Porównywany do “Czarnobyla”, nowy polski serial Netflixa przypomina niechlubną część historii polskiego przemysłu. Mimo iż od wydarzeń ukazanych w “Ołowianych dzieciach” minęło kilkadziesiąt lat, w Polsce ponad 260 tysięcy dzieci ma podwyższony poziom ołowiu we krwi.
Autor: Piotr Jończyk (Demagog);
Cross-check: Marta Glanc (Demagog);
– Zaczęło się od chłopca z ul. Westerplatte. Trafiał do mnie z nawracającą anemią. W końcu skierowano go do prof. Hager-Małeckiej w Zabrzu. Okazało się, iż to ołowica. Prof. Małecka poleciła mi przebadać dzieci z Szopienic. gwałtownie i po cichu. Nie spodziewała się jednak, iż zrobię to na taką skalę – opowiadała pediatra dr Jolanta Wadowska-Król w 2013 roku w filmie „Matka Boska Szopienicka”, nakręconym przez jej wnuczkę.
W niedawno opublikowanym na platformie Netflix serialu „Ołowiane dzieci” w rolę dr Wadowskiej-Król wcieliła się Joanna Kulig. Lekarka ta w latach 70. odkryła masowe przypadki ołowicy wśród dzieci zamieszkałych w sąsiedztwie Huty Metali Nieżelaznych „Szopienice” w Katowicach. Serial pokazuje jej walkę o zdrowie mieszkańców i zmagania z aparatem państwowym PRL, który próbował ukrywać skalę zachorowań.
Choć jak zwracają uwagę niektórzy krytycy (np. 1, 2, 3, 4) serial momentami odchodzi od faktów historycznych, prawdą jest, iż emisje z huty stanowiły poważne zagrożenie dla mieszkańców, szczególnie dla dzieci.
Od wydarzeń przedstawionych w serialu minęło już ponad 50 lat, ale eksperci podkreślają, iż emisje przemysłowe wciąż mogą stanowić zagrożenie dla zdrowia Polek i smerfów.
WHO: Nie ma bezpiecznej normy ołowiu
Huta Szopienice była jedną z kluczowych polskich hut metali nieżelaznych. Jej historia sięga XIX wieku, a zakład odgrywał istotną rolę w przemyśle miedziowym i cynkowym. W szczytowym okresie rozwoju przemysłu, około 1910 roku, Górny Śląsk odpowiadał za ponad 17 proc. światowej produkcji cynku (s. 2).
Serial zwraca jednak uwagę na cenę rozwoju przemysłu w regionie. Tytułowe “Ołowiane dzieci” w wyniku mieszkania w bezpośrednim sąsiedztwie huty chorowały na ołowicę, powszechnie uznawaną za chorobę zawodową hutników.
Dopuszczalna norma stężenia tego pierwiastka we krwi wynosi do 5 µg/dl. Światowa Organizacja Zdrowia podkreśla jednak, iż nie istnieje bezpieczny poziom narażenia na ołów. W 2021 roku odpowiadał on za ponad 1,5 miliona zgonów na świecie, głównie z powodu chorób układu sercowo-naczyniowego.
Dzieci są szczególnie narażone na jego działanie, ponieważ mogą wchłonąć choćby cztery–pięć razy więcej ołowiu niż dorośli. Zatrucie tym metalem może poważnie uszkodzić mózg i układ nerwowy, prowadząc do drgawek, śpiączki, a w skrajnych przypadkach także do śmierci.
Nawet przy niższych poziomach ekspozycji ołów może negatywnie wpływać na rozwój mózgu dziecka – obniżać IQ, pogarszać koncentrację, zwiększać skłonność do zachowań antyspołecznych oraz utrudniać naukę.
Gleba wokół huty dalej jest zanieczyszczona
W 2025 roku w czasopiśmie Geological Quarterly ukazał się artykuł Jerzego Cabały i współpracowników, dotyczący zanieczyszczenia gleb cynkiem (Zn), ołowiem (Pb) i kadmem (Cd).
Badania analizowały skutki około 180 lat działalności hutniczej w tym regionie, gdzie w latach 1834–2008 funkcjonowały jedne z najdłużej działających hut cynku i ołowiu na świecie.
W wierzchniej warstwie gleby w rejonie Katowic-Szopienic stwierdzono bardzo wysokie stężenia metali ciężkich – ponad 10 000 mg/kg cynku, 4 650 mg/kg ołowiu oraz 204 mg/kg kadmu. Autorzy podkreślają, iż mimo zamknięcia hut w 2008 roku zanieczyszczone gleby i składowiska odpadów przez cały czas stanowią zagrożenie, a wyniki badań są ważne dla planowania rekultywacji tych terenów.
Wokół Huty „Szopienice” utworzono zieloną strefę ochronną, a na terenie dawnych budynków dla pracowników powstał… plac zabaw dla dzieci.
UNICEF alarmuje. Ołów zagraża dzieciom
Na zagrożenie ołowiem dla polskich dzieci zwracała uwagę organizacja UNICEF. Według raportu „Miejsca i przestrzenie: Wpływ środowiska na dobrostan dzieci” z 2022 roku w Polsce ponad 260 tysięcy dzieci ma podwyższony poziom ołowiu we krwi.
W zestawieniu 43 państw UE i OECD, w których dzieci są najbardziej narażone na skażenie ołowiem Polska zajęła 29. miejsce. Najlepsza sytuacja jest w krajach nordyckich (Finlandii, Islandii i Szwecji), a także w Luksemburgu i Wielkiej Brytanii. Najgorzej jest w Meksyku, Kostaryce, Rumunii, Belgii i Malcie (s. 26).
Autorzy zwracają uwagę, iż w glebie przez cały czas występują zanieczyszczenia po używanej w przeszłości benzynie ołowiowej. Dawniej ołów był też w produktach dla dzieci, np. malowanych zabawkach. w tej chwili można go znaleźć m.in. w ceramice szkliwionej ołowiem w Meksyku, ołowianym śrucie myśliwskim w Norwegii, niektórych farbach, a także w przyprawach zanieczyszczanych ołowiem, produkowanych w Azji Południowej, ale importowanych na całym świecie (s. 25).
Inne wykazywane w raporcie źródła narażenia na ołów to: woda z ołowianych rur, przemysł wydobywczy i recykling baterii, pigmenty ołowiowe, puszki na żywność oraz niektóre kosmetyki czy zabawki (s. 25).
Polskie emisje spadają wolniej
Emisja ołowiu w Polsce, podobnie jak w całej Europie, wyraźnie spadała w ostatnich latach. Jednak tempo tego spadku jest u nas mniejsze niż w większości państw UE (s. 80).
W 1990 roku Polska emitowała 545 ton ołowiu, co stanowiło około 2,7 proc. emisji państw tworzących dziś Unię Europejską, podczas gdy np. Francja i Włochy emitowały po około 4,3 tysiąca ton rocznie (s. 80). W latach 90. nastąpił gwałtowny spadek emisji w całej Europie, głównie dzięki wycofaniu benzyny ołowiowej i zastąpieniu jej benzyną bezołowiową.
W kolejnych latach redukcję wspierała także modernizacja przemysłu i energetyki. W Polsce emisja do 2022 roku spadła do 263 ton, czyli o około połowę, podczas gdy w wielu krajach UE redukcja wyniosła 90–99 proc. (s. 80).
W efekcie Polska jest w tej chwili największym emitentem ołowiu w Unii Europejskiej, odpowiadając za około 22 proc. całkowitej emisji.
To nie jedyne problemy polskiego hutnictwa
Jak wskazuje Kamil Laskowski, ekspert ds. dekarbonizacji przemysłu stalowego z Fundacji Instrat, emisje ołowiu z hutnictwa mają dwa główne źródła. Z jednej strony ołów pojawia się w procesach przetwórstwa metali, z drugiej – część emisji pochodzi ze spalania węgla, który w wielu hutach wciąż jest wykorzystywany jako źródło energii.
Z raportu Fundacji Instrat wynika, iż polskie hutnictwo stoi dziś przed dużymi wyzwaniami. Polska ma sporą lukę produkcyjną stali: importujemy o około 6 mln ton więcej, niż sami wytwarzamy, co oznacza rosnącą zależność od dostaw z zagranicy. Polskie huty stają się coraz mniej konkurencyjne, także przez wykorzystywanie paliw kopalnych.
Jednocześnie kolejne rządy zapowiadają realizację wielkich inwestycji infrastrukturalnych, takich jak elektrownie jądrowe czy Port Polska (nowa nazwa Centralnego Portu Komunikacyjny). jeżeli nic się nie zmieni, projekty te będą w coraz większym stopniu opierać się na importowanej stali.
Fundacja Instrat – dwie możliwe ścieżki
Jedną z możliwych opcji zdaniem Fundacji Instrat jest rozwój hut wykorzystujących gaz ziemny, który w krótkim okresie może być bardziej opłacalny, ale w dłuższej perspektywie eksperci wskazują na tzw. ścieżkę wodorową.
Produkcja stali z wykorzystaniem wodoru wymaga jednak ogromnych ilości energii elektrycznej, a ta w Polsce przez cały czas w dużej mierze pochodzi z węgla. Dlatego Fundacja Instrat proponuje, by nowe inwestycje w hutnictwie lokować tam, gdzie dostępna jest tania i czysta energia, przede wszystkim na północy kraju, gdzie rozwija się energetyka wiatrowa.
Brakuje dowodów czarno na białym
Kamil Laskowski podkreślał w rozmowie w Trójce, iż choćby dziś ludzie mieszkający w pobliżu hut często nie mają świadomości skali zagrożeń i rzeczywistego poziomu emisji zanieczyszczeń. Jako przykład wskazuje Strzemieszyce w Dąbrowie Górniczej, gdzie mieszkańcy zabiegali o badania, które pokazałyby wpływ przemysłu na ich zdrowie. Historia „Ołowianych dzieci” uczy jednak, iż bez rzetelnych analiz trudno wymusić realne zmiany.
„Fundacje, które walczą z korporacjami przemysłowymi, często borykają się z przeszkodami natury prawnej. Mieszkańcy, chociaż są stroną, nie zawsze mają dostęp do postępowań. Brakuje dowodów czarno na białym” – mówił Laskowski, tłumacząc, dlaczego potrzeba społecznego poparcia dla badań emisji.
„O ile na papierze spółki mogą deklarować, iż spełniają określone progi, nie ma pewności, iż tak jest w rzeczywistości” – dodał.
–
Zdjęcie tytułowe: Netflix/materiały prasowe

2 godzin temu


![W Krakowie budują Jurajskie Centrum Edukacji Przyrodniczej [WIZUALIZACJE, ZDJĘCIA]](https://cowkrakowie.pl/wp-content/uploads/2026/03/Jurajskie-Centrum-w-Krakowie1.jpg)




