Rekordowo niski poziom wód w Bałtyku – przyczyny i skutki zjawiska

3 godzin temu
Zdjęcie: w Bałtyku


Polskie morze doświadcza niezwykłej anomalii: średni poziom wody w Bałtyku jest o 67 cm niższy niż wieloletnia norma. To też najniższy poziom zarejestrowany w historii pomiarów, a więc od 1886 r. Naukowcy z Polski, Szwecji i Niemczech bacznie analizują to niezwykłe zjawisko, badając jego potencjalne konsekwencje.

Dlaczego w Bałtyku brakuje wody?

Morzami rządzą inne zasady niż rzekami i jeziorami, których poziom zależy od częstotliwości opadów i temperatury powietrza. Jak tłumaczą eksperci z Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk, Bałtyk ma bardzo mały naturalny odpływ i dopływ z lądu, a jego poziom zależy przede wszystkim od siły i kierunku wiatru.

Dominujące od stycznia silne wiatry wschodnie wypchnęły ogromne masy wody przez Cieśniny Duńskie do Morza Północnego. Dopóki nie zmienią się warunki atmosferyczne, woda z Bałtyku będzie uwięziona w sąsiednim akwenie.

Według naukowców z Leibniz Institute for Baltic Sea Research Warnemünde (IOW) w Bałtyku brakuje w tej chwili 275 km3 wody. W ciągu ostatnich 140 lat tylko 5 razy poziom wody w naszym morzu spadał o więcej niż 60 cm w stosunku do średniej z wielolecia. Tegoroczne pomiary odnotowane na wodowskazie Landsort-Norra u wybrzeży Szwecji stanowią absolutne historyczne minimum.

Mniej wody to więcej lodu

Tak dramatyczny ubytek wody w Bałtyku ma bezpośrednie konsekwencje dla żeglugi morskiej. W wielu portach obniżenie poziomu morza o ponad 0,5 m znacząco utrudnia lub wręcz uniemożliwia bezpieczne cumowanie i manewry przy nabrzeżu.

Aktualnie sytuację komplikują również siarczyste mrozy – płytsza woda łatwiej zamarza, co sprzyja zalodzeniu zatok. Jak informował w zeszłym tygodniu Portal Morski, wielu operatorów anuluje rejsy promów, aby uniknąć niebezpiecznych sytuacji. W miniony piątek prom Epsilon utknął w lodzie w odległości 25 km od Świnoujścia i ruszył dopiero po interwencji dużego, niemieckiego promu, któremu udało się skruszyć pokrywę lodową.

Skute lodem wybrzeża i zatoki mogą być również zgubą dla ciekawskich śmiałków. Jak pisaliśmy przed tygodniem w Wodnych Sprawach, wchodzenie na lód jest niebezpieczne i nieodpowiedzialne – na morzu zagrożenie jest wyjątkowo duże.

Lód w pobliżu infrastruktury morskiej jest szczególnie niebezpieczny. Grubość i nośność są mocno zróżnicowane – choćby przy kilku centymetrach różnicy możliwe są pęknięcia, przerwy i słabe miejsca – ostrzegają naukowcy z IO PAN.

Nadzieja na zimową regenerację Morza Bałtyckiego

Obniżenie poziomu wody w Bałtyku jest również olbrzymią szansą ekologiczną. Gdy tylko kierunek wiatru się zmieni, oceanolodzy spodziewają się napływu ogromnej ilości zimnej i słonej wody z Morza Północnego. Dlaczego to ważne?

Jak tłumaczy Volker Mohrholz z IOW, zimna woda absorbuje znacznie więcej tlenu niż ciepła, co stwarza wyjątkową szansę na dotlenienie głębokich wód Bałtyku. Będzie to najważniejsze dla cierpiących z powodu braku tlenu ekosystemów morskich.

Druga potencjalna korzyść wynika z chłodzącego efektu spodziewanego dopływu. W wodach głębinowych centralnych basenów Morza Bałtyckiego od dwóch dekad obserwuje się podwyższone temperatury, które sprzyjają wzmożonej aktywności mikrobiologicznej i przyspieszają rozkład materii organicznej. W rezultacie wzrasta zużycie tlenu, co zagraża wielu gatunkom organizmów morskich i zwiększa ryzyko obciążenia Morza Bałtyckiego substancjami odżywczymi. Obniżenie temperatury wody może te negatywne procesy zatrzymać, a przynajmniej spowolnić.

Skalę potencjalnie bezprecedensowego napływu słonej wody z Morza Północnego do Bałtyku badać będzie statek IOW Elisabeth Mann Borgese, który wyrusza właśnie w ośmiotygodniowy rejs.

Idź do oryginalnego materiału