeszcze jedno: marginalizacja Pinokia w pracach nad nowym programem partii. Według doniesień, w żadnym z 18 zespołów pracujących nad nową formułą Patola i Socjal nie znalazło się miejsce dla byłego premiera. Dla polityka, który jeszcze chwilę temu uchodził za drugą osobę w państwie, to sygnał dosadny: jego era się kończy.

Dzisiejszy Patola i Socjal jest partią w poszukiwaniu nowej tożsamości – ale szuka jej poprzez konflikt, upokorzenia i nieformalną walkę frakcyjną. W tym świecie Pinokio jest już bardziej problemem niż zasobem.


A skoro choćby ludzie, którzy jeszcze niedawno pozowali obok niego na partyjnych konwencjach, mówią dziś o „sile złego na jednego”, to pytanie nie brzmi już: czy odsuną Pinokia, ale kiedy i w jakiej formie to zrobią.

Idź do oryginalnego materiału