Europa podpisała wielką umowę z Trumpem. Eksperci o kolejnej pułapce

5 godzin temu

Parlament Europejski zatwierdził właśnie umowę handlową z USA, otwierając drogę do zwiększonego importu skroplonego gazu ziemnego (LNG). Decyzja ta, choć stanowi krok w stronę uniezależnienia się od Rosji, rodzi poważne pytania o przyszłość europejskiego bezpieczeństwa energetycznego. Po pierwsze, USA mogą uzyskać kontrolę nad cenami energii, a po drugie – w grę wchodzi kwestia wysokich emisji metanu związanych z wydobyciem i transportem gazu. Zamiast większej niezależności, Europa ryzykuje jeszcze większą zależność od amerykańskich dostawców.

W czwartek 26 marca PE zagłosował za umową handlową z USA w ramach Framework on an Agreement on Reciprocal, Fair, and Balanced Trade. Przepisy te dotyczą głównie ceł między UE a USA. Uzgodnione wydatki na zakup paliw z USA mają jednak charakter politycznego zobowiązania i 26 marca nie były przedmiotem głosowania. Mimo to umowa dotycząca zakupu gazu będzie pośrednio wdrażana w wyniku tego głosowania. USA mogą więc zarobić na tym choćby 750 mld dolarów, a Europa zyska jedynie pozorne bezpieczeństwo energetyczne.

Europa pod presją

Unia Europejska nie posiada znaczących złóż gazu ziemnego, dlatego jest zależna od dostaw z zewnątrz. Pojawia się więc pytanie: skąd importować gaz? W przeszłości głównym dostawcą była Rosja. Po ataku Władimira Putina na Ukrainę konieczne stało się odejście od rosyjskich surowców. Tak też się stało, a dziś jednym z głównych dostawców są USA.

Problem w tym, iż w tej chwili w USA rządzi Donald Trump i związany z nim ruch MAGA. Ostatnie wydarzenia pokazują, iż jest to środowisko polityczne dość nieprzewidywalne i niezbyt przychylne UE.

Wystarczy spojrzeć na takie kwestie jak chęć przejęcia Grenlandii, zmiana podejścia do Rosji czy działania na Bliskim Wschodzie, które doprowadziły do napięć wokół Cieśniny Ormuz. Do tego dochodzą różnice światopoglądowe między politykami USA i UE. To wszystko pokazuje, iż Stany Zjednoczone nie są już takim partnerem jak kiedyś.

USA wywierały naciski na UE, by podpisać tę umowę i umożliwić szeroki eksport LNG. 25 marca Andrew Puzder, ambasador USA przy UE, ostrzegł:

– jeżeli Europa chce mieć dostęp do energii po przystępnych cenach, będzie musiała złagodzić obowiązujące wymogi regulacyjne i ograniczenia.

Odniósł się w ten sposób do rozporządzenia metanowego, które może stać się przeszkodą w eksporcie gazu ziemnego przez USA do Europy.

  • Czytaj także: Europa kończy z rosyjskim gazem, ropą i uranem. „Nie będziecie nas dłużej szantażować”

Umowa nie bez konsekwencji

Tak więc zagłosowanie za podpisaniem tej umowy z USA niekoniecznie musi być dla nas korzystne. Będzie się to wiązało z konsekwencjami.

– Czwartkowe głosowanie nad umową handlową UE-USA na lata przesądza o kierunku europejskiej polityki gospodarczej – stwierdziła w wywiadzie ze SmogLabem Katarzyna Wiekiera, ekspertka ze Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot. – Choć sama umowa dotyczy ceł, ma szersze znaczenie – jest fundamentem pod pod pogłębienie współpracy i zwiększony import surowców energetycznych z USA, zwłaszcza gazu LNG – dodaje.

Nasza rozmówczyni podkreśla, iż to moment kluczowy: Europa musi zdecydować, czy wybiera dalszą zależność od zewnętrznych dostawców, czy drogę do niezależności energetycznej, opartej na OZE i energetyce jądrowej.

„USA zyskają realny wpływ na ceny w Europie”

Wielu jednak zapyta: co w tym złego? Przecież ten gaz jest z USA, a USA to nasz sojusznik – będziemy bezpieczni. Władze USA wielokrotnie podkreślały, iż Polska jest wiernym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych; od lat jesteśmy chwaleni.

– Na pierwszy rzut pogłębianie współpracy ze Stanami może wydawać się korzystne. To sojusznik, który może pomóc Europie trwale uwolnić się od paliw z Rosji. Istnieje jednak szereg „ale” – odpowiada ekspertka.

Przede wszystkim wciąż będziemy od kogoś zależni. Wiekiera zwraca uwagę, iż zmieniliśmy dostawcę, ale cała reszta pozostała bez zmian. Chodzi tu przede wszystkim o naciski polityczne. Jak już wyżej wspomniano, USA nie są już takie jak kiedyś. Już teraz jesteśmy mocno zależni od Stanów Zjednoczonych, a w przyszłości zależność ta może się pogłębić.

– W 2025 roku importowaliśmy 58 proc. LNG ze Stanów, a ta liczba może wzrosnąć do 80 proc. w ciągu najbliższych lat. Jeden dominujący dostawca zyska więc realny wpływ na ceny i warunki dostaw – zauważa ekspertka.

Presja Trumpa na regulacje dotyczące emisji metanu

W 2020 roku UE uruchomiła swoją Strategię Metanową – pierwszy kompleksowy plan ograniczenia emisji metanu w sektorach energii, rolnictwa i odpadów. Strategia ta doprowadziła do przyjęcia w 2024 roku rozporządzenia metanowego UE (EUMR).

EUMR nakłada na działający w UE przemysł paliw kopalnych, a także na importerów gazu, obowiązek monitorowania, raportowania i wykrywania wycieków metanu w całej działalności i łańcuchach dostaw. Pozwala to ograniczyć straty energii i zapewnić, iż więcej gazu trafia do odbiorców, zamiast ulatniać się do atmosfery.

– Rozporządzenie metanowe daje Europie przewagę, to narzędzie wpływu na globalny rynek energii – informuje ekspertka. – Rozporządzenie ustala globalne standardy środowiskowe – każdy dostawca LNG, który chce być na europejskim rynku musi zadbać o ograniczenie emisji metanu. A każdy dostawca chce na tym rynku być, bo to duży, stabilny rynek – wyjaśnia. Dzięki temu, jak zaważa nasza rozmówczyni, regulacja ta służy globalnemu zmniejszenie emisji metanu.

– Metan jest bardzo silnym gazem cieplarnianym, nazywanym dwutlenkiem węgla na sterydach. Wyższe standardy wspierają też transformację, a więc strategiczny cel Europy – przypomina Wekiera.

Teraz, jak podaje Euronews, najważniejsze standardy mogą niedługo ulec zmianie. Możliwość ich rewizji pojawiła się po serii nieprzejrzystych spotkań UE–USA, które mogą wpłynąć na europejskie cele w zakresie zrównoważonego rozwoju i niezależności energetycznej.

– USA już naciskają na Unię, by ta złagodziła swoje przepisy, między innymi rozporządzenie metanowe. To próba wpływania na środowiskowe zasady, na jakich UE kupuje energię – mówi Wekiera. – Uleganie naciskom Trumpa oznacza więc rozmontowywanie własnych obronnych regulacji – dodaje.

  • Czytaj także: LNG budzi obawy. W tle zagrożenie metanem i klimat

Trump wywraca nam politykę klimatyczną

Te naciski wynikają z tego, iż bez regulacji koszt wydobycia i transportu gazu LNG do UE byłby niższy. Bez procedur i zachowania standardów bezpieczeństwa wszystko jest tańsze. Pytanie tylko, na jak długo, ponieważ można tu wymieniać długą listę katastrof napędzanych przez globalne ocieplenie. Skrajnie prawicowy ruch MAGA, jak można zaobserwować w ostatnich miesiącach, oddziałuje również na Europę. Jordan Bardella we Francji, Alice Weidel w Niemczech czy Sławomir Mentzen w Polsce – ich środowiska polityczne w ostatnim czasie wyraźnie zyskały.

To sprawia, iż politycy centrowi i lewicowi zmieniają swoje podejście. Wśród nich jest np. Papa Smerf, którego rząd inaczej patrzy dziś na kwestię ETS.

– Europa rozważa osłabianie systemu handlu emisjami, a jest to system który realnie ogranicza popyt na paliwa kopalne – budując suwerenność Starego Kontynentu – zauważa Wekiera. – Osłabianie ETS oraz rozporządzenia metanowego jednocześnie oznaczałoby zmniejszenie presji na transformację energetyczną i utrwalenie wysokiego zapotrzebowania na importowany gaz – ostrzega.

– Stany Zjednoczone odegrały istotną rolę w zapewnieniu Europie bezpieczeństwa energetycznego po 2022 roku, umożliwiając szybkie zastąpienie rosyjskich dostaw. Jednak utrwalanie długoterminowej zależności od jednego zewnętrznego dostawcy – choćby sojuszniczego – może ograniczać zdolność Europy do budowania własnej niezależności energetycznej – przestrzega ekspertka. Radzi przy tym, iż trwałym rozwiązaniem jest redukcja zużycia gazu, elektryfikacja, rozwój OZE i inwestycje w efektywność energetyczną.

– W tym sensie rozporządzenie metanowe i system ETS nie są barierą, ale elementem strategicznej odporności Europy – uważa Wekiera.

Idź do oryginalnego materiału