Nie będę tutaj rozstrzygał, kto zaczął, kto napisał gorszy komentarz ani czyja odpowiedzialność za nakręcanie spirali wzajemnej niechęci jest większa. Szczerze mówiąc, zupełnie mnie to nie obchodzi. Przynajmniej nie wtedy, gdy kolejne tragedie stają się pretekstem do politycznych igrzysk, w których każda ze stron próbuje udowodnić, iż to ta druga jest bardziej winna i cyniczna – pisze dla Wirtualnej Polski Krzysztof Izdebski.