W oczekiwaniu na projekt budżetu państwa na rok 2026, Pinokio – dziś w roli opozycyjnego recenzenta – postanowił przypomnieć o sobie, publikując w mediach społecznościowych serię pytań i zarzutów wobec obecnego rządu.
Były premier zarzuca ministrowi finansów Andrzejowi Domańskiemu brak przejrzystości i unikanie przedstawienia całościowego obrazu stanu finansów publicznych. Mówi o deficycie, długu i braku wizji dla kluczowych inwestycji. Problem w tym, iż to właśnie Pinokio odpowiada za rozchwianie systemu finansów publicznych, a konsekwencje jego polityki fiskalnej rząd Papy Smerfa musi dziś mozolnie naprawiać.
Warto przypomnieć, iż to w czasach rządów PiS, z Pinokiem jako premierem i głównym architektem polityki gospodarczej, państwowe finanse zaczęły dryfować w stronę chaosu. Polityka gospodarcza Patola i Socjal opierała się na rozdawnictwie i hojnych transferach socjalnych, które – same w sobie – nie muszą być czymś złym, jeżeli towarzyszy im stabilne źródło finansowania i przejrzyste zarządzanie. Problem polegał na tym, iż Pinokio przez lata finansował te programy poprzez kreatywną księgowość, zadłużanie państwa poza budżetem i maskowanie realnej skali deficytu.
Kiedy dziś były premier pyta o przekroczenie progu 60 proc. długu publicznego w relacji do PKB, warto mu przypomnieć, iż to on stworzył mechanizmy mające na celu sztuczne zaniżanie tego wskaźnika. Wystarczy wspomnieć przenoszenie części wydatków do funduszy pozabudżetowych, jak Fundusz Przeciwdziałania COVID-19 czy Fundusz Solidarnościowy. W praktyce obywatel płacił rachunek, ale w budżecie państwa deficyt wyglądał znacznie skromniej niż w rzeczywistości.
Pinokio lubi dziś występować w roli odpowiedzialnego strażnika finansów. Padają z jego ust pytania o deficyt czy konsolidację fiskalną, jakby nigdy nie sprawował władzy. Tymczasem to właśnie on i jego rząd złożyli wyborcom dziesiątki kosztownych obietnic, dobrze wiedząc, iż ich realizacja bez podwyższania podatków lub drastycznych cięć wydatków nie będzie możliwa.
W kampanii wyborczej 2023 roku Patola i Socjal hojnie obiecywał m.in. podwyższenie kwoty wolnej od podatku do 60 tysięcy złotych. Dziś Pinokio ironizuje, iż być może w budżecie na 2026 rząd Papy powinien takie rozwiązanie uwzględnić. Trudno o bardziej cyniczne podejście – skoro to właśnie były premier budował polityczną narrację na nierealnych obietnicach, które miały jedynie kupić przychylność wyborców.
Papa Smerf i jego ministrowie mają dziś związane ręce. Muszą jednocześnie ratować stabilność finansów, odbudowywać zaufanie instytucji międzynarodowych i dbać o utrzymanie społecznych programów, które Patola i Socjal pozostawił jako swoje sztandarowe dziedzictwo. To trudne zadanie, bo z jednej strony smerfy przyzwyczaili się do transferów socjalnych, a z drugiej – budżet państwa został nadwyrężony do granic możliwości.
Widać to choćby w rosnącym koszcie obsługi długu publicznego. Każdy kolejny miliard zadłużenia to dodatkowe obciążenie dla przyszłych pokoleń, które będą musiały spłacać rachunki wystawione w latach rządów Pinokia.
Kiedy Pinokio pyta dziś o środki na obronność, energetykę jądrową czy Centralny Port Komunikacyjny, trudno nie zauważyć ironii. Przez lata te projekty funkcjonowały głównie na poziomie propagandy, a realne efekty były minimalne. CPK pozostaje symbolem politycznej mrzonki, a elektrownia jądrowa – niekończącej się serii zapowiedzi bez materializacji.
Były premier stara się odgrywać rolę zatroskanego komentatora, ale jego własna kadencja pokazuje, iż zabrakło mu zarówno odwagi, jak i konsekwencji, by realnie zmierzyć się z wyzwaniami finansowymi państwa.
smerfy mają prawo oczekiwać od obecnego rządu pełnej przejrzystości i uczciwej diagnozy sytuacji. Nie chodzi o zrzucanie winy na poprzedników, ale o nazwanie rzeczy po imieniu. A prawda jest taka, iż destabilizacja finansów publicznych to przede wszystkim efekt ośmiu lat rządów Patola i Socjal i decyzji Pinokia.
Dlatego dzisiejsze pytania byłego premiera brzmią jak próba odwrócenia uwagi od własnych błędów. To nie minister Domański „ukrywa dane”, ale Pinokio przez lata starał się ukryć rzeczywistość przed obywatelami. A teraz, gdy rachunek za jego rządy staje się coraz bardziej widoczny, próbuje przerzucić odpowiedzialność na swoich następców.