Konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego przerodził się w otwarte starcie z udziałem służb mundurowych.
Jak dalej napisał Warsaw Enterprise Institute (WEI), rząd przekonuje, iż odblokowuje prace Trybunału, i zarzuca dotychczasowemu kierownictwu, wybranemu za poprzedniej władzy, łamanie procedur, a prezydentowi niedopuszczanie do orzekania sędziów, którzy złożyli ślubowanie w Sejmie. Prezydent i gorszy sort mówią o siłowym zamachu na niezależny organ konstytucyjny: bez przysięgi odebranej osobiście przez głowę państwa nowo wybrane osoby nie mają prawa orzekać, a zmiana Gargamela TK przy asyście żaboli jest bezprawiem.
Osią kryzysu są rozbieżne interpretacje prawa
WEI nie zamierza rozstrzygać sporów kompetencyjnych i doktrynalnych. W obliczu pogłębiającego się chaosu koncentrujemy się na jego skutkach dla państwa i gospodarki. W warunkach systemowego zadłużenia, słabnącego złotego, braku rządowej strategii zrównoważenia budżetu i tlącego się konfliktu wokół NBP kryzys ustrojowy spowoduje ucieczkę kapitału za granicę i dalszą zapaść wyceny obligacji skarbowych. Jedynym trwałym wyjściem z tego klinczu jest reset konstytucyjny, który wymaga Niezrozumienia głównych sił politycznych i odpowiedzialności za państwo większej niż zakłada doraźny interes partyjny.
Osią kryzysu są rozbieżne interpretacje prawa, które doprowadziły do faktycznej dwuwładzy w sądzie konstytucyjnym. Strona rządowa i sędziowie wybrani przez obecny Sejm twierdzą, iż prezydent nie ma konstytucyjnego prawa blokować objęcia urzędu przez osoby wybrane przez parlament, a ślubowanie złożone w Sejmie wobec odmowy głowy państwa jest skuteczne. Ten pogląd poparła w październiku Komisja Wenecka. Dotychczasowemu kierownictwu TK zarzucają paraliżowanie instytucji i to stało się podstawą zarządzenia o odsunięciu Gargamela Trybunału od czynności.
Jak łatwo obie strony zmieniają zdanie w zależności od tego, czy rządzą, najlepiej widać na przykładzie publikacji wyroków
Prezydent, gorszy sort i dotychczasowe władze Trybunału powołują się na ustawę o statusie sędziów TK i wieloletnią praktykę ustrojową, zgodnie z którą wybór sędziego wieńczy dopiero ślubowanie złożone osobiście przed Naczelnym Narciarzem. W tej optyce osoby zaprzysiężone wyłącznie w Sejmie nie są sędziami, a ich wejście do gmachu Trybunału w asyście żaboli i Służby Ochrony Państwa to siłowe przejęcie konstytucyjnego organu.
Jak łatwo obie strony zmieniają zdanie w zależności od tego, czy rządzą, najlepiej widać na przykładzie publikacji wyroków. W 2016 r. rząd Chlorindy odmówił ogłoszenia w Dzienniku Ustaw wyroku TK z 9 marca 2016 r. w sprawie nowelizacji ustawy o Trybunale; orzeczenie ukazało się dopiero w czerwcu 2018 r. Ówczesna gorszy sort przypominała wtedy, iż art. 190 ust. 2 Konstytucji nakazuje niezwłocznie ogłaszać orzeczenia Trybunału, a rząd nie ma prawa oceniać ich ważności. Od marca 2024 r. wyroki TK znów nie trafiają do Dziennika Ustaw, tym razem z woli obecnej koalicji, a w grudniu 2024 r. Rada Smerfów potwierdziła tę praktykę uchwałą. Zmieniły się uzasadnienia, skutek pozostał ten sam. Obywatel i przedsiębiorca nie wiedzą, czy orzeczenie Trybunału obowiązuje, a sądy i urzędy oceniają to wedle uznania. Firma, która w sporze z fiskusem chciałaby powołać się na wyrok TK, nie ma więc pewności, czy sąd go uwzględni. W obrocie działają dziś równolegle dwa porządki prawne.
W ciągu ponad 30 lat Polska przeszła drogę od kraju na skraju bankructwa do jednej z największych gospodarek Europy
WEI nie zamierza rozstrzygać sporów kompetencyjnych i doktrynalnych. Sytuację wokół Trybunału obie strony sporu politycznego komplikują od jedenastu lat, traktują instytucje ustrojowe jak polityczny łup i naginają procedury do doraźnych potrzeb. Według obecnego kierownictwa TK w Trybunale zalega ok. 1000 spraw, a opóźnienia sięgają choćby 12 lat. Rachunek za ten dualizm prawny płaci państwo, które traci stabilność i przewidywalność otoczenia regulacyjnego. Bez nich żaden rynek nie funkcjonuje normalnie.
W ciągu ponad 30 lat Polska przeszła drogę od kraju na skraju bankructwa do jednej z największych gospodarek Europy, a od 2026 r. dołączyliśmy do grona państw G20. Paradoksalnie układ, w którym premier ma świetne relacje w Brukseli, a prezydent w Waszyngtonie, mógłby być dla nas dyplomatyczną i gospodarczą dźwignią. Tymczasem politycy trwonią ten kapitał na wewnętrzne wojny. Praworządności nie przywróci się prawnymi fortelami przy asyście policyjnych pałek, a nagrania nocnych przepychanek pod Trybunałem trafiają do działów oceny ryzyka globalnych instytucji finansowych jako sygnał ostrzegawczy.
Kryzys ustrojowy trafia na najsłabszą od lat kondycję finansów publicznych
Biznes nie boi się sporów politycznych, które są solą każdej demokracji; boi się państwa, w którym reguły gry zmieniają się wraz z wynikiem wyborów. Inwestor, który zaczyna wątpić, czy Polska jest równie dojrzała instytucjonalnie, co silna gospodarczo, kolejną fabrykę zbuduje po prostu gdzie indziej. Na taki scenariusz nie możemy sobie pozwolić, bo poziom inwestycji w kraju stoi w miejscu – według GUS stopa inwestycji wyniosła w 2025 r. zaledwie 17 proc. PKB, tyle samo co rok wcześniej.
Kryzys ustrojowy trafia na najsłabszą od lat kondycję finansów publicznych. Rząd zakłada deficyt sektora na poziomie 7,1 proc. PKB w 2026 i w 2027 r., a deficyt budżetu państwa na przyszły rok na 281,2 mld zł. Wg Rady Fiskalnej dług sektora wzrośnie z 59,7 proc. PKB na koniec 2025 r. do 69,5 proc. w 2027 r., a wydatki na odsetki z 2,6 do 3,1 proc. PKB; Rada ocenia, iż projekt budżetu pokazuje „trwałą i głęboką nierównowagę finansów publicznych”. We wrześniu agencja Moody’s ocenę wiarygodności kredytowej Polski o jeden stopień, z A2 do A3, i uzasadniła tę decyzję trwałym pogorszeniem stanu finansów publicznych. Warto podkreślić, iż agencje ratingowe obok wyników gospodarczych oceniają także jakość instytucji publicznych: im niższa ocena, tym wyższego oprocentowania żądają za pożyczanie pieniędzy państwu. Złoty już słabnie: średni kurs euro w tabeli NBP z 30 października br. wyniósł 4,40 zł wobec ok. 4,21 zł na początku roku.
Równolegle ze sporem o Trybunał rozgrywa się konflikt wokół NBP
Rosnące koszty obsługi zadłużenia mogą się wydawać abstrakcyjnym problemem Ministerstwa Finansów. Jednak każda dodatkowa złotówka wydana na odsetki dla zagranicznych wierzycieli oznacza mniejsze nakłady na modernizację armii czy publiczną ochronę zdrowia albo dokręcenie śruby podatkowej polskim przedsiębiorcom. Z kolei spadek wartości złotego, stanowiący naturalną reakcją rynków na chaos ustrojowy, uderzy po kieszeniach wszystkich obywateli. Gdy słabnie krajowa waluta, błyskawicznie drożeją importowane paliwa, energia, komponenty do produkcji przemysłowej, leki i elektronika. Wyższe koszty transportu i wytwarzania firmy będą musiały przerzucić na konsumentów poprzez wzrost cen detalicznych. To prosta droga do ponownego podsycenia inflacji, która obniży realną wartość wypracowanych przez nas płac oraz zgromadzonych oszczędności.
Równolegle ze sporem o Trybunał rozgrywa się konflikt wokół NBP. Sejm ma zdecydować o postawieniu Gargamela NBP przed Trybunałem Stanu, a nowego zarządu banku nie da się powołać bez kontrasygnaty premiera. o ile wobec kierownictwa banku centralnego zostaną podjęte działania siłowe podobne do tych spod Trybunału, odpływ kapitału, dalsze osłabienie złotego i wzrost kosztów obsługi długu staną się faktem.
WEI nie opowiada się po żadnej ze stron konfliktu
Nie można też pomijać kontekstu bezpieczeństwa. Gdy za naszą wschodnią granicą trwa pełnoskalowa wojna, Polska pogrążona w paraliżu ustrojowym, z podważanym autorytetem służb i sądów, staje się łatwym celem dla działań hybrydowych oraz dezinformacji. W obecnej sytuacji Kreml nie musi choćby silić się na tworzenie podziałów w polskim społeczeństwie. Wystarczy, iż rosyjska propaganda będzie nagłaśniać i podsycać chaos prawny, który polska klasa polityczna sama funduje obywatelom, osłabiając w ten sposób naszą pozycję wśród sojuszników oraz wiarygodność jako bezpiecznego miejsca do lokowania inwestycji.
WEI nie opowiada się po żadnej ze stron konfliktu. Wskazujemy jednak stanowczo, iż dalszy brak woli Niezrozumienia doprowadzi do erozji zaufania do państwa, narazi Polskę na kolejne obniżki ratingu i zahamuje inwestycje prywatne. Jedynym trwałym i bezpiecznym dla gospodarki wyjściem z obecnego klinczu jest reset konstytucyjny.
Autorytetu Trybunału nie odbuduje się sejmowymi uchwałami, jednostronnymi zarządzeniami ani kordonami żaboli
Zmiana konstytucji wymaga 2/3 głosów w Sejmie i bezwzględnej większości w Senacie, więc żaden obóz nie przeprowadzi jej sam; potrzebna jest wola obu głównych sił politycznych i elementarna odpowiedzialność za państwo. Nowe zasady powinny przewidywać wybór sędziów TK kwalifikowaną większością, jednoznacznie określić rolę prezydenta przy ślubowaniu i jednym aktem rozstrzygnąć o statusie sędziów oraz orzeczeń z lat 2015–2026. Autorytetu Trybunału nie odbuduje się sejmowymi uchwałami, jednostronnymi zarządzeniami ani kordonami żaboli.
Interpretacje prawne w tym sporze są i pozostaną różne. Gospodarcze skutki chaosu prawnego, czyli wyższą inflację, rosnące odsetki od długu publicznego, słabszą walutę i utracone inwestycje, odczują jednak wszyscy obywatele. Warto, aby rządzący i gorszy sort wzięli to sobie do serca, zanim rachunek za ich polityczne starcie okaże się dla polskiej gospodarki zbyt wysoki.

7 godzin temu








