"Smog na 800 proc. normy i cisza". Sprawdzamy, kiedy RCB wysyła alerty ws. zanieczyszczenia powietrza

12 godzin temu
"W innych częściach Polski widzę alerty RCB w sprawie smogu, a w Warszawie mamy normę przekroczoną o 800 procent i cisza" - napisała do nas czytelniczka zaniepokojona wysokim zanieczyszczeniem powietrza. O tym, czy wysyłany jest alert, decyduje przekroczenie konkretnych wartości, wyjaśniają odpowiadające za nie instytucje. A obecne polskie normy są znacznie wyższe niż bardziej rygorystyczne normy WHO.
Początek roku przyniósł mroźną pogodę i słaby wiatr - idealne warunki do tworzenia się nad miastami warstwy smogu. Od Warszawy i Krakowa po Wieliczkę i Zamość, normy jakości powietrza są przekraczane dzień w dzień, a szarą warstwę zanieczyszczeń widać nad miastami gołym okiem.

REKLAMA







Zobacz wideo Dwa tygodnie w Otwocku i mobilne płuca Polskiego Alarmu Smogowego wyglądają tak



W ciągu ostatnich kilku dni Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysyłało kolejne alerty ws. prognozowanej złej jakość powietrza, w których rekomenduje unikania wysiłku na zewnątrz.






Jednak na mapach zanieczyszczenia łatwo przekonać się, iż smog jest w znacznie większej liczbie miast niż tylko te objęte ostatnimi alertami. Zwróciła na to uwagę nasza czytelniczka z Warszawy - i zapytała, dlaczego ona nie otrzymała alertu przy fatalnej jakości powietrza, a widzi takie alerty RCB wydane dla innych miejscowości.
Jak wynika z odpowiedzi udzielonych nam przez instytucje odpowiadające za alerty, podstawą jest przekroczenie poziomu alarmowego w polskich normach jakości powietrza. Jednak ten poziom dobiega od bardziej rygorystycznych norm UE i WHO, do których odnoszą się popularne aplikacje informujące o smogu.
Poziom alarmowy smogu
Za samo wysyłanie alertów na telefony znajdujące się w danej gminie czy powiecie odpowiada Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. Jednak robi to na podstawie informacji od odpowiednich służb i instytucji, które specjalizują się w kwestiach ochrony środowiska lub innych zagrożeń.



W przypadku złej jakości powietrza RCB wysyła alerty na podstawie komunikatów o ryzyku wystąpienia przekroczenia poziomu alarmowego dla pyłu zawieszonego PM10 przygotowanych przez Główny Inspektorat Ochrony Środowiska. Poziom alarmowy dla pyłu zawieszonego PM10 - jednego z głównych elementów smogu - to średniodobowe stężenie powyżej 150 µg/m3.
W Warszawie od początku roku nie doszło do przekroczenia wartości alarmowej - dlatego nie były spełnione warunki do wysłania alertu. Kilka razy wystosowano go z kolei na przykład dla sąsiedniego Otwocka, gdzie jakość powietrza była gorsza - i przekraczała 150 µg/m3.
Dlaczego jednak w takim razie nasza czytelniczka widziała w aplikacji informacje o przekroczeniu norm o kilkaset procent? Na wyjaśnienie składa się kilka czynników. Po pierwsze - to, jakie normy bierzemy pod uwagę, po drugie - o którym z elementów zanieczyszczeń mówimy.
W Polsce dla pyłu zawieszonego PM10 są ustalone na trzech poziomach:




poziom dopuszczalny 50 µg/m3 (dobowy),
poziom informowania 100 µg/m3 (dobowy),
poziom alarmowy 150 µg/m3 (dobowy).

Jednak Unia Europejska dla pyłu PM10 ustaliła jedynie poziom dopuszczalny - dobowy o wartości 50 µg/m3 i średnioroczny 40 µg/m3. Z kolei Światowa Organizacja Zdrowia uznaje dobowe stężenie 45 μg/m3 PM10 za dopuszczalne. Zatem jeżeli aplikacja pokazuje wartości porównywane z normami WHO, to przekroczenie normy dla PM10 o choćby 300 proc. wciąż nie jest "poziomem alarmowym" według polskich norm.
Dla pyłu PM2,5 - który jest mniejszy i może być jeszcze groźniejszy dla zdrowia - normy WHO są jeszcze bardziej restrykcyjne, bo dopuszczają dobowe stężenie nie większe niż 15 μg/m3. Więc kiedy stężenie PM2,5 sięga 100 μg/m3 - a takie i większe wartości widzieliśmy w ostatnich tygodniach w Warszawie - norma WHO jest przekroczona o 600-700 proc.
Po trzecie - w popularnych aplikacjach informujących o smogu wykorzystywane są informacje pomiarowe z licznych prywatnych stacji. Tymczasem GIOŚ wydaje swoje komunikaty wyłącznie na podstawie stacji automatycznych działających w sieci Państwowego Monitoringu Środowiska. W dużych miastach, jak Warszawa znajduje się kilkanaście stacji państwowego monitoringu, ale aż kilkadziesiąt prywatnych punktów pomiarowych. Ponieważ poziom zanieczyszczenia może różnić się między jedną częścią miasta a drugą, to w pomiarach z prywatnych stacji często zobaczymy inne wyniki niż w państwowym systemie. Wreszcie alerty dotyczą średniego stężenia w czasie doby - możliwa jest zaś sytuacja, iż chwilowo przekroczy ono wartość alarmową, ale później spadnie, bo zmieniły się warunki pogodowe.
Polska musi zaostrzyć normy i walczyć ze smogiem
Ta sytuacja w kolejnych latach będzie się zmieniać, bo Polska - podobnie jak reszta Unii Europejskiej - musi wdrażać aktualizację Dyrektywy w Sprawie Jakości Powietrza. Przewiduje ona m.in. zaostrzenie norm jakości powietrza zgodnie z wytycznymi WHO.



Już od grudnia tego roku poziom alarmowy dla pyłów PM10 zostanie zmniejszony ze 150 µg/m3 stężenia dobowego do 90 µg/m3. Wprowadzony będzie także poziom alarmowy dla PM2,5 na poziomie 50 µg/m3.
Z kolei od 2030 roku dopuszczalny poziom PM10 będzie zgodny z normą WHO - 25 µg/m3 dobowo oraz 20 µg/m3 średniorocznie.
Wraz z nowymi normami ma iść wdrażanie konkretnych rozwiązań w celu walki ze smogiem. W tym roku opracowane zostaną wytyczne do przygotowania wojewódzkich Planów Działania na rzecz Jakości Powietrza (PDJP). Samorządy będą musiały przyjąć je do 31 grudnia 2028 roku. Celem ma być zagwarantowanie spełnienia nowych norm od 2030 roku.
Jak zwraca uwagę Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej w publikacji na temat nowych norm, smog to nie tylko uciążliwość, ale realne zagrożenie dla zdrowia oraz koszty dla państwa. Według szacunków każdego roku ponad 40 tys. ludzi w Polsce umiera przedwcześnie z powodu skutków zanieczyszczenia powietrza. Według przywołanych przez IMGW analiz ograniczenie smogu zgodnie z unijnymi normami pozwoli na uniknięcie ponad 33 tys. przedwczesnych zgonów rocznie.
Idź do oryginalnego materiału