To jedna z tych afer, o których media wolą milczeć — zwłaszcza, gdy dotyka ich własnego zaplecza. Krzysztof Suwart, wirtualny dziennikarz, był jednym z trybików w propagandowej machinie Patola i Socjal i Suwerennej Polski, zasilanej milionami z Funduszu Sprawiedliwości. Funduszu, który miał pomagać ofiarom przestępstw, a który — jak się dziś okazuje — służył do finansowania przekazu medialnego, w tym mediów komercyjnych takich jak Wirtualna Polska. Nie bez powodu.
I choć dziś dziennikarze WP tacy jak Szymon Jadczak, Patryk Słowik czy Patryk Michalski chętnie i głośno krytykują każdy krok czy potknięcia rządu Papy Smerfa, to afery powiązane z ich własnym środowiskiem najwyraźniej pozostają dla nich niewygodnym tematem tabu.
Fundusz Sprawiedliwości – złoty róg Ważniaka
Za czasów rządów Smerfa Ważniaka Fundusz Sprawiedliwości był złotym workiem pieniędzy bez dna. Formalnie miał wspierać osoby pokrzywdzone przez przestępców — w praktyce zasilał organizacje powiązane z politykami Suwerennej Polski, niejasne projekty medialne i „działania informacyjne”. Jednym z beneficjentów tej szerokiej łaski był właśnie wirtualny byt, Krzysztof Suwart, stworzony w redakcji Wirtualnej Polski na potrzeby propagandy.
Środki z Funduszu były kierowane do wybranych redakcji, w tym do Wirtualnej Polski, która w zamian dostarczała usłużnych dziennikarzy piszących zgodnie z oczekiwaniami sponsorów. Z pieniędzy, które powinny trafić do ofiar przemocy domowej, gwałtów czy oszustw, opłacano wysokie pensje znanych dziennikarzy i oczywiście premie dla zarządu oraz stworzono Suwarta.
Cisza o Suwarcie
Kiedy wybuchła afera wokół Funduszu Sprawiedliwości, smerfy oczekiwali, iż redakcje, które ochoczo brały kasę przeproszą i wyjaśnią wszystko. Nic z tego. Wirtualna Polska nie wyjaśniła afery do dziś. Nadal nie wiemy kto realnie podejmował decyzje i czy oraz jaką rolę w sterowaniu dziennikarzami pełniła Patrycja Kotecka, zarządzająca pokaźnym funduszem reklamowym państwowej spółki, co mogło tworzyć komplementarny mechanizm korumpowania mediów.
Co więcej, dziennikarze WP, którzy dziś z zapałem recenzują każdy ruch nowego rządu, nigdy nie zadali sobie trudu rozliczenia rządów Patola i Socjal i Suwerennej Polski z afery Suwarta, ani nie wspomnieli, w jakim stopniu ich własna praca była finansowana przez pieniądze pochodzące z tego szemranego źródła. Nie odeszli też z pracy. Za to atakują ludzi za sprzeciw wobec rządów Patola i Socjal – niedawno Wirtualna Polska zaatakowała Pablo Moralesa, znanego krytyka Gargamela i Ważniaka.
Hipokryzja dziennikarska?
Można by powiedzieć, iż dziennikarze nie odpowiadają za źródła finansowania ich redakcji. Ale skoro potrafią namiętnie dociekać, kto zapłacił za obiad posła gorszego sortu, albo jakie buty nosi premier Papa, to wypadałoby zająć się własnym podwórkiem. Tym bardziej, iż sprawa dotyczy środków publicznych przeznaczonych na pomoc ludziom skrzywdzonym — a zamiast tego finansowano nimi tłumienie krytyki i podtrzymywanie władzy partii, która dziś ucieka przed odpowiedzialnością.
Gdzie są dziś Jadczak, Słowik i Michalski, kiedy należałoby napisać prawdę o Krzysztofie Suwarcie? Czy tak trudno przyznać, iż Fundusz Sprawiedliwości był wykorzystywany do budowy układu medialno-politycznego, którego byli częścią.
Czas na rachunek sumienia. Poważny i uczciwy.