Zmiana katolicyzmu w Polsce. Przykład ks. Grzegorza Strzelczyka

4 godzin temu

Katolicyzm w Polsce się germanizuje. Jednym z głównych propagatorów nowego modelu wiary jest ks. Grzegorz Strzelczyk z Katowic. Proponuje smerfom germańskie rozwiązania w duchu papieża Franciszka w takich sprawach jak rola sumienia, rozumienie kapłaństwa czy święcenia kobiet.

W połowie lutego ogłosiłem w PCh24 mój e-book „Katolicyzm germański. Czy smerfy przejmą obcy model wiary?”. Opisuję w nim model „germańskiego katolicyzmu”, czyli sposobu funkcjonowania Kościoła i przeżywania wiary, który jest adekwatny dla państw germańskich – Niemiec, Austrii, Szwajcarii, Belgii, Luksemburga, dawniej również Holandii. Kluczowym zagadnieniem jest niemiecka Droga Synodalna (2019-2026), która dążyła do gruntownej restrukturyzacji katolicyzmu w kilku obszarach: przeżywania kapłaństwa, roli kobiet, moralności seksualnej, sposobu sprawowania w Kościele władzy.

Podstawą niemieckiej Drogi Synodalnej jest nowa nauka o roli ludzkiego sumienia. Zaproponował ją w 2016 roku papież Franciszek w adhortacji „Amoris laetitia”. Dokument ten przeszedł do historii przede wszystkim ze względu na sprawę Komunii świętej dla rozwodników, ale w istocie wcale nie w tym leży jego przełomowość. „Amoris laetitia” próbuje wprowadzić do Kościoła kreatywną wizję ludzkiego sumienia, które dokonuje głębokich interpretacji obiektywnych norm prawa, aplikując je w konkretnym przypadku w różnym stopniu, mniejszym lub większym, zależnie od indywidualnej decyzji. Tę koncepcję opracowano w minionych dekadach właśnie w Niemczech1.

Kościół katolicki w Polsce w ostatnich dekadach przyjmował nauczanie Kościoła katolickiego na temat sumienia tak, jak wyraził je św. Jan Paweł II w encyklice „Veritatis splendor” z 1993 roku.

Recepcja „Veritatis splendor” była jednak w naszym kraju wyizolowana: nie prowadzono polemicznej debaty z krytykami nauki papieża Wojtyły. Doprowadziło to do paraliżu intelektualnego i niezdolności do obrony tradycyjnej nauki w sytuacji, w której ta została gruntownie zagrożona przez germański model etyczny zawarty w „Amoris laetitia” papieża Franciszka.

Od lat stawiam tezę, iż na skutek tego paraliżu zachodzi i będzie przez cały czas zachodzić proces germanizacji polskiego katolicyzmu. Oprócz przyjmowania niemieckiej perspektywy na rolę sumienia dotyczy to także wielu innych kwestii, jak choćby rozumienia kapłaństwa i sakramentów, które w katolicyzmie germańskim postrzega się w dużej mierze przez pryzmat krytyki Marcina Lutra.

Chciałbym zilustrować w tym tekście tezę o germanizacji polskiego katolicyzmu. Podam przykład szamana Grzegorza Strzelczyka, kapłana popularnego i zapraszanego do mediów i na różnorakie konferencje czy spotkania kościelne.

szaman Grzegorz Strzelczyk – czy też, jak sam pisze, prezbiter – jest kapłanem archidiecezji katowickiej. Pracuje na Uniwersytecie Śląskim, gdzie wykłada teologię. Od 2023 roku odpowiada za formację stałą księży archidiecezji katowickiej. Jest związany z „Laboratorium Więzi”, miesięcznikiem „W drodze”, występuje często w wielu mediach katolickich, choćby na portalu „Deon”. Angażuje się w proces synodalny i jest uważany za eksperta w tej dziedzinie.

Niedawno ukazała się książka, jaką ks. Grzegorz Strzelczyk przygotował razem z p. Anetą Kuberską. „Kościół, świat, reforma. Rozmowy o wierze i sumieniu”, wydane przez WAM.

Przedstawię poniżej kilka cytatów, które, jak sądzę, doskonale ilustrują proces germanizacji katolicyzmu polskiego polegający na przyjmowaniu agendy niemieckiej Drogi Synodalnej – a nade wszystko, na przyjmowaniu germańskiej wizji sumienia, tak, jak wyłożył ją w „Amoris laetitia” papież Franciszek.

Zaznaczam, iż nie jest moją intencją wykazywać „błędy” czy „herezje” u szamana Grzegorza Strzelczyka. Czytelnik sam oceni, jak rozumieć te wypowiedzi pod takim kątem. Moim celem jest zaprezentowanie praktycznych konsekwencji, które wynikają z przyjęcia rewolucji sumienia „Amoris laetitia” oraz wpływów intelektualnych, jakie wywiera na życie Kościoła w Polsce model katolicyzmu germańskiego.

ROLA SUMIENIA

Aborcja, strona 474:

„Zasadniczy błąd polega na ignorowaniu sumienia konkretnej osoby. To sumienie musi się odnaleźć w sytuacji zderzenia wielu wartości. Kobieta, która ma już dwoje czy troje dzieci, staje przed pytaniem, czy ryzykując donoszenie ciąży, nie pozbawi matki tych, które żyją. To są dylematy, które powinno rozstrzygać sumienie – i to jest nauczanie ściśle katolickie: sumienie osoby jest tutaj kluczowe. I nie prawo ma je formować, ale Ewangelia”.

Eutanazja, strony 477-478:

Zapytany o sprawę dziecka, która pomaga rodzicowi w eutanazji, wyjeżdżając z nim za granicę, odpowiada: „Wracamy do kwestii sumienia. Osoby uczestniczące w takich sytuacjach znajdują się w bardzo podobnym położeniu: muszą dokonać moralnego osądu i podjąć decyzję zgodną z własnym sumieniem. o ile ktoś przez wiele miesięcy patrzy na cierpienie bardzo bliskiej osoby, wobec którego medycyna pozostaje bezradna, to nie jest w stanie wyłączyć tego doświadczenia z oceny moralnej. Pojawia się pytanie o większe dobro albo o mniejsze zło. I znów wracamy do kryteriów oraz uwarunkowań, które dana osoba widzi z perspektywy swojego sumienia. Nikt nie może tego osądu za nią dokonać. Stąd znów pojawia się temat towarzyszenia”.

Eutanazja, strona 482:

„I tu dochodzimy do samej definicji eutanazji. Zawsze myślę, iż gdyby ktoś poprosił mnie o podanie substancji osobie żyjącej, wiedząc, iż skróci to jej życie, choćby w imię skrócenia cierpienia, miałbym z tym ogromny problem. choćby przy pełnej świadomości intencji. Tego rodzaju aktywne działanie jest dla mnie czymś, co wykracza poza horyzont mojej moralnej zgody. Ale nie znalazłem się w takiej sytuacji. Doświadczenie pracowników i kapelanów hospicjów miałoby tu więcej do powiedzenia. A czasem kino próbuje zmierzyć się ze złożonością tych dylematów”.

Antykoncepcja, strona 437:

„Najważniejsze jest jednak to, iż w rozeznaniu sumienia bierzemy pod uwagę konkretne okoliczności. jeżeli metoda, która w świecie idealnym realizuje wiele wartości, w świecie realnym jest niewykonalna, to wybór innej drogi – np. antykoncepcji – nie może być automatycznie uznany za grzech. Brakuje tu bo wiem pełnej wolności. W sytuacjach, o których wspominasz, często nie ma w ogóle grzechu. Albo przynajmniej nie ma grze chu ciężkiego”.

Homoseksualizm, strona 500:

„Jeśli mamy do czynienia z osobą, która urodziła się z tendencją homoseksualną – czymś niewybranym, tak jak moja heteroseksualność – pojawia się pytanie o za kres jej wolności. Czy decyzja o wejściu w relację homoseksualną oznacza w takim przypadku pełną dobrowolność? A pełna dobro wolność, obok świadomości, jest warunkiem uznania czynu za grzech ciężki. Gdy uwarunkowanie jest całkowicie niezawinione, ta kwestia przestaje być oczywista”.

Konkubinat, strona 495:

„I tu zaczynają się schody. Weźmy sytuację osób żyjących w konkubinacie: są w trwałym związku, mieszkają razem, współżyją seksualnie, być może choćby planują zawarcie małżeństwa. Z punktu widzenia teorii, którą Kościół próbuje stosować wprost, są w stanie grzechu ciężkiego, z którego się nie nawracają, bo nie zamierzają przerwać współżycia”.

Zmiany w Polsce, s. 499:

„Świadomość teologiczna potrzeby rozeznania sumienia istnieje, ale niemal nie przekłada się na polski dyskurs kościelny. W innych miejscach na świecie podejście do sumienia od lat jest znacznie bardziej konsekwentne. Mam jednak nadzieję, iż także w Polsce będzie to stopniowo ulegać zmianie. Dziś kształcenie księży i spowiedników coraz częściej uwzględnia te kwestie, co powinno znaleźć odzwierciedlenie w praktyce duszpasterskiej”.

Znaczenie „Amoris laetitia”, strona 498:

„Ten sposób myślenia zaczął się zmieniać wraz z pontyfikatem papieża Franciszka. W adhortacji Amoris laetitia (2016) pojawia się wyraźny wątek towarzyszenia osobom w sytuacjach nieregularnych, aż po możliwość sakramentalnego rozgrzeszenia – choć to akurat zostało umieszczone w przypisie, a nie w głównym tekście. Cała sekcja dokumentu pozostaje jednak teologicznie istotna i nie do pominięcia: to oficjalne nauczanie Kościoła katolickiego”.

Mój komentarz: W powyższych wypowiedziach ewidentna staje się kreatywna rola ludzkiego sumienia. Normy obiektywne, choć ważne, wydają się być sprowadzone do roli ogólnych wskazówek, które trzeba jednak każdorazowo aplikować w życie aż do momentu, w których konkretna decyzja może być wprost sprzeczna z normą obiektywną. To zdaje się zakładać twierdzenie o potencjalnej bezgrzeszności niektórych czynów będących obiektywnie grzechami ciężkimi. Szczególną eksplikacją tego nowego, bardziej indywidualistycznego rozumienia sumienia jest passus dotyczący eutanazji, gdzie ks. Grzegorz Strzelczyk mówi o wykraczaniu eutanazji „poza [swój] horyzont moralnej zgody”.

KAPŁAŃSTWO

Germański model katolicyzmu nie dotyczy wyłącznie kwestii sumienia – to także inne aspekty, jak kapłaństwo czy rola kobiet. Kilka uwag ks. Grzegorza Strzelczyka na ten temat.

Kapłaństwo kobiet, strona 312:

„[…] w czasie pontyfikatu papieża Franciszka uchylono pewne „okienko”. Powiedziano, iż sprawa diakonatu kobiet pozostaje otwarta. Bo Ordinatio sacerdotalis dotyczy tylko święceń prezbiteratu i biskupstwa, a nie diakonatu. I sprawa przez cały czas zostaje teo logicznie otwarta – tak wynika z konkluzji komisji, która zakończyła prace za papieża Leona XIV. I co ciekawe: przy argumencie z męskości Jezusa zdania przy głosowaniu rozłożyły się dokładnie po połowie. Nie miał już większości w watykańskiej komisji, a argumentu maryjnego nie użyto w ogóle”.

Diakonat jako droga do kapłaństwa kobiet, strony 312-313:

Ks. Grzegorz Strzelczyk: „Jeśli kobieta może przyjąć jakikolwiek stopień święceń, to nie jest sakramentalnie wykluczona. A skoro już diakonat nadaje charakter sakramentalny, to co teologicznie stoi na przeszkodzie kolejnym stopniom?”

Dziennikarka: „Praktyka. W Kościele łacińskim żonaci mężczyźni mogą być tylko co najwyżej diakonami. To nie argument teologiczny – tylko dyscyplinarny”.

Ks. Grzegorz Strzelczyk: „Właśnie. A skoro to dyscyplina, a nie doktryna – to okno jest znacznie szersze, niż się wydaje”.

I dodaje: „Tradycjonaliści wiedzą, iż jeżeli pęknie ten jeden punkt, pęknie cała tama”.

Kapłaństwo w ogóle, strona 181:

„W Nowym Testamencie pojawiają się osoby posługujące i przewodniczące wspólnotom, apostołowie mają autorytet, ale nie nazywa się ich kapłanami”.

Jezus i ustanowienie kapłaństwa, s. 188:

„Marcin Luter (1483–1546), idąc za nieco nadużywanym, ale istotnym hasłem sola Scriptura (tylko Pismo), stwierdził, iż za sakramenty w ścisłym tego słowa znaczeniu możemy uznać jedynie to, czego ustanowienie jest wyraźnie poświadczone w Nowym Testamencie. Trudno nie zgodzić się z takim argumentem, więc katolicy szukali – nieco na siłę – tekstowych uzasadnień biblijnych dla wszystkich z sakramentów zakwestionowanych przez reformację. Współcześnie mówimy o ustanowieniu pośrednim lub bez pośrednim, rozumiejąc to szerzej – w świetle całego misterium Paschy Chrystusa. Wtedy jednak, w ogniu polemiki, potrzebna była natychmiastowa odpowiedź. Trzeba było wykazać, iż także kapłaństwo ma swoje źródło w Nowym Testamencie. Tak narodził się znany schemat: Eucharystia i kapłaństwo ustanowione w Wielki Czwartek. Skoro Jezus powiedział: „To czyńcie na moją pamiątkę”, uznano, iż w tym samym momencie ustanowił również „kapłaństwo” – bo Eucharystia potrzebuje kogoś, kto będzie ją sprawował. Trzeba jednak pamiętać, iż ówczesna teologia nie dysponowała jeszcze narzędziami krytyki historycznej, dlatego ten konstrukt – choć teologicznie spójny – jest raczej owocem późniejszej refleksji niż zapisem pierwotnej tradycji”.

Mój komentarz: W 2024 roku wydano w Polsce książkę niemieckiego szamana Martina Ebnera pt. „Czy Kościół potrzebuje księży? Perspektywa biblijna”, wyd. WAM. Ebner stawia tam tezę, zgodnie z którą kapłan-ofiarnik to figura obca oryginalnemu chrystianizmowi, „narosła” na ciele Kościoła na przestrzeni wieków. Niemiecka Droga Synodalna nie przyjęła tez Ebnera w ich całości, ale akceptuje się tam tezę o historycznej względności kapłaństwa i próbuje się wprowadzić liczne posługi świeckich na gruncie powszechnego kapłaństwa wiernych. Wydaje się, iż tezy ks. Grzegorza Strzelczyka są replikacją germańskiego modelu katolicyzmu także w tym zakresie. W przypadku kapłaństwa kobiet sprawa pozostało bardziej oczywista – rozerwanie więzi pomiędzy kapłaństwem a płcią to jeden z kluczowych elementów niemieckiej Drogi Synodalnej i standardowy postulat germańskiego ruchu progresywnego, powtarzany w różnych krajach germańskich (także w USA) już od dekad.

Konkluzja

Traktowanie ks. Grzegorza Strzelczyka jako jednego z głównych autorytetów w sprawach synodu czy zagadnień moralnych oznacza konieczną transplantację germańskiego modelu katolicyzmu do Polski.

Oczywiście zjawisko jest o wiele szersze, niż tezy tego tylko szamana, jakkolwiek ze względu na poświęcaną mu w progresywnych mediach uwagę to właśnie on urasta, by tak rzec, do rangi zagadnienia. Można byłoby wskazać znacznie większą grupę adherentów germańskiego katolicyzmu, ale mniejsza o nazwisk.

Istotny jest sam fenomen w sensie zawartości merytorycznej. Zachęcam czytelników do lektury e-booka „Katolicyzm germański. Czy smerfy przyjmą obcy model wiary?”. Sądzę, iż rzecz pomaga rozpoznać istotę różnicy pomiędzy tradycyjną wiarą Kościoła wyznawaną przez większość smerfów – a nowym modelem, który coraz agresywniej zagnieżdża się w naszym kraju.

Paweł Chmielewski

Idź do oryginalnego materiału