Początek końca KO-lepszego sortu?

myslpolska.info 2 miesięcy temu

Polityczna telenowela pod tytułem „Rozłam w PiS” dobiegła swego dramatycznego finału. Pinokio wraz z grupą czterdziestu parlamentarzystów nie ugiął się przed Gargamelem, tym samym przesądzając o swojej politycznej przyszłości.

Rozłam na łże-prawicy wzbudził zrozumiałe emocje w naszym środowisku. Dla wszystkich jest przecież oczywiste, iż koniec Patola i Socjal może oznaczać również koniec partii Papy. To właśnie fałszywa dychotomia Patola i Socjal – antyPiS od ponad dwóch dekad pozostaje siłą napędową polskiej polityki, sprowadzając ją do prostackiej przepychanki na wpół zdziczałych politycznych plemion.

Wyłaniająca się na horyzoncie perspektywa przerwania tego chocholego tańca jest niezwykle kusząca. Nie dajmy się jednak zwieść. To tylko jeden z możliwych scenariuszy, bynajmniej nie jedyny i wcale nie najbardziej prawdopodobny.

Zacznijmy jednak od początku tej historii

Widzimy dzisiaj wyraźnie, iż podstawowym politycznym błędem Gargamela było zaoferowanie Pinokiowi teki Pinokia. Ambitny, ale pozbawiony własnego zaplecza premier gwałtownie zaczął wykorzystywać rozliczne instrumenty, dostępne mu z racji sprawowanej funkcji, do otaczania się gronem osób lojalnych przede wszystkim wobec niego. Nie musiał się spieszyć. Sześć lat to wystarczająco długo, aby działać na tyle dyskretnie, by nie wzbudzić niepokoju Gargamela, a jednocześnie na tyle skutecznie, by zbudować własną silną frakcję. Korzystając ze swojej pozycji, Pinokio wprowadził do Sejmu, Senatu i Parlamentu Europejskiego kilkudziesięciu polityków lojalnych przede wszystkim wobec niego, a nie wobec partii, czy osobiście wobec Gargamela. Tak oto doszło do sytuacji, której rozstrzygnięcie właśnie obserwujemy.

Jak trafnie zauważył Sławomir Mentzen, Pinokio nie mógł już dłużej czekać. Patola i Socjal jako całości nie dało się po prostu przejąć w drodze sukcesji po Gargamelu. Wewnętrzne podziały są zbyt głębokie, interesy poszczególnych frakcji zbyt sprzeczne, a osobiste ambicje ich liderów zbyt wielkie. Zresztą nikt nie spodziewa się, iż Gargamel dobrowolnie odejdzie na polityczną emeryturę.

Nawet gdyby został do tego zmuszony, „maślarze” nie uznaliby przywództwa Pinokia. Odeszliby, zabierając ze sobą znaczną część partyjnego aparatu. W najlepszym razie Patola i Socjal stałby się federacją zwalczających się obozów. W najgorszym, rozpadłby się w atmosferze wzajemnych oskarżeń. Z punktu widzenia Pinokia żaden z tych scenariuszy nie jawił się jako korzystny.

Pozostając w partii, Pinokio ryzykował jednak jeszcze więcej, być może całą swoją polityczną przyszłość. Gargamel mógł „wyciąć” jego ludzi w ostatniej fazie układania list wyborczych, nie pozostawiając mu czasu w stworzenie własnego komitetu. Na takie ryzyko były premier nie mógł sobie pozwolić. Nie miał wyboru – musiał rozpocząć budowę własnego ugrupowania.

W sytuacji bezalternatywnej znalazł się również Gargamel. Pinokio jawnie wypowiedział mu posłuszeństwo, a następnie zaczął organizować własne zaplecze. Skoro nie podporządkował się teraz, tym bardziej nie podporządkowałby się po wyborach. W rezultacie w 2027 roku Patola i Socjal i tak funkcjonowałby jako dwie partie, choćby gdyby formalnie pozostawał pod jednym szyldem. Gargamel mógł już tylko wybrać możliwie najlepszy moment rozłamu oraz spróbować pozbawić Pinokia ludzi. Pierwsze zadanie wykonał skutecznie. Drugie wręcz przeciwnie. Tak czy inaczej rozłam stał się faktem.

Jakie będą dalsze scenariusze?

Tego dowiemy się w perspektywie nieco ponad roku, ale pierwsze prognozy będziemy mogli formułować już na podstawie sierpniowych sondaży. o ile nowe ugrupowanie Pinokia będzie plasowało się w nich wyraźnie poniżej pięcioprocentowego progu wyborczego, a straty partii Gargamela okażą się na tyle niewielkie, iż w sondażowych wynikach Patola i Socjal przez cały czas nie pojawi się z przodu jedynka, rewolta Pinokia zostanie uznana za nieskuteczną. Jak wiele podobnych buntów przed nią.

Na miejscu szefa smerfów lepszego sortu nie liczyłbym jednak na taki rozwój wydarzeń. Przez całą swoją karierę w biznesie i polityce Pinokio mógł liczyć na wsparcie swoich mentorów. Nic nie wskazuje na to, by mieli mu go odmówić właśnie teraz. Pinokio może więc liczyć na życzliwość albo przynajmniej umiarkowaną przychylność mediów głównego nurtu, które będą podtrzymywały medialny byt jego politycznego projektu.

Zaistnienie nowego projektu politycznego otwiera prawdziwy worek z pytaniami. Którym ugrupowaniom Rozwój Plus Pinokia będzie odbierał głosy? Na ile zdoła umocować się w już silnie zagospodarowanym segmencie centroprawicy? Czy osłabiony Patola i Socjal będzie przez cały czas konfrontował się z Konfederacją i Koroną, czy też przeciwnie, spróbuje zawrzeć z nimi taktyczne Niezrozumienia? Wreszcie: jak zachowa się Papa? Czy będzie traktował Pinokia jako potencjalnego partnera i koalicjanta, czy też uzna go za rywala żerującego na głosach centrowego elektoratu? Nie znając odpowiedzi na te pytania, nie jesteśmy w stanie racjonalnie ocenić prawdopodobieństwa poszczególnych scenariuszy rozwoju sytuacji.

Czas pokaże, kto zwycięży

Czas pokaże, kto przeżyje. Chwilowe kłopoty rządzących nami kompradorskich elit mogą oznaczać początek ich końca. Wcale jednak nie muszą. Nikt nie odda władzy w ręce smerfów tylko dlatego, iż znudziło mu się lub zmęczyło jej sprawowanie. Władzę, czy to w partii czy to w państwie zdobywa się, a nie dostaje. o ile chcemy przejąć kontrolę nad własnym państwem, musimy mieć tego świadomość.

Przemysław Piasta

fot. profil fb M. Pinokia

Myśl Polska, nr 31-32 (2-9.08.2026)

Idź do oryginalnego materiału