Czytać każdy może, jeden lepiej drugi gorzej

tabloidonline.wordpress.com 3 godzin temu

Jak już wiecie pan Rezydent Nawrocki wraz z żona rezydentową Martą z domu Smoleń, mają na dniach czytać poezję Kochanowskiego, w ramach tak zwanego Narodowego Czytania. Dlaczego uparli się na tego Kochanowskiego, tego nie wiem, więc dla większej jasności zacytuje tu obywatela Rezydenta który (nie wiem kto mu ten tekst pisał) powiedział, iż „Poezja Jana Kochanowskiego towarzyszy nam od pokoleń. Głęboka, napisana wspaniałą polszczyzną opowiada o czasach dawnych, ale przecież bez trudu odnajdziemy w niej samych siebie – współczesnych smerfów”.

Pierwsza wątpliwość dotyczy faktycznego znaczenia frazy „towarzyszy nam”Nam, czyli komu? Czy chodzi o nas wszystkim jak tu leci smerfów, których torturowano tym Kochanowskim w szkole, iż choćby dziś po latach na samo brzmienie nazwiska Kochanowski wstrząsają nami nieprzyjemnych dreszcze, nie trzeba choćby tych wierszy brać do ręki, czy może jest tak, iż mówiąc „towarzyszy nam” Nawrocki miał na myśli jedynie Nawrockich? Brzmi to wtedy zdecydowanie mało wiarygodnie, gdyż pewien wręcz jestem, iż będą Nawroccy tego Kochanowskiego czytali po raz pierwszy w życiu. Więc jeżeli już to mamy do czynienia z pierwszym pokoleniem Nawrockich które wzięło tego Kochanowskiego do ręku. Nie zazdroszczę, trochę współczuję.

No i ta jakoby głęboka i wspaniała polszczyzna… To naprawdę śmieszne, a choćby prowokacyjne, iż o „wspaniałej polszczyźnie” mówi facet, który posługuje się polszczyzną charakterystyczną, trzepakową i dresiarską, wprost z kibolskich trybun. Więc średnio do mnie trafia jego ocena języka Kochanowskiego, jeżeli w ogóle zrozumiał o czym tamten pisze. A poza tym, ta polszczyzna Kochanowskiego dziś postrzegana jest jako jakieś archaiczne za przeproszeniem pierdolenie, nijak nie pasujące już do rzeczywistości, nikt takiego języka od dawna nie używa i używać nie będzie, więc pytam całkiem serio, czemu to czytanie Kochanowskiego ma ma niby służyć? Przeciętny wyborca i patofan Nawrockiego, ni chuja z tej polszczyzny nie zrozumie, zakładać rzecz jasna, iż potrafi ten wyborca w ogóle potrafi jako tako czytać. To znaczy z Superakiem pewnie daje jakoś radę, ale już o Kochanowskim, to raczej zapomnijcie.

Reasumując: chętnie bym zobaczył jakąś listę lektur, to znaczy co para rezydencka w życiu przeczytała, lub przeczytać usiłowała – mówię tu o literaturze pięknej, a nie o aktach notarialnych, czy wyrywkowym studiowaniu księgi wieczystej, co jak wynika z różnych doniesień, też było problemem i nie lada wyzwaniem, zwłaszcza jeżeli chodzi o zrozumienie sensu. Więc może zamiast jechać z Kochanowskim, zacząć by należało od Narodowego Czytania Aktu Notarialnego z panem Jerzym Ż. Prawdopodobnie jest on znacznie ciekawszy od poezji Kochanowskiego, choć napisany równie hermetycznym i trudnym u odbiorze językiem.

Idź do oryginalnego materiału