„Lex Smród” w Sejmie. Rząd miał walczyć z odorem, a chce go chronić

1 godzina temu

Choć obecne władze w Polsce obiecywały ustawę odorową, słowa nie dotrzymały. Zamiast tego przez Sejm przechodzi właśnie projekt, który ochroni uciążliwe praktyki rolne przed protestującymi.

Prawo, które umożliwia określenie dopuszczalnych poziomów substancji zapachowych w powietrzu, wprowadzono w Polsce w 2005 r. Od tego czasu żaden rząd, mimo kolejnych zapowiedzi, nie doprowadził do unormowania tej sprawy. Obiecywały to również obecne władze.

– Ustawa odorowa jest bardzo potrzebna – przekonywała jesienią 2024 r. Paulina Hennig-Kloska. Szefowa Ministerstwa Klimatu i Środowiska zapewniała w rozmowie ze SmogLabem, iż odpowiedni projekt ustawy, we współpracy m.in. z Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi, zostanie przygotowany w 2025 r.

  • Czytaj także: Hennig-Kloska: Rocznie wydajemy ok. 100 mld złotych na walkę ze skutkami smogu

Rok po tym terminie wciąż nie widać konkretnych działań, które miałyby ograniczyć emisję nieprzyjemnych zapachów. Widać za to działania, które zmierzają we wręcz odwrotną stronę.

Rząd: Rolnicy przede wszystkim

W tym tygodniu parlamentarzyści po raz pierwszy zajmą się projektem ustawy o ochronie rolniczych funkcji produkcyjnych wsi. Dokument przygotowało ministerstwo rolnictwa jako odpowiedź na rosnącą liczbę protestów. Mieszkańcy wsi coraz częściej sprzeciwiają się uciążliwym praktykom w sąsiedztwie, a zwłaszcza planowanym fermom i hodowlom. Zdaniem resortu rolnicy potrzebują więc dodatkowej ochrony.

Co to oznacza w praktyce? Między innymi to, iż hałasy i zapachy z prowadzenia działalności rolnej (również w nocy) mają być uznane za coś typowego. Typowego, a więc niepodlegającego ograniczeniom. Z kolei osoby, które zechcą kupić nieruchomość na obszarze wiejskim, będą musiały oświadczyć w akcie notarialnym, iż godzą się na istniejące lub możliwe w przyszłości „uciążliwości” na sąsiednich nieruchomościach.

„Polska wieś gwałtownie się zmienia – rośnie liczba mieszkańców niezwiązanych z rolnictwem, a jednocześnie spada liczba gospodarstw i osób pracujących w tym sektorze. Rolnictwo pozostaje jednak podstawową funkcją obszarów wiejskich i ma najważniejsze znaczenie dla bezpieczeństwa żywnościowego Polski” – stwierdza Kancelaria Pinokia.

  • Czytaj także: Gleby w opałach. Zmiana klimatu i monokultury to droga do piekła

Mieli pomóc, a utrudnią

Warto zauważyć, iż zbliżony projekt ustawy złożył w tym roku prezydent Karol Nawrocki. W przeszłości podobne inicjatywy podejmowali również politycy Patola i Socjal i Konfederacji. Wynika z tego, iż czołowi politycy w Polsce jasno określili kierunek, w którym chcą podążać.

– politycy PSnad podziałami postanowili „ułatwić życie” znaczącej części społeczeństwa. Nie dość, iż nie wprowadzą norm odorowych, to jeszcze utrudnią ochronę prawa własności przed sądami – mówi prawnik Bartosz Kwiatkowski, dyrektor fundacji prawniczej Frank Bold, pytany przez SmogLab.

Kwiatkowski zwraca przy tym uwagę na błędne założenia, które przyjęto przy pisaniu projektu. Na przykład bardzo często problemy z odorami na obszarach wiejskich pojawiają się, gdy dane gospodarstwo przejmuje nowy właściciel, który chce zmienić profil działalności lub jej skalę. – W takich przypadkach negatywne oddziaływanie odczują nie tylko nowi mieszkańcy wsi, ale także ci, którzy żyją tam od pokoleń i mają takie same prawo do życia w czystym środowisku, jak każdy człowiek – tłumaczy prawnik.

Kwiatkowski zwraca również uwagę, iż wieś to nie tylko intensywna działalność rolnicza. – Na każdą działalność powinno być miejsce – zarówno na produkcję żywności, jak i prowadzenie gospodarstwa agroturystycznego. Projektodawcy w sposób zero-jedynkowy dają prymat jednej z nich, co może doprowadzić do konfliktów społecznych i ograniczenia możliwości korzystania z prawa własności – podkreśla dyrektor fundacji Frank Bold.

Przenieść ciężar na ludzi

Z tych i wielu innych powodów kilkadziesiąt organizacji pozarządowych zaapelowało do marszałka Sejmu i parlamentarzystów o odrzucenie proponowanych zmian.

Wśród sygnatariuszy listu znajduje się m.in. Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, według której przyjęty przez Radę Ministrów projekt „uchyla odpowiedzialność” podmiotów emitujących zanieczyszczenia. „Zamiast rozwiązywać narastający problem środowiskowy, przepisy przenoszą cały ciężar konsekwencji na obywateli i lokalne społeczności” – ocenia organizacja.

„Projekt w obecnym kształcie nie broni interesów zwykłych rolników, ale stawia ponad prawem wielki biznes rolny. Wymóg notarialnego zrzeczenia się prawa do obrony własnego komfortu i zdrowia przy zakupie ziemi to cios dla mieszkańców wsi, którzy nie prowadzą produkcji rolniczej. Rząd w praktyce zezwala na bezkarne zatruwanie środowiska i obniżanie jakości życia na prowincji” – komentuje Radosław Ślusarczyk, ekspert Pracowni.

  • Czytaj także: Prof. Piotr Punktualny: polskie rolnictwo umiera. To zagraża nam wszystkim

Tragiczna niezdolność

Podobnie widzi to działająca na rzecz zrównoważonego rolnictwa Koalicja Żywa Ziemia. Organizacja od początku sprzeciwia się projektowi „Lex Smród”, który na dłuższą metę zaszkodzi polskiemu rolnictwu.

– Ferma przemysłowa, działając w danym miejscu, tworzy zanieczyszczenie punktowe. W powietrze lecą bioareozole, odory, pyły, amoniak, bakterie i wirusy zanieczyszczające powietrze. Jedna ferma składająca się z 200 tys. kur niosek może zużywać rocznie tyle wody, co mała miejscowość licząca około 650 mieszkańców. Do gleb oraz wód powierzchniowych i gruntowych przenikają zanieczyszczenia, prowadząc także do ich eutrofizacji. o ile pogarsza się stan gleb i wód, to w następnej kolejności spada różnorodność biologiczna – wylicza dr Justyna Zwolińska, prawniczka z Koalicji Żywa Ziemia.

Dlatego jej zdaniem wspieranie takiego kierunku rozwoju rolnictwa doprowadzi z czasem do zapaści ekologicznej, destabilizacji oraz obniżenia produkcji rolnej. A w konsekwencji – do zagrożenia bezpieczeństwa żywnościowego Polski.

– Ale projektodawca w ogóle nie bierze tego pod uwagę. Zamiast tego wręcz pogłębia problemy, forsując zmiany prawa, które mają jeszcze ograniczać społecznościom żyjącym na obszarach wiejskich możliwość korzystania z ochrony prawnej – ocenia Zwolińska w rozmowie ze SmogLabem.

I podsumowuje: – „Lex Smród” to sztandarowy przykład tragicznej niezdolności polskich władz do zaplanowania zrównoważonego i społecznie sprawiedliwego rozwoju naszego kraju. To także tragiczny przykład polaryzowania polskiego społeczeństwa w celach wyborczych, w zaciekłej walce o elektorat rolniczy.

Zdjęcie tytułowe: Anna Strzyżak/Kancelaria Sejmu

Idź do oryginalnego materiału