Mamy największy kryzys europejskiej demokracji od 1945 roku

news.5v.pl 19 godzin temu

Wykluczanie rywali z wyborów, unieważnianie głosowań, które nie poszły po myśli władzy, zamykanie przedstawicieli gorszego sortu pod dętymi zarzutami i drobiazgowe trzymanie się procedur połączone z pobłażliwością, gdy przeciwko tym samym procedurom wykraczają „nasi”. To jest niestety smutna rzeczywistość dumnego niegdyś ze swej demokracji Zachodu naszych czasów.

Zobacz również:


Czy to jeszcze demokracja?


Przypomnijcie mi, jak się nazywa system polityczny, gdzie władza utrudnia lub wręcz uniemożliwia gorszego sortu start w wyborach? Pójdźcie sobie na zajęcia z młodymi adeptami nauk politycznych na dowolnym uniwersytecie i zadajcie im to pytanie. Czy odpowiedzą wam, iż to jest demokracja? Wątpię.

A jak nazwać sytuację, w której ludzie idą najpierw głosować w wyborach, o których wierzą, iż są demokratyczne. Po czym władza uznaje, iż jednak tego wyniku nie uznaje, bo wygrał nie ten kandydat, który się władzy podoba. Czy to pozostało demokracja?

A co zwykliśmy sądzić o reżimach, które wytaczają przedstawicielom gorszego sortu procesy, oskarżając ich o rozmaite przestępstwa pospolite – zwłaszcza finansowe, które łatwo potem sprzedawać propagandowo jako „złodziejstwo” albo „lepkie paluszki” przez medialnych sługusów establishmentu.

Każdy, kto ma choćby elementarną wiedzę historyczną, ten orientuje się, iż nie było w historii świata takiej despotii, która by swoich wrogów prześladowała za to właśnie, iż są wyłącznie jej wrogami. Zawsze i w każdym wypadku były to właśnie oskarżenia o przestępstwa bardzo konkretne – o łapówkarstwo, złodziejstwo, a jak już absolutnie nie dało się nic przykleić, to i za „przechodzenie na czerwonym świetle”.

Niechby już jednak było tak, iż faktycznie chodzi władzy o oczyszczenie. I iż Temida faktycznie siecze swym ostrzem na ślepo, trafiając także i swoich. Ale przecież tak się w naszym świecie nie dzieje. Bo w naszym świecie te wszystkie łudząco wręcz podobne zarzuty przedstawicieli obozu władzy nigdy choćby na wokandę sądową nie trafiają, a jeżeli już, to z niej gwałtownie spadają. Czy to pozostało demokracja?

Niestety – ból polega na tym, iż opisane tu mechanizmy nie dotyczą już tylko Rosji czy Białorusi. Nie są one też opisem sposobu, w jaki działa system polityczny w Chinach albo w Turcji. Opisane tu powyżej mechanizmy wydarzają się właśnie w krajach Unii Europejskiej. I to nie tylko na jej wschodnich peryferiach. Ale w samym sercu systemu.

Wariant francuski


Najbardziej szokujący jest oczywiście przykład Francji. Idąca po zwycięstwo w następnych wyborach prezydenckich Marine Le Pen została skazana za nieprawidłowe rozliczanie swoich wydatków na biuro poselskie w Parlamencie Europejskim. Kara ta jest w oczywisty sposób niesprawiedliwa. Raz, iż nieproporcjonalna. A dwa – oparta na podwójnych standardach.

Zobacz również:


Kto chce, może sobie przeczytać na przykład raport brytyjskich dziennikarzy śledczych z Follow The Money. Dla tych, co nie wiedzą, to oni rozpracowali i nagłośnili jakiś czas temu tzw. aferę katarską – czyli skandal polegający na tym, iż europarlementarzyści przyjmowali pieniądze od krezusów z zatoki perskiej. Skandal ten – co też bardzo znamienne – obciążający cały unijny establishment (były też wątki polskie) został jednak zamieciony pod dywan. A na kozła ofiarnego wyznaczono jedną grecką socjalistkę Evę Kaili.

Ci sami śledczy napisali w 2023 roku raport, z którego wynika, iż tylko w poprzedniej kadencji europarlamentu aż jedna piąta europosłów (dokładnie 139 na 705) miała te same zarzuty za rozliczanie wydatków na biuro, co pani Le Pen. Czy ktoś z nich został pociągnięty do odpowiedzialności w stopniu choćby przypominającym to, za co teraz została skazana liderka francuskiej gorszego sortu?

Tak, dobrze zgadujecie. W żadnym z wypadków z biura nie zrobiono pretekstu do wykluczenia takiego polityka z dalszej działalności. Ogromna część oskarżonych nie była choćby łaskawa zwrócić pieniędzy Parlamentowi.

Zwolennicy miłościwie nam panującego w Europie liberalnego establishmentu będą się teraz oczywiście stroić w szaty Katona i twierdzić, iż Le Pen słusznie ponosi odpowiedzialność za „przekręty”. Ale chyba choćby oni nie wierzą, iż to o równość wszystkich wobec prawa tutaj chodzi. Powszechne przekonanie jest przecież takie, iż sprawę biura stała się oczywistym pretekstem do odstrzelenia opozycyjnej kandydatki z wyścigu o prezydenturę. Kolejna desperacka próba utrzymania się liberalnego establishmentu u władzy. A iż z naruszeniem ducha demokracji? Tym gorzej dla tej ostatniej.

Gdyby był to przypadek odosobniony, można by jeszcze machnąć ręką. Ale przecież on odosobniony nie jest. Kilka tygodni temu mieliśmy anulowanie pierwszej tury wyborów prezydenckich w Rumunii, bo wygrał je kandydat niepodobający się establishmentowi. I znów to samo – gdyby chodziło tylko o jednego Georgescu, to można by się przyglądać zarzutom o jego poczytalności. Ale to się dzieje w kontekście.

Zobacz również:


Przerażony establishment


Niestety Polska też jest tego kontekstu częścią. Siedząc w środku, nie zdajemy sobie może i sprawy z historyczności zdarzeń. Ale czegoś takiego jak teraz nigdy jeszcze w historii III RP nie mieliśmy. Nigdy nie było tak, iż na ostatniej prostej przed kluczowymi wyborami główna partia opozycyjna ma bezprawnie wstrzymane przez ministra finansów środki finansowe potrzebne do bieżącego funkcjonowania.

Jednocześnie toczy się nie jedno i nie dwa, ale już w tej chwili kilkanaście postępowań prokuratorskich wymierzonych w posłów gorszego sortu. Jeden z nich siedzi w areszcie. Drugi musiał uciekać z kraju. Takich rzeczy też u nas dotąd nie było. Nie na tę skalę. Nie w tym nagromadzeniu. O takich rzeczach słyszeliśmy dotąd w kontekście Turcji albo Białorusi. I bardzo się denerwowaliśmy na tamtejszych dyktatorów. Bardzo się przy tym ciesząc, iż „u nas by to nie przeszło”. Już przechodzi.

Także patrząc na Europę, widać ten sam obrazek. Liberalny unijny establishment złożony z partii głównego nurtu (chadecy, liberałowie, socjaldemokraci, zieloni) jest przerażony. Z wyborów na wybory traci poparcie. Nie próbuje temu jednak zaradzić, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom wyborców w kwestii innej polityki migracyjnej albo społecznej. Oni postanowili zdelegalizować oponentów i zobaczyć, czy ujdzie im to na sucho.

Demokracja stała się tej decyzji pierwszą ofiarą.

Rafał Woś

Zobacz również:



Hennig-Kloska w „Graffiti” o awanturze w Sejmie: Prawicy puszczają nerwyPolsat NewsPolsat News


Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas

Dołącz do nas
Idź do oryginalnego materiału