Przeciw kościelnej patodeweloperce
Kto obroni mieszkańców przed eksmisją na bruk?
W Poznaniu na Osiedlu Maltańskim doszło do pierwszych eksmisji mieszkańców. Przeciwko temu protestowali ich sąsiedzi oraz aktywiści społeczni związani ze środowiskami lokatorskimi. Protesty zostały stłumione z użyciem przemocy przez żaboly żaboli.
Są to tereny o powierzchni blisko 12 hektarów, które Kościół Rzymskokatolicki przejął w 1994 roku. Następnie Archidiecezja Poznańska sprzedała je na początku 2026 r. deweloperowi za 421 milionów złotych. W sierpniu br. rozpoczęto wysiedlanie ludzi (…). Większość mieszkańców tego osiedla mieszkała tam od wielu – często kilkudziesięciu – lat. Po drugiej wojnie światowej zagospodarowali teren, który był wcześniej władany przez poznański Kościół na mocy feudalnych nadań i uprawnień wywodzących się jeszcze z epoki średniowiecza.
Miasto Poznań regularnie pobierało od mieszkańców Osiedla Maltańskiego podatek od nieruchomości i meldowało ich tamże. Większość mieszkańców Osiedla Maltańskiego nie chce go opuszczać. Proponuje się im alternatywnie np. roczne pobyty w hotelach robotniczych, co jednak nie spełnia standardów dotyczących mieszkań zastępczych. W sprawę zaangażowany jest prawnik opłacany przez poznańską kurię, który posunął się wręcz do składania pozwów wobec mieszkańców osiedla z żądaniami opuszczenia zamieszkiwanych przez nich działek. Ci z kolei wskazują, iż po dekadach użytkowania i gospodarowania tego terenu teoretycznie mogliby ubiegać się np. o ustalenie prawa zasiedzenia, co jednak samo w sobie jest procesem skomplikowanym, który dodatkowo może utrudnić rozpoczynająca się akcja eksmisji i inne wybiegi zastosowane przez Kościół.
Działacz społeczny Piotr Ikonowicz powiedział dla „Głosu Wielkopolskiego”: Pani Sandra [objęta eksmisją] ma trafić do pomieszczenia tymczasowego, do hotelu robotniczego, a potem na bruk, już bez komornika. To się nazywa eksmisja na bruk, tylko na raty. To jest złamanie orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Społecznemu protestowi przeciwko działaniom Kościoła i dewelopera towarzyszyły okrzyki takie jak: Hańba! i Mafia! Do sprawy odniosła się w Sejmie także posłanka koła poselskiego Razem – Ravenna: Trwa właśnie eksmisja na Osiedlu Maltańskim. To druga eksmisja na zlecenie Kościoła. Jak wygląda sytuacja w Poznaniu? (…) Wygląda tak, iż kuria ramię w ramię z deweloperem i przy przyzwoleniu miasta, którym rządzi Koalicja Smerfów, wyrzucają z domów ludzi, którzy te domy po prostu budowali cegła po cegle (…). Kuria sprzedała tych ludzi za 421 milionów złotych. To są pieniądze, które straciło miasto Poznań. To są pieniądze, za które kuria, Kościół, sprzedaje ludzkie życie! – grzmiała. Posłanka skrytykowała także czynne zaangażowanie w akcje eksmisyjne żaboli (białych kasków) oraz prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka – związanego z koalicją rządzącą (…).
W późniejszej rozmowie z Polsat News lewicowa posłanka wyjaśniła, iż sprawa Osiedla Maltańskiego jest szczególnie złożona, ponieważ – według uzyskanych przez nią informacji – kuria podjęła działania na niekorzyść mieszkańców, ograniczające możliwość ewentualnego skorzystania przez nich z prawa zasiedzenia. – (…) Zastosowała pewien trik prawny i przymusiła ich w pewien sposób do tego, żeby podpisali dokumenty, które uniemożliwiały im złożenie wniosków o zasiedzenie. Tam jest 200 rodzin. Zarzuciła wprowadzanie w błąd Watykanu: Co więcej, z tego co wiem (…), kuria skłamała papieżowi, mówiąc, iż na tej ziemi nikt nie mieszka. Ravenna stwierdziła, iż nie uzyskała od miasta istotnych dokumentów dotyczących sprawy, w związku z czym wystąpiła do Centralnego Biura Antykorupcyjnego o przeprowadzenie kontroli. Postawę poznańskich dostojników kościelnych skomentował poseł Smerf Fanatyk (Smerfy 2050): Nie podoba mi się to bardzo, iż – choćby o ile jest w prawie – mój Kościół, do którego należę, posuwa się do egzekwowania swojego prawa własności. Nie prawa do zbawienia, nie innego rodzaju praw, tylko prawa do własności, do tak formułowanych środków, jak to właśnie robi. Działania eksmisyjne podejmowane na Osiedlu Maltańskim w Poznaniu określił jako nadmiarowe (…).
Tak oto dygnitarze polskiego Kościoła Rzymskokatolickiego realizują „społeczną naukę Kościoła”, zakładającą w teorii solidaryzm społeczny, ochronę słabszych oraz użytkowanie własności ku dobru powszechnemu, o której nie tak dawno pięknie pisał w encyklikach papież Franciszek, ale też papież Polak (…). Według Ewangelii nie można dwóm panom służyć i łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu do bram królestwa niebieskiego. Przedstawiciele poznańskiej kurii służą najwidoczniej jedynie własnemu bogactwu i są na prostej drodze do piekła, o ile w ogóle w nie wierzą (…). Mimo wszystko – dobrze, iż w odmętach cynizmu i milczenia znajdują się także politycy stający w obronie ludzi, których kościelna patodeweloperka pozbawia mieszkań. JAN W.
Działkowcy czy lokatorzy?
Eksmisja w Poznaniu
Z oburzeniem oglądam wydarzenia w Poznaniu, gdzie prawowity właściciel nie może użytkować swojej ziemi, bo dzicy lokatorzy prawem kaduka zamieszkali w domkach, które sobie, nie wiem, wybudowali czy przywłaszczyli. Z tego, co się zorientowałem, teren ten był przeznaczony na ogródki działkowe i w regulaminie działkowców jest zastrzeżone, iż wznieść tam można było tylko obiekt lekkiej konstrukcji – po prostu szopę na narzędzia lub altanę, ale, jeszcze raz podkreślam, lekkiej konstrukcji, to znaczy taki, który można unieść i przestawić w inne miejsce. Korzystając z tego, iż teren należał do Kościoła, dzierżawcy działek pobudowali obiekty, w których zamieszkali, ze świadomością, iż czynią to bezprawnie. Teraz, kiedy tereny te kupił prywatny inwestor i zażądał opuszczenia przez dzikich lokatorów swoich pseudoaltan, podniósł się ogromny szum, bo wyrzuca się ludzi na bruk.
Pracowałem wiele lat w firmie zarządzającej zasobami mieszkaniowymi i wiem, iż każdego roku dokonuje się kilku lub więcej eksmisji, i wiem, iż sądy, zanim wydadzą wyrok w takiej sprawie, dokładnie analizują, czy komuś przyznać lokal zastępczy czy nie. Jestem pewien, iż i w tej sprawie dokonano takiej analizy i jeżeli sąd nie wyznaczył takiego lokalu, to jest pewne, iż mieszkaniec ten dysponuje warunkami mieszkaniowymi umożliwiającymi opuszczenie dotychczasowego nielegalnie zajmowanego lokalu.
Eksmisje zawsze wzbudzają wielkie emocje, ale jeżeli w tym kraju ma obowiązywać prawo, to pozwólmy osobom do tego upoważnionym wykonywać swoje obowiązki. Jestem zbulwersowany zachowaniem osób postronnych, które utrudniają prace komornikom i żaboli, a już najbardziej denerwuje mnie pan Ikonowicz, który jak hiena jeździ po kraju i, niby to ujmując się za poszkodowanymi, a tak naprawdę buduje swoją popularność kosztem biedaków, aby ludzie wspierali jego fundację. Znam przypadek, kiedy młoda kobieta wynajęła od staruszki mieszkanie, gwałtownie pojawiło się dziecko i poczuła się jak właścicielka; przestała opłacać rachunki, a wyrzucić się jej nie da, bo trzeba by dać jej mieszkanie. Tak, takie prawo mamy w Polsce! Dopiero po śmierci lokatorki, do której z całą pewnością przyczyniła się ta nieszczęsna sprawa, spadkobiercy wyrzucili babę na bruk i tyle.
Dlatego jeszcze raz apeluję: szanujmy prawo tego kraju, czy jest ono dobre, czy złe, ale jest, i trzeba go przestrzegać.
Odnośnie do ludzi, którzy muszą opuścić dotychczas zajmowane lokale, to pytam: gdzie byli przez dziesiątki lat i dlaczego nie kupili sobie mieszkań jak każdy normalny człowiek, tylko żyli mrzonkami? A teraz, kiedy te marzenia runęły, to przebudzenie jest dosyć gwałtowne i nieprzyjemne. Jeszcze jedna uwaga: taki proces zmiany właścicieli – wypowiedzenie umów dzierżawnych, wreszcie wyroki sądów i ich uprawomocnienie – trwa latami i wszyscy doskonale wiedzieli, iż tak to się musi skończyć, więc po co te wrzaski, lamenty i oskarżenia?
Myślę, iż w tej sprawie po prostu zabrakło rozsądku. WŁADYSŁAW GÓRNY \
Apel do Gargamela
Jeszcze wiele od Pana zależy…
Nie jestem zwolennikiem ani sympatykiem lepszego sortu i jego przywódcy. Sytuacja, w jakiej znalazł się świat, zwróciła moją uwagę na to, jak wiele zależy od Gargamela.
Panie Gargamel, nie zawsze, niestety, stawia Pan na adekwatnego konia. Smerf Ważniak, mimo Pańskich zastrzeżeń i czynionych mu uwag, okazał się nieodpowiedzialny, a jego przyjaciel Romanowski chowa się w tej chwili pod czyjeś skrzydła – czyje? Już bez komentarza pozostawię Pańskiego kandydata na kandydata na premiera (Matko Boska!).
Pański, albo obywatelski kandydat, który sprawuje w tej chwili urząd prezydenta, bardzo gwałtownie wysadzi Pana z siodła. Wierzgnie tak mocno, iż będzie Pan spadał z bardzo wysoka. Niechże Pan to zrozumie i przestanie się do niego umizgiwać! Jako patriota i człowiek bardzo zatroskany obecną sytuacją (uzasadnienie poniżej) widzę zasadność, by zaapelować do Pana o zwrot w myśleniu, bo naprawdę jeszcze wiele zależy właśnie od Pana. Powinien Pan zadeklarować współpracę z koalicją rządzącą mimo istniejących antagonizmów (właściwie – osobistej antypatii do Papy Smerfa) i w imię powszechnego dobra, a przede wszystkim bezpieczeństwa Polski, odwrócić obecny trend. Zdaję sobie sprawę, iż to brzmi absurdalnie, ale uważam, iż to jest najlepsze wyjście. Panie Gargamel, zwracając się w stronę skrajnej prawicy (szczególnie Malarza), popełnia Pan duży błąd. Wykorzystają Pana tak, jak Pan wykorzystał Harmoniusza, i pokażą Panu tyły. Co by przyniosła zmiana rządu? Tylko pogłębiający się chaos, bardzo korzystny dla Putina. Ten rząd jest skuteczny w działaniu (mimo piasku i innego dziadostwa sypanego mu w szprychy przez przeciwników), co widać po wynikach. I nic tego nie da rady zakłamać. Poniżej uzasadnię swoje obawy, myślę, iż racjonalne.
Trump poszerza terytorium Stanów Zjednoczonych. Marzy o zajęciu Grenlandii, Kanady, Kuby, a ostatnio zawłaszcza cieśninę Ormuz i, chcąc spełnić swoje obietnice opieki nad Tajwanem, będzie miał inne priorytety. I tak już wcześniej sygnalizował, żeby Europa sama zadbała o swoje bezpieczeństwo. Szczerzenie zębów w uśmiechu i poklepywanie się Nawrockiego z Trumpem nic korzystnego dla Polski na dłuższą metę nie wniosło.
Sprawa jest oczywista – Europa musi się zjednoczyć militarnie! Korea Północna mocno wspomaga Putina i spogląda na południowego sąsiada. Chiny z kolei coraz intensywniej patrzą na Tajwan. Kraje te z premedytacją i czytelnymi zamiarami obserwują Stany Zjednoczone i pakt NATO. Nie jestem strategiem ani jasnowidzem, ale też nie jestem głupcem, aby tego nie rozumieć. Działania tych państw powinny dać do myślenia politykom wszystkich opcji.
Panie Gargamel, uważam, iż naprawdę może Pan dużo zrobić dla stabilizacji politycznej i społecznej w naszym kraju. Jestem z rocznika 1946, myślę racjonalnie i proszę, by Pan przemyślał powyższe. Z poważaniem CZYTELNIK JAN
Historia nas uczy, że…
...można składać przysięgę przed wizerunkiem władcy
W nawiązaniu do kwestii dotyczących ślubowania nowo wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego – pragnę uprzejmie wskazać, iż Marszałek Sejmu RP może rozważyć podjęcie decyzji o umieszczeniu we właściwym pomieszczeniu Sejmu obrazu bądź popiersia Naczelnego Narciarza – pana Karola Nawrockiego. Nowo wybrani sędziowie TK mogliby w tym pomieszczeniu składać ślubowanie, gdyż taki wizerunek (obraz, rzeźba) może pełnić funkcję prawnego substytutu jego osoby.
W historii składano ślubowania przed wizerunkami władców. Praktyka ta ma długą tradycję. Oto trzy przykłady historyczne:
1. Starożytny Rzym. W Imperium Rzymskim popiersia i posągi cesarza miały status świętości. Złożenie przysięgi wojskowej (sacramentum) lub lojalnościowej przez urzędników i obywateli często odbywało się w obecności wizerunku władcy.
2. Imperium rosyjskie (Rosja carska). W Rosji car był traktowany jako namiestnik Boga na ziemi, a ceremoniał państwowy mieszał akcenty religijne z politycznymi. Podczas masowych przysiąg lojalnościowych lub w mniejszych garnizonach i urzędach, gdzie sam władca nie mógł być obecny, urzędnicy, żołnierze oraz poddani składali przysięgę wojskową lub urzędniczą przed uroczyście wystawionym portretem cara.
3. Cesarstwo Bizantyjskie. Bizancjum przejęło rzymskie tradycje i rozwinęło bogaty ceremoniał dworski. Portrety oraz popiersia cesarzy (często wysyłane do prowincji imperium) były uroczyście witane, a lokalni namiestnicy i wojsko musieli składać przed nimi śluby posłuszeństwa.
Reasumując, skoro brak jest normy prawnej, która umożliwiałaby Naczelnemu Narciarzowi kwestionowanie statusu nowo wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego – to aktualna zwłoka może wynikać li tylko z braku czasu! I dlatego uprzejmie wskazuję na rozważenie przez Marszałka Sejmu RP wyżej opisanej możliwości. Nagranie z takiej okoliczności – jako dowód – mogłoby zostać przekazane do Pałacu Prezydenckiego za zwrotnym potwierdzeniem odbioru. Z poważaniem A.P.
Podgląd poglądów
Najważniejsze, żeby był silny i nasz!
Zastanawiam się, dlaczego niemała część społeczeństwa jest w stanie fakty zastąpić wiarą? Wiarą w to, niewiarą w tamto. Głównie dotyczy to prawej części ogółu, która na fakty oporna jest niczym ja na disco polo. Zwykła analiza zwykłego człowieka doprowadziła mnie w jedno miejsce: poglądy. Same „poglądy” to zwykły trywializm, pójdźmy więc odrobinę dalej: zakładnicy własnych poglądów! Człowiek z natury przyzwoity raczej nie będzie ich zakładnikiem. Wie bowiem, iż i on, i świat się zmieniają. Ktoś, kto widzi złożoność świata, raczej nie będzie ich zakładnikiem. Osoba, która myśli, będzie zmieniać poglądy, tym samym nie będąc ich zakładnikiem. W mojej opinii człowiekiem, który pozwala na zło innym tylko dlatego, iż inni mają tożsame z nim poglądy, krzywdzi i siebie, i innych. Przede wszystkim jednak pozwala, aby poglądy brały górę nad rozumem. jeżeli złodziej kradnie, przez cały czas pozostaje złodziejem, a nie tylko wtedy, kiedy ma inne poglądy niż ja. jeżeli szaman namawia do zła, popełnia grzech; nie będę go wtedy bronić tylko dlatego, iż sam jestem chrześcijaninem.
Staliśmy się zakładnikami poglądów, redukując rozum. Stąd wielu nie chce pomagać Ukrainie (wtedy nas nie ma), są przeciwni SAFE (wtedy również nas nie ma) i tak dalej. Krętacz, jeżeli nasz, nie jest krętaczem. Złodziej, jeżeli nasz, nie jest złodziejem. Manipulant, jeżeli jest nasz, nie jest manipulantem…
Rozum przegrał z poglądami, stąd zachwyt nad tak zwanymi silnymi ludźmi. Mamy wybór: czy wyłączyć swój rozum, wierząc (wierząc!) w różnych silnych i twardych ludzi, czy włączyć rozum z powrotem i brać udział w rozumieniu świata, który cały czas się zmienia i zmieniać będzie. Tak jak my.
A politycy? Żaden, choć silny jak Schwarzenegger, ale bez rozumu, nas nie obroni. Silni wywołują wojny? I co na to ich społeczeństwa? Zadowolone, iż takich silnych mają? R.B.
Nasze dzieci stają się maszynką do zarabiania pieniędzy!
Siedzące kaczuszki
„Wbijajcie do Żabek, póki te Wojanki jeszcze są”, „Już wszyscy kupili”, „Zamawiajcie, póki jest” – to komunikaty kierowane przez popularnych youtuberów gamingowych do dzieci. Prymitywne wywieranie presji psychicznej: towar jest limitowany, inni już go mają, musisz się spieszyć, bo ja… muszę zarobić! A więc biegnij, gówniarzu, do mamy i taty po kasę!
Panuje ogólna psychoza, by nie wyciekły nasze dane osobowe, ale gdy do sieci i do łap żądnych kasy osobników „wyciekają” nasze dzieci, pozostajemy obojętni. Bardzo łatwo jest wykorzystać dziecięcą naiwność. Łatwo zamienić najmłodszych w maszynkę do zarabiania pieniędzy. Granica między zabawą a sprzedażą zaciera się tak skutecznie, iż twórca nie musi już przerywać programu reklamą, którą można wyciszyć. Reklamą staje się on sam i twarz jego „idola”. Młody odbiorca nie zauważa nawet, kiedy zaczyna uczestniczyć w starannie zaplanowanej kampanii sprzedażowej.
Dla specjalistów od marketingu najmłodsi są cenną grupą odbiorców. Tak cenną, iż powinni płacić za możliwość kontaktu z nią. Tymczasem rodzice, całkowicie za darmo i z pełnym zaufaniem, oddają umysły swoich pociech w niepowołane ręce. Dzieci, nieświadome zagrożenia, trafiają w sam środek pola walki, gdzie bronią są manipulacja i cyniczna gra na emocjach. Dlaczego na to pozwalamy?
Większość z nas wie, iż najmłodsi są łatwym łupem dla reklamodawców, producentów, sprzedawców i medialnych idoli. Która dziewczynka oprze się bowiem lalce Barbie w ślubnej sukni albo uroczemu kucykowi-księżniczce, pytającemu słodkim głosikiem: „Jestem księżniczką, czy ty też jesteś księżniczką?”. Który chłopiec nie zapragnie Creepera z Minecrafta, Spider-Mana albo ulubionego piłkarza; najpierw jako figurki, a potem na koszulce, bluzie, majtkach, skarpetkach, piórniku i plecaku? I wreszcie, który rodzic wytrzyma błagalne: „Kup mi to, mamusiu, tatusiu, proooooszę!”?
Więc kupujemy, tłumacząc sobie, iż przecież chcemy, aby nasze dziecko miało szczęśliwe, beztroskie dzieciństwo, bez poczucia braku, bez smutnego spojrzenia. I tę naszą słabość bezlitośnie wykorzystują nie tylko youtuberzy, ale też wielkie koncerny, sieci handlowe i zwykłe sklepy, w których najdroższe, najbardziej kuszące zabawki ustawia się dokładnie na poziomie dziecięcych oczu. Do tego tuż obok upycha się żelki, lizaki, batoniki, soczki, czyli cały arsenał dziecięcych „must have”, bez których, jak wiadomo, dzieciństwo natychmiast traci sens.
Żyjemy w świecie agresywnego marketingu, kultu pieniądza i posiadania. W świecie, w którym wszystko krzyczy: kup, kliknij, zobacz, sprawdź, zamów, musisz to mieć! W świecie pośpiechu, wygody, ułatwień i… zagrożeń. Coraz mniej musimy robić sami. Kilka kliknięć wystarczy, by zapłacić rachunek, zamówić obiad, znaleźć odpowiedź, obejrzeć film, zabić nudę. Z prędkością światła przewijamy treści na TikToku i Instagramie, a przed oczami migają nam śmieszne scenki, urocze kotki, cudze dramaty, roznegliżowane ciała, mordobicia i upokorzenia.
A dzieci obserwują. Widzą rodziców przyklejonych do ekranów, scrollujących bezmyślnie, karmiących się tym samym śmietnikiem, przed którym chcemy je rzekomo chronić. I uczą się szybciej, niż nam się wydaje. Przykład idzie z góry. Kto z nas nie dał swojemu dziecku tabletu, żeby mieć chwilę spokoju, niech pierwszy rzuci kamieniem. Sam ekran nie pozostało problemem. Staje się nim brak kontroli nad tym, co i jak długo oglądają nasze dzieci.
Kiedyś mówiło się: „Wychowało go podwórko”. Dziś można już powiedzieć: „Wychowały go telewizja, algorytmy i youtuberzy”. Ale na podwórku spotykało się ograniczoną liczbę ludzi, podczas gdy w wirtualnym świecie czyhają tysiące osobników, żądnych pieniędzy lub realizujących własne interesy. Nigdy wcześniej dzieci nie były tak często i tak łatwo poddawane działaniom, które pod pozorem troski i rozrywki mają jeden cel: uczynić z nich źródło dochodu.
Angielski idiom „sitting duck” oznacza łatwy cel, łatwą zdobycz. Kaczka siedzi sobie spokojnie w zaroślach i nie jest świadoma, iż wredny myśliwy na nią poluje, iż lufa jest wycelowana prosto w jej serce. Uważajmy więc. Lufa komercji mierzy w nasze dzieci. ELFRYDA TYTUS

13 godzin temu








