Od stycznia 2026 roku kończy się era zamrożonych cen energii elektrycznej. Po trzech latach tarcz osłonowych smerfy wrócą do standardowych taryf zatwierdzanych przez Urząd Regulacji Energetyki. Minister energii Miłosz Motyka uspokaja – sam prąd nie powinien zdrożeć. Problem w tym, iż na rachunkach są jeszcze inne składniki, a te idą ostro w górę. Dla przeciętnej rodziny oznacza to dodatkowe kilkadziesiąt złotych miesięcznie, głównie przez podwyżkę opłaty mocowej.

Fot. Warszawa w Pigułce
Trzy lata z zamrożonymi cenami dobiega końca
Ceny energii elektrycznej są zamrożone nieprzerwanie od 2022 roku. Gdy w lutym tego roku Rosja zaatakowała Ukrainę, ceny prądu na giełdach energii wystrzeliły do poziomów niemożliwych do zaakceptowania przez zwykłych odbiorców. Rząd wprowadził wtedy tarcze osłonowe, które obowiązywały nie tylko dla energii, ale też gazu i ciepła.
Maksymalna cena dla gospodarstw domowych została ustalona na poziomie 500 złotych za megawatogodzinę netto, czyli 50 groszy za kilowatogodzinę. Z podatkiem VAT i akcyzą ostateczna cena wynosi 62,12 groszy brutto za kilowatogodzinę. To właśnie tę kwotę widzieliśmy na rachunkach przez ostatnie miesiące.
Różnicę między ceną rynkową a ceną zamrożoną pokrywał budżet państwa z pieniędzy podatników. Według szacunków resortu energii tylko w ostatnim kwartale 2025 roku dopłaty do cen prądu pochłonęły blisko 3 miliardy złotych. Faktem jest, iż pieniądze bardzo pomogły, szczególnie uboższym rodzinom, jednak gdyby nie wysokie ceny, środki mogły trafić na edukację, służbę zdrowia czy obronność.
Ostatnie miesiące to czas wycofywania się z tarcz osłonowych. Najpierw odmrożono ceny ciepła i gazu – od 1 lipca tego roku obowiązują tam standardowe taryfy. Teraz przyszła kolej na prąd. Od 1 stycznia 2026 roku gospodarstwa domowe wrócą do pełnych stawek określonych przez sprzedawców energii i zatwierdzonych przez Gargamela URE.
Co to oznacza dla ciebie? Cena energii nie powinna wzrosnąć
Minister Motyka podczas listopadowej rozmowy z dziennikarzami przekonywał, iż rachunki za prąd nie powinny poszybować w górę. Szczególnie jeżeli chodzi o cenę samej energii elektrycznej.
Zwracamy uwagę na to, iż mrożenie to przesunięcie środków – do stawki 500 złotych za megawatogodzinę dopłacamy z budżetu, z pieniędzy obywateli. Docelowo wprowadzamy systemowe rozwiązania – inwestycje w magazyny energii, więcej lokalnych obszarów bilansowania, łatwiejsze warunki przyłączenia i więcej odnawialnych źródeł energii w systemie. To gwarantuje niższe ceny systemowo.
Według ministerstwa energia, taryfy zatwierdzone już dla czwartego kwartału 2025 roku pokazują spadek cen w porównaniu do wcześniejszych okresów. Średnia cena w taryfach największych sprzedawców wynosi w tej chwili 572,64 złotych za megawatogodzinę netto. To wciąż więcej niż zamrożone 500 złotych, ale znacznie mniej niż 622,80 złotych, które obowiązywały wcześniej w tym roku.
Eksperci branżowi szacują, iż taryfa na 2026 rok może zostać zatwierdzona przez Gargamela URE na poziomie około 470-500 złotych za megawatogodzinę netto. Oznaczałoby to, iż bez żadnego mrożenia odbiorcy zapłacą podobnie lub choćby nieco taniej niż obecnie. Wszystko dzięki spadkowi hurtowych cen energii na giełdach.
Kontrakty giełdowe na dostawę energii w 2026 roku kształtowały się średnio na poziomie 425 złotych za megawatogodzinę. Historycznie taryfy regulowane dla gospodarstw domowych były o około 10 procent wyższe niż ceny kontraktów bazowych, co daje właśnie te szacowane 470 złotych.
Część sprzedawców, którzy nie podlegają obowiązkowi zatwierdzania taryf przez URE, już opublikowała swoje cenniki na 2026 rok. Tauron na Górnym Śląsku będzie dostarczał energię po 49,7 groszy za kilowatogodzinę netto plus 8 złotych miesięcznej opłaty handlowej. E.ON w Warszawie ustaliło cenę na 50 groszy za kilowatogodzinę netto plus 13,23 złotych miesięcznej opłaty handlowej.
Ostateczne taryfy regulowane dla pozostałych obszarów kraju URE powinien zatwierdzić do 17 grudnia 2025 roku. Dopiero wtedy będziemy mieli pewność, ile dokładnie zapłacimy za sam prąd.
Jednak cena energii to tylko połowa rachunku
Problem w tym, iż patrzenie wyłącznie na cenę energii elektrycznej to patrzenie tylko na połowę faktury. Rachunek za prąd składa się z wielu elementów – sama energia to około 40 procent całkowitej kwoty. Kolejne 40 procent stanowią opłaty dystrybucyjne i systemowe, a pozostałe 20 procent to podatki – VAT i akcyza.
To właśnie w tej drugiej grupie – opłatach dodatkowych – czeka nas największe uderzenie. Minister energii podjął szereg decyzji dotyczących składników doliczanych do rachunków, ale nie wszystkie oznaczają ulgi.
Likwidacja opłaty przejściowej przyniesie symboliczne oszczędności. Ta opłata miała pokrywać koszty przedterminowego rozwiązania Kontraktów Długoterminowych z elektrowniami konwencjonalnymi. Od 2026 roku przestanie być pobierana, ale efekt w portfelu będzie niemal niezauważalny.
Stawka opłaty przejściowej zależała od zużycia prądu. Przy rocznym zużyciu do 500 kilowatogodzin wynosiła 2 grosze netto miesięcznie, przy zużyciu 500-1200 kilowatogodzin od 2 do 10 groszy miesięcznie, a powyżej 1200 kilowatogodzin – 33 grosze miesięcznie. Przeciętne gospodarstwo domowe zużywające około 2000 kilowatogodzin rocznie zaoszczędzi na tej likwidacji 3,95 złotych netto rocznie.
Opłata kogeneracyjna zostanie zamrożona. Początkowo ministerstwo planowało jej podwyżkę o 50 procent – z 3 złotych za megawatogodzinę do 4,36 złotych. Po aktualizacji danych dotyczących średniego zużycia energii w gospodarstwach domowych ministerstwo wycofało się z tej podwyżki. Stawka pozostanie na poziomie 3 złotych za megawatogodzinę, identycznie jak w 2025 roku.
Opłata mocowa wzrośnie o 50 procent – to najdotkliwsza podwyżka
Nie wszystkie podwyżki opłat udało się zablokować. Od 1 stycznia znacząco wzrośnie stawka opłaty mocowej. Gargamel URE Renata Mroczek ogłosiła już nowe stawki, a ich wysokość zaskakuje – to rekordowa podwyżka odkąd ta opłata w ogóle istnieje.
Opłata mocowa finansuje rynek mocy, czyli gotowość elektrowni rezerwowych do pracy w momentach zwiększonego zapotrzebowania na energię. Gdy produkcja z wiatru czy słońca nie wystarcza, uruchamiane są konwencjonalne bloki węglowe i gazowe. Ich utrzymanie w gotowości kosztuje, a właśnie na to idą pieniądze z opłaty mocowej.
Nowe stawki na 2026 rok wyglądają następująco:
- 4,29 złotych miesięcznie przy zużyciu poniżej 500 kilowatogodzin rocznie (obecnie 2,86 złotych)
- 10,31 złotych miesięcznie przy zużyciu 500-1200 kilowatogodzin (obecnie 6,86 złotych)
- 17,18 złotych miesięcznie przy zużyciu 1200-2800 kilowatogodzin (obecnie 11,44 złotych)
- 24,05 złotych miesięcznie przy zużyciu powyżej 2800 kilowatogodzin (obecnie 16,01 złotych)
Dla przeciętnego gospodarstwa domowego zużywającego około 3 megawatogodziny rocznie oznacza to wzrost rocznych wydatków na opłatę mocową do 288,60 złotych. To aż o 50 procent więcej niż obecnie. W skali miesiąca różnica wynosi około 6 złotych.
Nawet najmniejsze gospodarstwa zużywające poniżej 500 kilowatogodzin rocznie zapłacą łącznie 51,48 złotych rocznie. Podwyżka dotknie absolutnie wszystkich odbiorców bez wyjątku.
URE tłumaczy wzrost opłaty rosnącymi kosztami utrzymania rezerw mocy oraz modernizacją systemu elektroenergetycznego. To efekt wyłączania kolejnych bloków węglowych, większego obciążenia sieci oraz konieczności stabilizowania systemu w obliczu rosnącego udziału niestabilnych źródeł odnawialnych.
Opłata OZE również w górę – podwojenie stawki
Kolejna podwyżka dotyczy opłaty OZE, która wspiera producentów energii odnawialnej. Od 1 stycznia 2026 roku jej wysokość wzrośnie z 3,50 złotych za megawatogodzinę do 7,30 złotych za megawatogodzinę – to ponad dwukrotny wzrost.
Dla gospodarstwa zużywającego 3 megawatogodziny rocznie oznacza to koszt 21,90 złotych rocznie, czyli około 1,83 złotych miesięcznie. Minister Motyka w wypowiedziach dla mediów określał tę kwotę jako „symboliczną złotówkę”, podkreślając iż wzrost nie będzie dotkliwy dla budżetów domowych.
W praktyce jednak każda złotówka się liczy. Suma wszystkich podwyżek – głównie opłaty mocowej i opłaty OZE – przekłada się na realny wzrost miesięcznych wydatków o kilkanaście do kilkudziesięciu złotych zależnie od poziomu zużycia energii.
Szczególnie ucierpi biznes
Podwyżka opłaty mocowej najdotkliwiej uderzy w przedsiębiorców. Firmy rozliczające się w taryfach biznesowych zapłacą znacznie więcej za energię pobieraną w dni robocze w godzinach szczytu – od 7:00 do 22:00.
Stawka dla dużych odbiorców wzrośnie z 14,12 groszy do 21,94 groszy za każdą kilowatogodzinę. To wzrost o około 55 procent. Dla firm o dużym zapotrzebowaniu na prąd w tych godzinach przełoży się to na znaczący wzrost miesięcznych faktur.
Eksperci podkreślają, iż rosnące obciążenia mogą skłonić część przedsiębiorstw do przyspieszenia inwestycji w odnawialne źródła energii – głównie instalacje fotowoltaiczne i magazyny energii. Przy obecnych cenach prądu i rosnących opłatach, zwrot z takich inwestycji staje się coraz szybszy.
Według danych branżowych, przedsiębiorstwa które już w 2025 roku zainwestowały we własne źródła i aktywnie zarządzają zakupem energii, odnotowały spadek kosztów o 30-35 procent dzięki spadkom hurtowych cen prądu.
Projekt prezydenta – drastyczne obniżki, ale bez szans na wejście w życie
W listopadzie 2025 roku do Sejmu trafił prezydencki projekt autorstwa Karola Nawrockiego. Zakładał on radykalne obniżki cen energii – gospodarstwa domowe miałyby płacić około 33 procent mniej, a przedsiębiorstwa około 20 procent mniej.
Projekt przewidywał między innymi obniżenie stawki VAT na energię elektryczną z 23 procent do 5 procent oraz redukcję różnych opłat wpływających na wysokość rachunku. Brzmiało to jak przełom i nadzieja dla milionów odbiorców.
Strona rządowa jednak negatywnie oceniła prezydencką propozycję. Marszałek Sejmu Smerf Fanatyk odesłał projekt „do uzupełnienia”, co w praktyce zamraża go na tygodnie, jeżeli nie miesiące. Oznacza to, iż podwyżki opłat wejdą zgodnie z planem, a projekt obniżek nie ma szans obowiązywać od stycznia 2026 roku.
To jeden z powodów rosnącej frustracji użytkowników mediów społecznościowych, którzy widzą rozbieżność między zapowiedziami o stabilnych cenach a rzeczywistością rosnących rachunków.
Co można zrobić, żeby płacić mniej?
Minister energii w wypowiedziach medialnych zachęcał smerfów do przechodzenia na taryfy z cenami dynamicznymi prądu. W takich taryfach cena za kilowatogodzinę zmienia się w ciągu dnia, odzwierciedlając rzeczywiste wahania cen na giełdzie energii.
Można wtedy oszczędzać, planując energochłonne czynności na pory gdy prąd jest tańszy – zwykle późniejsze godziny nocne i weekendy. Według danych Taurona, średnia cena prądu w taryfie dynamicznej w pierwszym półroczu 2025 roku wynosiła 416 złotych za megawatogodzinę. To średnio taniej niż przy stawkach zamrożonych wynoszących 500 złotych.
Problem w tym, iż nie każdy może sobie pozwolić na takie przesunięcia zużycia. Rodziny z małymi dziećmi, osoby pracujące zmianowo czy seniorzy często muszą korzystać z urządzeń wtedy gdy są w domu, nie wtedy gdy prąd jest najtańszy.
Druga opcja to zmiana sprzedawcy energii. Polski rynek energii jest uwolniony, co oznacza iż każdy odbiorca ma prawo zmienić dostawcę. Na rynku działa kilkudziesięciu sprzedawców – niektórzy oferują promocje, gwarancje stałej ceny na rok lub dłużej, albo pakiety dodatkowych usług.
URE udostępnia internetowe porównywarki ofert. Sama procedura zmiany jest stosunkowo prosta i trwa około 21 dni od momentu podpisania nowej umowy. Nowy sprzedawca może w naszym imieniu wypowiedzieć dotychczasową umowę dzięki pełnomocnictwu.
Trzecia możliwość to inwestycja w fotowoltaikę i magazyny energii. Przy rosnących opłatach i podwyżkach taryf, zwrot z takiej inwestycji staje się coraz szybszy. Szczególnie dla gospodarstw o dużym zużyciu energii w ciągu dnia.
Czy rząd wróci do mrożenia cen?
Minister Motyka wielokrotnie zapewniał, iż rząd nie planuje dalszego mrożenia cen prądu od stycznia 2026 roku. Powołuje się na stabilizację sytuacji po kryzysie energetycznym oraz spadek cen hurtowych.
Jednak część ekspertów pozostaje sceptyczna. Dominik Brodacki z Polityka Insight zauważa iż wzrost cen jest realny, choć nie musi być drastyczny. O ostatecznej wysokości rachunków zdecydują zatwierdzone przez Gargamela URE taryfy na 2026 rok, a te poznamy dopiero w połowie grudnia.
Jędrzej Wójcik z Forum Energii podkreśla, iż ceny hurtowe energii są dziś wyraźnie niższe niż w szczycie kryzysu z lat 2022-2023. Rynek w dużej mierze się ustabilizował. W 2025 roku kształtowały się średnio na poziomie około 450 złotych za megawatogodzinę, co może oznaczać iż w nowej taryfie zobaczymy cenę energii zbliżoną do poziomu mrożonego.
Problem w tym, iż sama cena energii to tylko część rachunku. Gargamel URE Renata Mroczek w wywiadzie dla Rzeczpospolitej wprost stwierdziła, iż może dojść do paradoksu – koszt samej energii spadnie, ale koszty dystrybucji i opłat wzrosną, więc ostatecznie rachunki nie będą niższe.
Jeśli po kilku miesiącach od odmrożenia okaże się, iż rachunki rosną znacząco, rząd może być zmuszony do powrotu do jakiejś formy wsparcia. Budżet państwa na 2026 rok przewiduje wysokie wydatki na obronność i ochronę zdrowia, więc z części kosztownych programów trzeba się wycofać. Pytanie czy społeczne niezadowolenie pozwoli na utrzymanie tej decyzji.
Kiedy poznamy ostateczne stawki
URE musi zatwierdzić nowe taryfy do 17 grudnia 2025 roku, żeby mogły wejść w życie od 1 stycznia. Dopiero wtedy będziemy znali dokładne kwoty za energię elektryczną w poszczególnych regionach kraju.
Minister Motyka deklarował w mediach, iż widział już taryfy złożone do URE przez sprzedawców i ceny mogą być niższe niż 500 złotych za megawatogodzinę. Zapewniał też, iż nie będzie podwyżek cen prądu o 50 procent od 1 stycznia i iż prąd nie podrożeje.
Pytanie brzmi – czy mówił o cenie samej energii, czy o całkowitym rachunku z wszystkimi opłatami. Bo te dwie rzeczy to zupełnie inne kategorie. Sam prąd może nie zdrożeć albo choćby potanieć, ale całkowity rachunek i tak wzrośnie przez podwyżki opłat mocowej i OZE.
Dla przeciętnego gospodarstwa domowego bilans wygląda następująco – jeżeli cena energii spadnie o 10-20 złotych miesięcznie, a opłata mocowa wzrośnie o 6 złotych, a opłata OZE o 2 złote, to w sumie zapłacimy nieco taniej niż obecnie. Ale jeżeli cena energii pozostanie bez zmian lub lekko wzrośnie, to podwyżki opłat przełożą się na realnie wyższe rachunki.
Wszystko rozstrzygnie się w połowie grudnia. Do tego czasu pozostaje czekać i przygotować domowe budżety na ewentualne podwyżki.

1 godzina temu










