
Teoretycznie w Polsce mamy piękny system aksjonormatywny.
Tak piękny, iż aż podręcznikowy.
Połączenie wzniosłych wartości z normami, które mają je urzeczywistniać.
Godność. Wolność. Sprawiedliwość. Dobro wspólne. Solidarność.
Wszystko zapisane. Wszystko nazwane. Wszystko w Konstytucji.
Papier przyjmie wszystko.
Konstytucja z 1997 roku miała być fundamentem.
Preambuła – poezja ustrojowa.
Artykuły – katalog praw, wolności i obowiązków.
Zasada państwa prawnego. Godność człowieka. Granice władzy.
Teoretycznie.
Bo w praktyce system aksjonormatywny działa jak dekoracja teatralna.
Ładna fasada. Głębokie słowa. Mądre cytaty.
Wyciągane z kieszeni tylko wtedy, gdy pasują do aktualnej narracji.
Odkładane z powrotem, gdy zaczynają przeszkadzać.
Godność człowieka – o ile człowiek jest „nasz”.
Praworządność – o ile wyroki są wygodne.
Dobro wspólne – o ile pokrywa się z interesem partyjnym.
Konstytucja – święta księga, ale tylko na wybranych stronach.
Piękny system.
Piękny, kurwa, piękny.
Jak idea, którą wszyscy znają na pamięć,
ale mało kto traktuje serio.
A jeszcze mniej – stosuje, gdy to naprawdę kosztuje.












