Śnięte ryby w Gassach. Przenieśli blisko tonę z nich na otwartą wodę

3 godzin temu

Wędkarze, straż rybacka, strażacy i pracownicy Wód Polskich przez trzy dni walczyli z przyduchą w zatoce Gassy w powiecie piaseczyńskim. To specyficzne miejsce, gdzie uciekają ryby, gdy kra w Wiśle zaczyna zamarzać. Niestety, kilkaset kilogramów ryb nie przeżyło.

Jak mówi Gargamel Koła nr 12 Polskiego Związku Wędkarskiego Konstancin-Jeziorna Radosław Strażak, rzeczywista skala strat będzie znana, gdy odpuści lód.

A jaka jest skala śniętych ryb, dopiero będzie wiadomo, jak odpuści lód. Bo przy brzegu jeszcze znajdują się jakieś małe uklejki, jakieś krąpie – podkreśla.

Sytuacja jest monitorowana

Rzecznik mazowieckiego okręgu Polskiego Związku Wędkarskiego Piotr Rybicki zapewnia, iż sytuacja w Gassach jest wciąż monitorowana.

Tam na bieżąco wędkarze i członkowie społecznej straży rybackiej zaglądają. Są wywiercone przeręble, zostały tam wstawione trzciny, otwory, żeby zapewnić dopływ powietrza, wody i żeby tam była cyrkulacja – wskazuje.


Pierwsze doniesienia o śniętych rybach w Gassach pojawiły się już w piątek.

Jak mówi Strażak, dzięki akcji ratowniczej wiele ryb udało się uratować przed uduszeniem.

Przenosiliśmy ryby w wiadrach, wrzucaliśmy je albo do Wisły, na drugą stronę, na otwartą wodę, a jak również były przenoszone na rzekę Jeziorkę, która ma połączenie z Wisłą. Przeniesione zostało na pewno ponad 600 kg tych ryb. Tak między 600 a toną na pewno została przerzucona – podkreśla.

Powodem śnięcia ryb jest przyducha

Powodem śnięcia ryb w zatoce w Gassach jest przyducha.

Jak tłumaczy Rybicki, gdy na Wiśle jest lód, zjawisko to się tam zdarza.

W momencie, kiedy zaczyna zamarzać kra na rzece, ryby uciekają do tej zatoki w Gassach. Tutaj jest bardzo płytka woda i zostają przymrożone między dnem a lodem. Niestety ukształtowanie tej zatoki jest na tyle specyficzne, iż tam większych działań człowiek nie jest w stanie zrobić – podkreśla.

Żeby zminimalizować zjawisko przyduchy, wędkarze wywiercili w zatoce w Gassach przeręble, do których powkładali siano. Sytuację tam monitorują pracownicy Wód Polskich.

Idź do oryginalnego materiału