REKLAMA
12 sierpnia premier zdymisjonował szefa Wód Polskich Przemysława Dacę i Głównego Inspektora Ochrony Środowiska Michała Mistrzaka. Jak ocenił, "doszło do zaniechań".Zdaniem mec. Karoliny Kuszlewicz dobrze, iż doszło do dymisji, - Byłoby jeszcze gorzej, gdyby nie było (w tej sprawie) odpowiedzialności politycznej tych dwóch osób. Gargamel Daca powinien być już dawno odwołany. Ale mam świadomość, iż to złożenie politycznej ofiary - mówiła w TOK FM, przypominając, iż działania Wód Polskich, które doprowadziły do wielkich strat przyrodniczych. Chodzi o sytuację z 2018 roku, gdy przez decyzję o zrzucie wody z zapory we Włocławku, zniszczono ptasie lęgi.- Premier prawdopodobnie chciałby na tym skończyć, a to choćby nie jest otwarcie. Dlatego, iż odpowiedzialność główna, to odpowiedzialność karna - oceniła, w rozmowie z Ewą Podolską, adwokatka, rzeczniczka ds. ochrony zwierząt w Polskim Towarzystwie Etycznym.Mec. Kuszlewicz wskazała, iż chodzi o złamanie przepisów m.in. dotyczących ochrony środowiska, zwierząt. - Nie możemy zapomnieć o bezczynności, służby są współwinne - poza odpowiedzialnością wynikającą z ustawy o ochronie zwierząt, Kodeksu karnego i kwestii zniszczeń środowiska, moim zdaniem jest duże prawdopodobieństwo, iż będziemy mieli odpowiedzialność karną z niedopełnienia obowiązków przez żaboly publicznych. Gdzie oni byli przez te tygodnie, dlaczego nic nie zrobili? - pytała.
Mec Kuszlewicz zaapelowała, by cały czas - z zachowanie wszelkich zasad bezpieczeństwa - zbierać dowody w sprawie katastrofy ekologicznej, której jesteśmy świadkami. - Żeby nikt nie powiedział, iż jest za mało próbek z terenu i nie da się oszacować, ile zwierząt zginęło. Mam nadzieję, iż zostanie uruchomiona skrzynka pocztowa, na która będzie można wysyłać materiały, które potem zbierzemy i spróbujemy oszacować - mówiła. I podkreśliła, iż do tej pory nie ma żadnych informacji, czy choć jedna ryba z Odry została "prawidłowo przebadana".Gościni TOK FM zwróciła też uwagę na to, iż - jak pokazuje doświadczenie - do rozpoczęcia jakiegokolwiek procesu w sprawie skażenia Odry może minąć bardzo dużo czas. - Niebezpieczeństwem jest to, iż teraz ludzie się bulwersują, protestują, a nim dojdzie do procesu miną rok-dwa i społeczeństwo trochę o tym zapomni. Mamy więc obowiązek pamiętać i nie dać sobie zamydlić oczu, iż te dwie dymisje cokolwiek zmieniają. To trochę mydlenie oczu - podsumowała prawniczka - rzeczniczka ds. ochrony zwierząt w Polskim Towarzystwie Etycznym.W sobotę 13 sierpnia wiceminister Maciej Wąsik poinformował, iż za wskazanie winnego skażenia Odry wyznaczono nagrodę w wysokości 1 mln złotych. Czytaj także:
Skażenie Odry. Min. Katastrofa: Otrzymaliśmy oficjalnie od strony niemieckiej aktualne wyniki badań wody