Wszystkie nasze Horyzonty.

7 godzin temu

„Patrzenie na piękno przyrody jest pierwszym krokiem do oczyszczenia umysłu”. Indyjski pisarz Amit Ray, Meditation: Insights and Inspirations, 2010.

Krajobraz, wywodzący się od pojęć „kraju” (w znaczeniu ziemi) i „obrazu” (w znaczeniu oglądu otaczającej nas przestrzeni), to mówiąc najprościej widok przyrody ograniczony linią horyzontu. W tym ujęciu, gdy mówimy o postrzeganiu specyficznie ukształtowanej natury ujętej w kadrze, najważniejszą rolę odgrywa właśnie HORYZONT, linia rzeczywista czy raczej wyobrażona, kształtująca nasze postrzeganie krajobrazu, a przenosząc to na terminologię sztuki – pejzażu. Według słownika języka polskiego ów HORYZONT może przybierać różne znaczenia w zależności od dziedziny biorącej go na tapet; i tak w klasycznym znaczeniu jest to „miejsce pozornego zetknięcia się nieba z ziemią lub morzem; widnokrąg, nieboskłon, widnokres”, w Śpiochronomii będzie to „koło wielkie na sferze niebieskiej, prostopadłe do pionu”, w geografii „wysokość lustra wody w jeziorze, rzece, źródle”, a w geologii „pokłady i warstwy ziemi, charakteryzujące się jednakowym rodzajem bogactw naturalnych”. pozostało horyzont teatralny, przez który rozumiemy „dekorację sprawiającą wrażenie głębi, wielu planów rozgrywających się za sceną”, wreszcie potocznie określamy tym mianem „otoczenie, w którym coś się obraca” lub „zakres czyichś zainteresowań, wiedzy, przekonań, czyli horyzont zdarzeń”. Wszystkie te konotacje przytoczyła nam Pani Karolina Galińska z Parku Krajobrazowego Wysoczyzny Elbląskiej na początku warsztatów edukacyjnych zorganizowanych dla uczestników Warsztatu Terapii Zajęciowej w Tolkmicku w dniu 30 września. A potem było jeszcze trudniej.

Wykład naszej edukatorki rozgrywał się na szczęście w dwóch planach - werbalnie trudno było nam czasami nadążyć za filozoficznymi dywagacjami na temat fenomenologicznego rozumienia krajobrazu w ujęciu Edwarda Caseya, wizualnie natomiast docierały do nas falami silnych emocji przepiękne fotografie bliskich nam okolic. Rozpościerały się przed nami nieskończone w swej pełni widoki z tolkmickich wzgórz (kiedyś nazywanych „Górami Szkolnymi”) na Zalew Wiślany i Mierzeję Wiślaną lub nieco ograniczone liniami lasów czy dominant architektonicznych, sprowadzone do wnętrz krajobrazowych, kadry z okolic Chojnowa, Kadyn, Pagórek, Pogrodzia, Próchnika, Przybyłowa i wielu innych miejsc. Wspomniany amerykański filozof zwracał właśnie uwagę na rolę miejsc i naszego umiejscowienia w krajobrazie, twierdząc, iż nie jesteśmy tylko zewnętrznymi obserwatorami natury, albowiem gdy się gdzieś znajdziemy zaczynamy przeżywać krajobraz całym swoim ciałem, wszystkimi zmysłami i poprzez ruch.

Pani Karolina prezentowała nam na fotografiach różne poziomy, na których możemy sobie „ustawić” linię horyzontu i wyjaśniała w jaki sposób kształtuje to nasze emocje i sposób przeżywania obserwowanego krajobrazu. Gdy patrzymy z „perspektywy żaby”, gdy wyobrażona linia znajdzie się nisko nad ziemią, nad wszystkim zaczyna dominować przestwór nieba z jego spektaklem obłoków i ciał niebieskich – wtedy czujemy się przytłoczeni, maleńcy, zdominowani. Gdy ustawimy sobie horyzont pośrodku zaczyna w nas gościć poczucie harmonii i zrównoważenia – nasze myśli i uczucia uspokajają się, stają się możliwe do opanowania, wprowadzają nas w stan ukojenia. Natomiast jeżeli podniesiemy sobie linię wysoko, do „perspektywy ptasiej”, na plan pierwszy zaczynają wychodzić różne szczegóły – możemy policzyć owoce na jabłoni, głąby kapusty na polu, a choćby źdźbła traw. Krajobraz wtedy się niejako odsuwa, staje się dalekim planem, majaczącym tłem dla tego, co mamy na wyciągnięcie ręki, czego możemy dotknąć i poznać innymi zmysłami – posłuchać i powąchać. W tej sytuacji pojawia się uczucie oswojenia z przestrzenią, panowania nad nią, subiektywnie odczuwanej dominacji.

W drugiej części warsztatów przeszliśmy z postawy biernej, widzów i słuchaczy, do postawy czynnej i twórczej – zaczęliśmy świeżo nabytą wiedzę przekładać na prace plastyczne z zapałem rysując wyimaginowane krajobrazy i horyzonty. choćby gdybyśmy nie zdali egzaminu z rysunku to jednak z całą pewnością otrzymalibyśmy zaliczenie na przedmiocie filozofii krajobrazu. Nasze dzieła przedstawiały świat indywidualnych emocji wzbudzony wizerunkami otaczającej nas przestrzeni. Albowiem dla nas, tak jak dla Pana Caseya, krajobraz okazał się nie tylko „ładnym widokiem”, neutralnym, fizycznym tłem, na które tylko patrzymy. Krajobraz stał się wizualną, zmysłową i problematyczną relacją z miejscem, podkreślającą nasze indywidualne zaangażowanie w świat, do którego jednocześnie zbliżamy się i od którego się oddalamy. W naszych pracach zaroiło się od wszelakich zasłyszanych horyzontów: otwartych i zamkniętych, sztucznych i biologicznych, wiejskich i miejskich; a – zgodnie z maksymą amerykańskiego myśliciela – „bez horyzontu nie ma krajobrazu”.

Spotkanie w siedzibie naszego Warsztatu, zorganizowane przez pracowników Parku Krajobrazowego Wysoczyzny Elbląskiej – Karolinę Galińską i Zbigniewa Zagrodzkiego, było dla nas wielkim wyzwaniem intelektualnym i emocjonalnym. Wymagało skupienia, uwagi, zaangażowania i przekraczania dotychczasowych horyzontów. Podsumować je możemy maksymą wypowiedzianą przez Henri-Frédéric Amiela - „krajobrazy są stanami duszy”. Nie unosimy się nad nimi, jak nad mapą, wnikamy w nie, kształtujemy je swoimi wyobrażeniami, wypełniamy je treścią pochodzącą z naszych wspomnień i przeżyć, tworzymy relacje mogące różnić się w zależności od nastroju, samopoczucia, pory dnia lub pory roku. Krajobraz jest Bytem, a horyzont sposobem porozumiewania się z nim, interakcją kształtującą nasz sposób myślenia i zachowania się.

Jesteśmy pod wrażeniem takich pouczających, rozwijających nasz duchowy świat spotkań. Dziękujemy Pani Karolinie, z którą w ostatnim czasie zawarliśmy naprawdę bardzo bliską znajomość. Mamy nadzieję na dalsze owocne kontakty. Pozdrawiamy z Tolkmicka, które w trakcie swobodnej dyskusji wieńczącej opisywane wydarzenie porównywaliśmy do włoskiej Toskanii.

{gallery}2026-10-02_horyzontbarton{/gallery}

Idź do oryginalnego materiału