Jan Gwalbert Pawlikowski i podkarpackie korzenie polskiej ekologii

6 godzin temu

Choć dziś termin „ekologia” kojarzy nam się z nowoczesnymi technologiami i globalnymi szczytami klimatycznymi, jego polskie, głęboko humanistyczne fundamenty wyrosły w cieniu przemyskich wzgórz. To tutaj Jan Gwalbert Pawlikowski – postać pomnikowa dla naszej kultury – uczył się, iż ochrona przyrody to nie tylko kwestia przepisów, ale przede wszystkim obowiązek serca i miary naszego patriotyzmu.

Wszystko zaczęło się w Medyce pod Przemyślem. To tamtejszy majątek Pawlikowskich, będący przez dekady tętniącym życiem ośrodkiem kultury, ukształtował wrażliwość młodego Jana Gwalberta. Wychowany w atmosferze szacunku do tradycji, książek i ojczystego krajobrazu, Pawlikowski gwałtownie zrozumiał, iż „lice ziemi” – jak mawiał o krajobrazie – jest dobrem wspólnym, którego nie wolno poświęcać na ołtarzu doraźnego zysku.

Dla nas, mieszkańców Podkarpacia, postać ta jest szczególnie bliska. Pawlikowski, choć znany jako taternik i twórca potęgi „Domu pod Jedlami” w Zakopanem, nigdy nie zapomniał o swoich korzeniach. To właśnie ta galicyjska perspektywa – łącząca rzetelność naukową (był profesorem w Dublanach i twórcą lwowskiej Szkoły Nauk Politycznych) z niemal mistycznym uwielbieniem natury – stała się zarzewiem nowoczesnej ochrony przyrody w Polsce.

Kultura a Natura: Manifest z 1913 roku

Dokładnie 110 lat temu Pawlikowski opublikował swoje przełomowe dzieło „Kultura a Natura”. W czasach, gdy lasy traktowano głównie jako surowiec, a rzeki jako drogi transportowe, on rzucił światu odważne wyzwanie. Twierdził, iż przyrodę należy chronić dla niej samej, dla jej „własnej znakomitości”, a nie tylko dlatego, iż przynosi nam wymierne korzyści.

„Idea ochrony przyrody zaczyna się tam dopiero, gdzie chroniący nie czyni tego dla celów materialnych (…) ale dla przyrody samej” – pisał. Te słowa, kreślone ręką ziemianina z Medyki, do dziś pozostają aktualne. Pawlikowski widział w niszczeniu krajobrazu formę barbarzyństwa, która uderza w samą duszę narodu.

„Zbożna praca” dla pokoleń

Jan Gwalbert Pawlikowski był człowiekiem czynu. To dzięki jego nieustępliwości i staraniom w 1925 roku sprawy ochrony przyrody zyskały rangę państwową, trafiając pod skrzydła Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Był współtwórcą ustawy o ochronie przyrody z 1934 roku – fundamentu, na którym opieramy się do dziś.

Dla Pawlikowskiego ochrona ojczystych lasów, hal i potoków była „zbożną pracą”. Piętnował „ducha episjerskiego” – czyli prymitywny utylitaryzm i chęć zysku, które niszczą to, co najpiękniejsze. Uważał, iż turystyka powinna być przeżyciem duchowym i wysiłkiem, a nie szybką konsumpcją wrażeń.

Pamięć, która zobowiązuje

Dziś, spacerując po podkarpackich rezerwatach czy podziwiając panoramę z przemyskiego Kopca, warto wspomnieć człowieka, który jako jeden z pierwszych dostrzegł, iż bez dzikiej przyrody nasza kultura stanie się uboższa.

Jan Gwalbert Pawlikowski zmarł we Lwowie w marcu 1939 roku, u progu katastrofy, która miała zmienić oblicze jego ukochanej ziemi. Pozostawił nam jednak testament, który w dobie kryzysu ekologicznego brzmi mocniej niż kiedykolwiek: dbanie o przyrodę to dbanie o naszą tożsamość. To lekcja z Medyki, której nie wolno nam zapomnieć.

Idź do oryginalnego materiału