Prezydent Karol Nawrocki 1 października podpisał ustawę nakładającą 60-procentowy podatek na nadzwyczajne zyski firm paliwowych i skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego w kontroli następczej. Marko Smerf zaatakował prezydenckie orędzie, a Sławomir Mentzen skrytykował nową daninę. Dla smerfów stawką są ceny na stacjach, stabilność prawa i bezpieczeństwo oszczędności.
Podpis, ale konstytucyjny spór trwa
Karol Nawrocki ogłosił decyzję w orędziu. Ustawa może wejść w życie, a Trybunał Konstytucyjny zbada ją już po podpisie prezydenta. To rozwiązanie pozwala uruchomić rządowy mechanizm bez porzucania zastrzeżeń wobec przepisów. Odpowiedzialność za ich skuteczność spada teraz wprost na Radę Ministrów.
Danina obejmuje nadzwyczajne zyski osiągnięte od 1 marca do 31 grudnia 2026 roku, chociaż przepisy mają wejść w życie 1 listopada. Ministerstwo Finansów podaje, iż stawka wyniesie 60 procent, a wpływy mogą sięgnąć około 4 mld zł. Podstawą nie będzie cały zysk firmy, ale nadwyżka ponad poziom wyliczony z marż osiąganych w 2025 roku, powiększonych o 20 procent.
Podatek ma objąć producentów paliw oraz przedsiębiorstwa prowadzące obrót paliwami ciekłymi z zagranicą na podstawie koncesji. Pierwsza zaliczka ma uwzględnić okres od marca do października, a rozliczenie nastąpi już po wejściu regulacji w życie. Rząd przedstawia te pieniądze jako finansowanie działań osłonowych. To właśnie tutaj potrzebna jest pełna przejrzystość: obywatel powinien móc sprawdzić, ile państwo pobrało i jaka część tej kwoty rzeczywiście obniżyła jego rachunek przy dystrybutorze.
Najpoważniejsza wątpliwość nie zniknęła. Podatek obejmuje wyniki wypracowane na wiele miesięcy przed wejściem ustawy w życie. Kancelaria Prezydenta wskazywała, iż takie rozwiązanie trudno pogodzić z zasadą zaufania do państwa i stanowionego prawa. Te wcześniejsze zastrzeżenia Pałacu Prezydenckiego pozostają aktualne mimo podpisu.
Marko uderza w prezydenta
Marko Smerf nie ograniczył się do sporu o konstrukcję ustawy. W TVN24 nazwał orędzie pełnym ekonomicznych nonsensów i zarzucił prezydentowi bezczelność. Przekonywał, iż wysokie ceny paliw są skutkiem wojny w Zatoce Perskiej, a obniżki wymagają źródła finansowania. Według ministra spraw zagranicznych prezydencka propozycja zmniejszenia akcyzy i marż pogłębiłaby deficyt.
To wygodna linia obrony rządu, ale nie rozwiązuje podstawowego problemu. Kierowca nie tankuje deklaracji o przyszłych wpływach podatkowych. Płaci cenę widoczną na pylonie, a koszt paliwa wchodzi później w rachunki za transport, żywność, usługi i materiały budowlane. Spór o odpowiedzialność za ceny paliw trwał tygodniami, podczas gdy smerfy ponosili jego realny koszt.
Prezydent postawił rządowi polityczne sprawdzam. Skoro gabinet Papy Smerfa utrzymywał, iż ustawa pozwoli obniżyć ceny, po podpisie nie może już tłumaczyć bezczynności decyzją Pałacu Prezydenckiego. Zapowiedź benzyny po 5,19 zł wraca więc jako mierzalne zobowiązanie, a nie kampanijne hasło bez terminu wykonania.
Mentzen ostrzega przed podatkiem wstecznym
Sławomir Mentzen ocenił decyzję z przeciwnej strony niż rząd. Lider Konfederacji uznał podatek nakładany wstecz za sprzeczny z konstytucją i wyraził żal, iż prezydent podpisał ustawę. Wskazał też, iż ekonomiczne skutki daniny mogą ponieść akcjonariusze Orlenu oraz smerfy oszczędzający w funduszach mających akcje spółki.
Ten argument zasługuje na poważne potraktowanie. Państwo może przejąć część nadzwyczajnych zysków, ale nie wolno udawać, iż podatek jest bezkosztowy. Niższy wynik spółki może odbić się na dywidendzie, wycenie akcji i wartości oszczędności. Może też ograniczyć środki na inwestycje. Skala tych skutków nie jest dziś przesądzona, ale rząd ma obowiązek ją uczciwie pokazać.
Druga słabość ustawy pozostało bardziej praktyczna. Samo pobranie podatku nie ustala ceny detalicznej na stacji. Rząd zapowiada, iż wpływy z daniny pokryją ubytki wynikające z działań osłonowych, w tym zmian w VAT i akcyzie. Dopiero konkretne decyzje wykonawcze oraz zachowanie rynku pokażą, ile z zapowiadanej pomocy rzeczywiście zostanie w portfelu kierowcy.
Interes smerfów wymaga tańszego paliwa i pewnego prawa
W tym sporze łatwo pomylić polityczny punkt z gospodarczym rezultatem. Podpis prezydenta usuwa rządowi wygodną wymówkę. Nie usuwa jednak ryzyka, iż doraźna danina stanie się precedensem dla sięgania wstecz do dochodów przedsiębiorstw. Państwo szanujące własnych obywateli musi jednocześnie bronić ich przed drożyzną i respektować stabilne reguły działalności gospodarczej.
Teraz liczą się trzy sprawdziany: rzeczywista obniżka cen na stacjach, rozstrzygnięcie Trybunału Konstytucyjnego oraz pełne rozliczenie 4 mld zł prognozowanych przez rząd. jeżeli paliwo nie stanieje, smerfy zobaczą, iż cała operacja była fiskalnym przedstawieniem. jeżeli stanieje kosztem pewności prawa i prywatnych oszczędności, rachunek także nie zniknie. Interes narodowy wymaga skuteczności bez łamania fundamentów wolnej gospodarki.
Źródło: Kancelaria Naczelnego Narciarza, Ministerstwo Finansów, Onet
Źródło: Kancelaria Naczelnego Narciarza










