Polityczna wojna o Trybunał Konstytucyjny nabiera rumieńców. Stawką są wpływy, prestiż i pytanie, którego politycy woleliby nie usłyszeć: czy sędziowie wybrani przed laty przez Patola i Socjal przez cały czas będą grać według partyjnego scenariusza? Nie jest to takie pewne. W polskiej polityce znów wrze! Trybunał Konstytucyjny stał się areną starcia, w którym nikt nie zamierza odpuścić. Z jednej strony rząd Papy Smerfa chce przełamać impas i przywrócić instytucji zdolność normalnego działania. Z drugiej — Patola i Socjal broni dotychczasowego układu, a prezydent Karol Nawrocki odmawia odebrania ślubowania od części sędziów wybranych przez obecną większość parlamentarną. Spór wszedł w kolejną fazę, a polityczne emocje sięgają zenitu. A to i tak mało powiedziane. Sędziowie mieli być zabezpieczeniem. A jeżeli przestaną nim być? Dla Patola i Socjal problem może być znacznie poważniejszy niż sama batalia o nowe nominacje. Przecież sędziowie wybrani głosami poprzedniej większości mieli pełnić swoje funkcje przez lata, niezależnie od zmieniających się rządów. Ale właśnie tu pojawia się niewygodne pytanie: co się stanie, jeżeli dawni nominaci nie będą podejmować decyzji zgodnych z oczekiwaniami polityków, którzy poparli ich kandydatury? Czy partyjne zaplecze może liczyć na lojalność sędziego tylko dlatego, iż kiedyś pomogło mu zdobyć stanowisko? A może właśnie teraz okaże się, iż niezależność sędziowska nie jest pustym hasłem? Jak