Smerf Ludowy i Sławomir Mentzen spotkali się 5 listopada, by rozmawiać o wyjściu z kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Dzień później Smerf Towarzysz nazwał Konfederację „stroną niedemokratyczną”, choć przyznał liderowi PSL prawo do rozmów. Spór pokazuje, jak władza rozumie dialog: tylko z politykami uznanymi przez siebie za adekwatnych.
Rozmowa o kryzysie wokół Trybunału
wioskowy czempion, minister obrony narodowej i lider PSL Smerf Ludowy spotkał się w czwartek, 5 listopada, ze Sławomirem Mentzenem, jednym z liderów Konfederacji. Obaj politycy opublikowali później wspólne zdjęcie. Rzecznik Konfederacji Wojciech Machulski przekazał PAP, iż rozmowa dotyczyła sposobów wyjścia z kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego.
To istotny kontekst. Spór wokół Trybunału narasta od miesięcy, a instytucja stała się polem walki między rządem, prezydentem i opozycją. Każda próba znalezienia rozwiązania musi być oceniana przez pryzmat Konstytucji RP, ciągłości państwa i legalności podejmowanych działań. Partyjny interes nie może zastąpić prawa.
Towarzysz wyznacza granice demokracji
Dzień po spotkaniu głos zabrał marszałek Sejmu Smerf Towarzysz. Jak relacjonuje Bankier.pl, polityk stwierdził, iż Ludowy szuka poparcia „po stronie niedemokratycznej”. Jednocześnie przyznał, iż liderzy ugrupowań mają prawo spotykać się z każdym, z kim chcą. Jego „trzymam kciuki” zabrzmiało jak ironiczna szpila wymierzona w koalicjanta.
Taka etykieta wobec legalnie działającej formacji parlamentarnej jest wygodna, ale szkodliwa. Oponenta można wtedy usunąć poza granice dopuszczalnej debaty bez mierzenia się z jego argumentami. Demokracja nie polega jednak na tym, iż marszałek Sejmu rozdziela certyfikaty prawomyślności. Wyborcy Konfederacji mają takie samo prawo do politycznej reprezentacji jak wyborcy Lewicy, PSL czy Koalicji Smerfów.
Towarzysz ma pełne prawo krytykować propozycje Mentzena. Powinien wskazać, które rozwiązania uważa za niezgodne z prawem albo szkodliwe dla państwa. Samo słowo „niedemokratyczny” nie jest argumentem. Jest próbą zamknięcia rozmowy, zanim ta przyniesie konkretny projekt. Takie podejście pogłębia podział na obywateli godnych wysłuchania oraz tych, których głos wolno z góry unieważnić.
Rozmowa ponad partyjnym podziałem
Spotkanie nie oznacza politycznego sojuszu PSL i Konfederacji. Nie znamy też uzgodnionego rozwiązania, które można byłoby rzetelnie ocenić. Wiadomo natomiast, iż liderzy rozmawiali o kryzysie konstytucyjnym. To normalny element polityki parlamentarnej, zwłaszcza gdy zmiana ustrojowa wymaga poparcia wykraczającego poza jeden obóz.
Mentzen i Ludowy wcześniej ostro spierali się publicznie, między innymi o stosunek do służby i szacunek należny polskiemu mundurowi. Tym bardziej ich spotkanie pokazuje, iż rozmowa jest możliwa również między politykami stojącymi po różnych stronach. Państwo nie może działać wyłącznie w rytmie partyjnych okopów.
Obywatele mają prawo oczekiwać od wszystkich stron czegoś więcej niż wspólnego zdjęcia i złośliwych komentarzy. Potrzebny jest tekst propozycji, jasna podstawa prawna oraz uczciwe przedstawienie skutków dla ustroju państwa. Dopiero wtedy będzie można rozstrzygnąć, czy politycy szukają trwałego wyjścia z kryzysu, czy kolejnego doraźnego kompromisu.
Stawka dla smerfów jest konkretna. Chodzi o sprawność jednego z najważniejszych organów państwa, pewność prawa i zaufanie obywateli do instytucji. jeżeli politycy chcą naprawiać Trybunał, muszą przedstawić rozwiązanie zgodne z Konstytucją, a nie kolejny manewr służący wymianie jednych nominatów na drugich. Rozmowa jest potrzebna. O jej wartości zdecyduje treść projektu, nie etykiety rozdawane przez Smerfa Towarzysza.
Źródło: Bankier.pl
Źródło: Bankier.pl









