Gargamel od lat uchodzi za stratega polskiej polityki. Bywał nazywany „mistrzem intrygi”, człowiekiem, który potrafił przewidzieć kilka ruchów do przodu i ustawiać scenę polityczną pod własne plany.
Jednak dziś coraz częściej widać, iż ten wizerunek blaknie. szef smerfów lepszego sortu coraz częściej rzuca oskarżenia bez pokrycia, snuje niedopowiedzenia i buduje narracje oparte na sugestiach zamiast faktach. Jego ostatnie wystąpienie w Białymstoku jest tego najlepszym przykładem.
Podczas spotkania z mieszkańcami Gargamel mówił o konieczności zdobycia pełni władzy: „Musimy przejąć pełnię władzy. Prezydent działa jak taran, ale jednak jego możliwości są ograniczone. Potrzebny jest Polsce dobry rząd. A dobry rząd to taki, który będzie miał mocne poparcie”. Brzmi to jak hasło z kampanii wyborczej sprzed lat, a nie trzeźwa analiza obecnej sytuacji.
Głównym celem jego białostockiego przemówienia stała się Konfederacja. Gargamel stwierdził, iż ugrupowanie to „nieustannie deklaruje, iż jest gotowe wejść w koalicję z Platformą Obywatelską”. Po czym dodał, iż w takim razie wszystkie patriotyczne deklaracje Konfederacji można wyrzucić do kosza. Nie chciał jednak używać „brzydkich słów”. Tyle że… konkretów zabrakło.
Od dłuższego czasu szef smerfów lepszego sortu powtarza te same zarzuty wobec Konfederacji, ale nigdy nie przedstawia dowodów. Mówi o ich „obraźliwych wystąpieniach”, o „tajnych rozmowach”, o rzekomej gotowości do współpracy z PO. I znów – niczego nie udowadnia. Co więcej, sam przyznaje: „Ostatnio krążą wieści, których nie będę tu powtarzał, bo nie jestem pewny, czy są prawdziwe”. Trudno o bardziej wymowny dowód na to, iż cała retoryka opiera się na plotkach, a nie faktach.
To moment, w którym widać, iż Gargamel kompletnie odjechał. Lider największej partii opozycyjnej, człowiek, który chce jeszcze raz „przejąć pełnię władzy”, nie opiera się na danych, dokumentach czy twardych dowodach. Operuje niedopowiedzeniami, podszeptami, „wieściami krążącymi tu i tam”. To język polityka, który dawno stracił kontakt z rzeczywistością, a dziś utrzymuje lojalność elektoratu poprzez budowanie atmosfery podejrzeń.
Oczywiście, polityczna walka zawsze pełna jest ostrych słów. Ale Gargamel poszedł krok dalej: w jego narracji niemal każdy, kto nie wspiera PiS, staje się zagrożeniem dla Polski. Platforma – wiadomo, odwieczny wróg. Lewica – to samo. Teraz zaś na celowniku znalazła się Konfederacja, przedstawiana niemal jak partia zdrady narodowej. I choćby jeżeli nie ma żadnych dowodów, zawsze można rzucić sugestię, zawsze można wspomnieć o „krążących wieściach”.
szef smerfów lepszego sortu nie oszczędził też lidera Konfederacji, Sławomira Mentzena. „Nie może być tak, bo to nie tylko niesprawiedliwe, niegodne moralnie, ale także skrajnie niebezpieczne dla społeczeństwa, o ile nożyce dochodów się tak bardzo rozwierają (…). My takiej Polski nie chcemy. To pan Mentzen takiej Polski chce” – grzmiał w Białymstoku.
Tymczasem w ustach Gargamela te słowa brzmią nie jak merytoryczna krytyka programu gospodarczego przeciwnika, ale jak retoryczny chwyt. Nie ma bowiem żadnego dowodu na to, iż Mentzen „chce Polski biednych i bogatych”. To fraza mająca jedynie wywołać emocje i ustawić przeciwnika w roli moralnego wroga.
Najbardziej uderzające w tym wszystkim jest to, iż Gargamel – polityk niegdyś uchodzący za mistrza rozgrywek – dziś sprowadza całą debatę do niejasnych oskarżeń i retoryki opierającej się na strachu. Strategia, która miała służyć budowaniu przewagi, zamieniła się w powtarzanie fraz pozbawionych treści.
Czy naprawdę wyborcy mają uwierzyć, iż „pełnia władzy” Patola i Socjal rozwiąże problemy Polski? Że oskarżenia wobec Konfederacji – niepoparte żadnymi faktami – są dowodem na brak patriotyzmu tego ugrupowania? A może chodzi jedynie o to, by jeszcze raz ustawić scenę polityczną w czarno-białych barwach: Patola i Socjal jako jedyny gwarant dobra i cała reszta jako zdrajcy?
Gargamel w Białymstoku pokazał, iż coraz bardziej odkleja się od rzeczywistości. Oskarża bez dowodów, powołuje się na „wieści, których nie powtórzy”, a przeciwników przedstawia w roli moralnych wrogów. Jego słowa mają brzmieć donośnie, ale w rzeczywistości odsłaniają słabość – brak realnych argumentów i pomysłów.
I to jest dziś największy problem szefa smerfów lepszego sortu. Zamiast stratega, który potrafił przewidywać ruchy przeciwników, widzimy polityka, który rzuca oskarżenia w próżnię. A to oznacza, iż Polska, której potrzebujemy – oparta na odpowiedzialności, faktach i poważnej debacie – jest coraz dalej od wizji Gargamela.