Już za niespełna miesiąc we Włoszech zapłonie znicz olimpijski, a cały świat zasiądzie przed ekranami, aby emocjonować się zmaganiami sportowców. Zimowe Igrzyska w Mediolanie to jednak nie tylko wyścigi i mecze, ale także czołowe zderzenie z realiami zmiany klimatu.
Ekologiczny ślad olimpiady
Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Mediolanie potrwają od 6 do 22 lutego, a udział w nich zapowiada 2,9 tys. sportowców z 90 państw świata. Miesiąc później do Włoszech zawitają niepełnosprawni zawodnicy w rekordowym poczcie ponad 660 osób. Do tego dochodzi kadra trenerska i ekipy techniczne oraz tysiące kibiców, co przekłada się na ogromne emisje z podróży, zakwaterowania oraz dodatkowych usług.
Na tym jednak nie koniec potencjalnych kosztów. Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Pekinie przed czterema laty wywołały kontrowersje w związku z wycinką 20 tys. drzew na rzecz nowej infrastruktury.
Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Mediolanie z wysoko ustawioną poprzeczką
Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) od 2020 r. zaostrza wymagania stawiane miastom goszczącym igrzyska w celu ograniczenia ich śladu ekologicznego. Zrównoważony rozwój był jednym z przewodnich haseł letniej olimpiady w Paryżu, a teraz wyzwanie podejmuje Mediolan, tym razem w zimowym wariancie.
Warto przeczytać: Olimpiada w Paryżu rozpoczyna erę budowania ekologicznych obiektów sportowych
Organizatorzy postanowili wyprzedzić oczekiwania i opracowali szeroką strategię mającą na celu ograniczenie emisji towarzyszących sportowym zmaganiom. Do najważniejszych punktów należy korzystanie w 100 proc. z energii ze źródeł odnawialnych oraz ograniczenie marnotrawstwa żywności, dzięki przekazaniu organizacjom charytatywnym tego, czego nie wykorzystają. W ramach gospodarki cyrkularnej Włosi zakupili część olimpijskiego wyposażenia z Paryża oraz zadeklarowali, iż 90 proc. infrastruktury stanowić będą obiekty już istniejące oraz tymczasowe, przeznaczone do demontażu po zawodach. Zachowana zostanie jednak wioska olimpijska i posłuży jako kampus dla lokalnego uniwersytetu.
Sceptycy zwracają uwagę na luki w ambitnym planie. Po pierwsze, rozmieszczenie obiektów sportowych w czterech włoskich obszarach o rekordowej rozpiętości przestrzennej wymagać będzie wzniesienia aż sześciu ośrodków noclegowych. Po drugie, budowa toru saneczkowego w Cortinie wiązała się z wycinką kilkuset drzew. Nie bez znaczenia jest również zużycie wody i energii na produkcję sztucznego śniegu – choćby zoptymalizowana technologia jest pod tym względem bardzo kosztowna. Łączny ślad węglowy szacowany na poziomie 1 mln ton ekwiwalentu CO2 jest co prawda niższy niż ten wyliczany podczas wcześniejszych igrzysk zimowych, ale trudno go zignorować.
Czy zmiana klimatu pokrzyżuje plany sportowcom?
Niezależnie od tego, w jakim stopniu organizatorzy zimowych igrzysk olimpijskich zrealizują swoje zielone obietnice, cała impreza będzie przebiegać w cieniu postępującej zmiany klimatu. O wrażliwości sportowców na kaprysy pogody mówi się coraz więcej, a dobitnym tego przykładem jest wchodząca w tym roku w życie nowa zasada ATP, która zezwala tenisistom na 10-minutowe przerwy chłodzące po drugim secie.
Badanie przeprowadzone przez kanadyjski Uniwersytet w Waterloo sugeruje, iż do 2050 r. zaledwie 10 lokalizacji dotychczasowych zimowych igrzysk zachowa swój śnieżny potencjał. Przedsmakiem spodziewanych komplikacji jest unieważnienie w zeszłym roku zawodów Pucharu Narciarstwa Alpejskiego w Mont-Tremblant z powodu dodatnich temperatur, które uniemożliwiły produkcję sztucznego śniegu.
Na szczęście dla Mediolanu styczniowe mrozy przyszły w samą porę i pozwoliły organizatorom odetchnąć z ulgą. Prezydent Międzynarodowej Federacji Narciarskiej i Snowboardowej Johan Eliasch w wywiadzie udzielonym agencji Reuters wyraził optymizm co do planowego zakończenia przygotowań. Jesteśmy w rękach bogów – dodał jednak z ostrożnością.
Może cię zainteresować: Degradacja lodowców kulminuje. W Alpach kryzys już za 8 lat
zdj. główne: www.olympics.com/Milano Cortina 2026

9 godzin temu












