Koksowniki na ulicach polskich miast – hipokryzja ekologii

17 godzin temu

Na ulicach polskich miast coraz częściej pojawiają się koksowniki. Stoją w centrach, na rynkach, przy deptakach i urzędach. Płoną dzień i noc, dymią i trują powietrze. A jednocześnie mieszkańcom mówi się, iż nie wolno palić w piecu, bo to smog, bo to rak, bo to ekologia. Czy ktoś tu jeszcze widzi logikę.

Zakaz dla mieszkańców, przyzwolenie dla miast

Zwykły człowiek nie może rozpalić pieca węglem ani drewnem. Grożą za to mandaty, kontrole i kary administracyjne. Samorządy straszą mieszkańców uchwałami antysmogowymi, wymianą kotłów i kosztami idącymi w dziesiątki tysięcy złotych. Tymczasem te same miasta bez wahania wystawiają na ulicach setki koksowników, które emitują dokładnie to samo, a często więcej zanieczyszczeń.

Koksownik w centrum miasta to ekologia

W oficjalnym przekazie koksownik nagle przestaje być problemem. Ma ogrzewać przechodniów, tworzyć atmosferę i poprawiać komfort w przestrzeni publicznej. Nikt nie mówi o pyle, benzo[a]pirenie ani dwutlenku węgla. Nikt nie mierzy stężeń przy chodnikach, gdzie codziennie przechodzą dzieci i seniorzy.

Podwójne standardy i hipokryzja

Mieszkaniec na obrzeżach miasta jest traktowany jak truciciel środowiska. Urzędnik stawiający koksownik na rynku nagle staje się ekologiem. To klasyczny przykład podwójnych standardów. Prawo i narracja ekologiczna są stosowane wybiórczo, zależnie od tego, kto pali i gdzie.

Kto na tym zarabia

Za tą fikcyjną ekologią stoją konkretne interesy. Lobbing, dotacje, programy, projekty i miliony złotych przepływające przez samorządy i firmy doradcze. Koszty zawsze ponosi obywatel. Najpierw płaci za wymianę pieca, potem za drogi prąd i ogrzewanie, a na końcu oddycha dymem z koksownika postawionego przez miasto.

Jak długo jeszcze

Jak długo jeszcze społeczeństwo będzie akceptować takie absurdy. Jak długo będziemy słuchać, iż dla naszego dobra trzeba nam czegoś zakazać, podczas gdy w centrum miasta pali się ogień pod hasłem ekologii. Coraz więcej ludzi widzi, iż coś tu się nie zgadza. Coraz trudniej udawać, iż to troska o środowisko, a nie cyniczna gra interesów.

Czas na uczciwą rozmowę

Jeżeli walczymy ze smogiem, róbmy to konsekwentnie i uczciwie. Albo obowiązują te same zasady wszystkich, albo przestańmy udawać, iż chodzi o ekologię. Koksowniki w centrach miast są symbolem tej hipokryzji i dowodem na to, jak łatwo manipuluje się społeczeństwem hasłami o ochronie środowiska.

Idź do oryginalnego materiału