W Krakowie z 2,5 tys. billboardów zostało ok. 250. W Warszawie legalny ma być tylko co piąty nośnik, a miasto po raz trzeci zabiera się za problem. Z kolei Łódź ma przepisy od dziesięciu lat, ale ich nie egzekwuje, a we Wrocławiu zgłoszony nielegalny billboard zamiast zniknąć… został upiłowany. Sprawdzamy, dlaczego jednym miastom udaje się rozwiązać problem reklamozy, a innym nie.
Kuba Pogorzelski z inicjatywy ŁADny Kraków pamięta moment, w którym postanowił działać. – Stanąłem na przystanku autobusowym przy ulicy Wielickiej i zacząłem liczyć billboardy. Naliczyłem trzydzieści kilka. Pomyślałem sobie, iż coś tu jest nie tak – opowiada. Profil inicjatywy założył na początku 2019 r. Rok z kawałkiem później, w lutym 2020 r., Rada Miasta Krakowa przyjęła uchwałę krajobrazową.
Kraków: 90 proc. mniej billboardów
Efekty były spektakularne. Według prywatnej inwentaryzacji mieszkańców przed wejściem w życie przepisów w Krakowie stało ok. 2,5 tys. billboardów. Dziś jest ich 250–260. – Można powiedzieć, iż samych billboardów zniknęło 90 proc. Banery na ogrodzeniach zostały wyeliminowane w całości – mówi Pogorzelski.
Jego zdaniem najważniejszy był nacisk społeczny. Prace nad uchwałą toczyły się od 2015 r., ale projekt krążył między wydziałami i trzy razy był wykładany do konsultacji. Przyspieszył dopiero, gdy mieszkańcy sami zaczęli dokumentować chaos reklamowy i dopytywać radnych. – Radni nie mają motywacji, żeby forsować temat, na którym nie zależy mieszkańcom. Kiedy zobaczyli, iż pojawiła się bardzo duża grupa zwolenników, pojawiła się wola polityczna – tłumaczy. I dodaje, iż to jeden z nielicznych tematów, który łączył radnych KO, Patola i Socjal i niezależnych.
Warszawa: „Rządzi kasa”
W stolicy jest inaczej. – Jak wysiadam na Dworcu Centralnym, nie wiem, czy z reklamy zaatakuje mnie Adam Małysz, Doda czy Mike Tyson – żartuje Maciej Fijak, redaktor naczelny portalu SmogLab, który siedzibę ma w stolicy Małopolski. Eryk Baczyński ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze nie ma złudzeń: – Tutaj rządzi kasa. Jest bardzo silny lobbing firm, które zarabiają krocie na reklamie w stolicy.
Baczyński właśnie po raz trzeci przygotowuje uwagi do projektu uchwały krajobrazowej. Pierwszą, z 2020 r., uchylił wojewoda Konstanty Radziwiłł. Teraz miasto przygotowało kolejny projekt, który omija zapisy zakwestionowane przez Trybunał Konstytucyjny.
Problem w tym, iż według szacunków stowarzyszenia, w Warszawie legalnych jest tylko ok. 20 proc. nośników, a w ścisłym centrum nadzór budowlany zatwierdzał reklamy częściej niż na obrzeżach. – choćby jeżeli uchwała wejdzie, ograniczane obejmą tylko najbardziej drastyczne przypadki zaśmiecania przestrzeni – przyznaje Baczyński. Mimo to, jak mówi, Miasto Jest Nasze będzie walczyć, żeby przepisy weszły „w jakiejkolwiek formie”.
Co orzekł Trybunał i dlaczego miasta biorą się za reklamy
Wyrok TK z 2023 r. jest dziś głównym argumentem przeciwników uchwał w wielu miastach.
Wspomniany Jakub Pogorzelski tłumaczy sprawę krótko: legalna reklama musi mieć pozwolenie na budowę albo zgłoszenie robót. Trybunał uznał, iż wobec nośników, które takie zgody mają, nie można wydawać nakazów rozbiórki ani naliczać kar.
– Nie zmienia to faktu, iż uchwała w pełni może regulować reklamy nielegalne, a tych wciąż jest zdecydowana większość – podkreśla. Miasta nie mogą też wypłacać odszkodowań, bo parlament od trzech lat nie uchwalił przepisów, które by to umożliwiły.
W jakim celu w ogóle warto regulować kwestie reklam?
– Przede wszystkim estetyka: przyjeżdżamy do Krakowa i widzimy zdecydowanie mniej reklam. To mniej bodźców, które przyswaja nasz mózg, a w sytuacji, kiedy jesteśmy totalnie przebodźcowani, jest to bardzo ważne. Ale to też kwestia bezpieczeństwa, bo nielegalne reklamy w pasie drogowym zasłaniają widok kierowcom – wylicza Justyna Wołkowska, przewodnicząca łódzkiego stowarzyszenia Łódź Cała Naprzód!.
Kuba Nowotarski z Wrocławia dodaje argument: – Nie ma żadnej wartości dodanej tego świata pełnego reklamozy. Robiliśmy szacunki wzdłuż najbardziej ruchliwych ulic Wrocławia: co najmniej 90 proc. billboardów nie miało związku z miastem. Więc po co nam to jest?
Łódź: prawo jest, ale nikt go nie stosuje
Łódź była pierwszym dużym miastem w Polsce z uchwałą krajobrazową: przyjęto ją w listopadzie 2016 r. Zakwestionował ją ówczesny wojewoda Zbigniew Rau, sprawa przeszła przez WSA i NSA, potem czekała na wyrok TK.
– Przez wiele lat urząd celowo nie egzekwował tej uchwały, wychodząc z założenia, iż jeżeli zostanie uchylona, będą roszczenia odszkodowawcze. A teraz, kiedy można ją stosować, siłą rozpędu przez cały czas nie jest egzekwowana – mówi Justyna Wołkowska, przewodnicząca stowarzyszenia Łódź Cała Naprzód.
W zeszłym roku rada miasta przyjęła uchwałę intencyjną w sprawie nowych przepisów. – Pytanie, czy urząd znajdzie chęć, żeby je egzekwować – zastanawia się Wołkowska.
Wrocław: zamiast usunąć billboard, ucięli jego kawałek
Najgorzej jest we Wrocławiu. – Słucham historii z Warszawy i Łodzi, trochę licytacja, kto ma się gorzej. Tutaj wchodzi Wrocław cały na biało i mówi: makao i po makale – ironizuje wspomniany Kuba Nowotarski, wrocławski radny i szef Stowarzyszenia Akcja Miasto. Według jego szacunków 80–90 proc. reklam we Wrocławiu stoi nielegalnie, a co najmniej 90 proc. billboardów przy głównych ulicach nie ma związku z miastem. – Nikt z tym nic nie robi. To jest po prostu frajerstwo – mówi.
Projekt uchwały miał trafić na sesję w 2021 r., ale zniknął z porządku obrad. Nowotarski nie żałuje: – To była uchwała, która legalizowała wszystko, co stało, a na mapie były jeszcze kropki, gdzie można postawić kolejny billboard. Powiedzieć, iż branża reklamowa to pisała, to nic nie powiedzieć.
Jego ulubiony przykład to nielegalny billboard stojący naprzeciwko siedziby zarządu dróg, wystający nad chodnik. Po zgłoszeniu billboard dalej stoi, ale został upiłowany, tak żeby nie wystawał.
W stolicy Dolnego Śląska temat ruszył dopiero po kilku medialnych historiach, m.in. gdy mieszkańcy osiedla Biskupin okleili billboard dewelopera napisem z żądaniem jego usunięcia, a aktywiści zgłosili do nadzoru budowlanego 2 tys. nielegalnych nośników za jednym razem. Miasto chce teraz zlecić napisanie projektu uchwały firmie zewnętrznej.
Piłka do pustej bramki
– smerfy jeżdżą do Niemiec czy Skandynawii i doceniają, iż tam jest ład i skład. Reakcje z miast, które coś zaczęły robić, są absolutnie pozytywne. To piłka wystawiona do pustej bramki i aż dziwne, iż samorządowcy nie chcą strzelić tego gola – podsumowuje Fijak.
Pogorzelski ma dla innych miast jedną radę: – Tylko nacisk na władze miasta i radnych jest w stanie tę sprawę przyspieszyć. W Krakowie uchwała w pełni obowiązuje od czterech lat i praktycznie nie ma głosów sprzeciwu.
Do tekstu wykorzystano fragment podcastu „Połączenie Międzymiastowe”. W drugiej części odcinka goście rozmawiają o nocnej prohibicji, którą Sejm wprowadził w całym kraju, i o tym, co wygrana Łukasza Gibały oznacza dla Krakowa. Cały odcinek Połączenia Międzymiastowego dostępny jest na kanale Fundamenty w serwisie YouTube.

4 godzin temu














![Leon XIV odprawił Mszę św. w szpitalnej sali. Wierni modlą się w intencji papieża [+GALERIA]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2026/10/mid-epa13304264.jpg)