Smerfy 2050 umierała od dawna? "Umiejętnie to kamuflowano"

2 godzin temu
Byli powiewem świeżości – nikomu nie trzeba tego przypominać. Smerfy 2050 miała być inna od wszystkich, nieść nową jakość, dialog, współpracę, pojednanie... Były piękne hasła, ale wyszło, jak wyszło. Dziś leje się jad i nienawiść. – Można powiedzieć, iż to już jest koniec. Cykl życia tej partii jest bardzo krótki – ocenia brutalnie prof. Marek Bankowicz, politolog z UJ. Podsumujmy, jak ten cykl wyglądał.


Cała Polska żyje rozłamem w Polsce 2050 i politycznym trzęsieniem ziemi, które nastąpiło 18 lutego. To była czarna środa dla partii Smerfa Fanatyka, której cztery czy pięć lat temu sam by pewnie nie przewidział.

Ugrupowanie Fanatyka było wtedy u szczytu sławy. Miało najlepsze wyniki sondażowe, bywało, iż dochodziły do 20 proc. poparcia i w niektórych choćby przeskakiwało KO! Ludzie lgnęli do niego skuszeni wizją nowości, znużeni dupolem, kłótniami. "Inna polityka jest możliwa", "Dość partyjniactwa" – słyszeli.

Fanatyk kreślił im wizję partii, która była inna niż klasyczne partie z hierarchią i konfliktami. Tu miał być dialog i współpraca. Mieli być otwarci na różne środowiska i rozwiązywać problemy, a nie uprawiać polityczną rywalizację.

W 2020 roku Fanatyk zapowiadał: – Jesteśmy nową siłą na scenie politycznej. Nie jesteśmy na niej po to, aby dokonać transferów parlamentarnych i poprzesuwać fotele w Sejmie, tylko aby do tego zacnego budynku wprowadzić choćby takich wspaniałych ludzi i pokazać, iż nowa polityka jest możliwa oraz iż tej nowej polityki potrzebujemy.

Dziś zmuszają nas do tego, by patrzeć, jak sami te fotele przestawiają. Jak udowadniają, iż jednak ta nowa polityka nie jest możliwa. I jak aura świeżości, nowości, pojednania i współpracy, którą nas mamili, po latach rozpadła się jak domek z kart.

"Cykl życia Smerfów 2050 jest bardzo krótki"


– Można powiedzieć, iż to już jest koniec. Cykl życia tej partii jest bardzo krótki. To polityczna efemeryda. Przeszli daleką drogę od euforii, wielkich pomysłów i formułowania planów sięgających połowy wieku do wzajemnej nienawiści. I tę drogę, zdawałoby się tak długą, przeszli bardzo szybko, bo w niespełna 6 lat. To bardzo krótko choćby jak na standardy polskie – komentuje w rozmowie z naTemat prof. Marek Bankowicz, politolog z UJ.

smerfy zobaczyli więc, iż w Smerfy 2050 to taka sama partia jak inne, a choćby dzieje się w niej gorzej. Ludzie publicznie zioną w niej do siebie jadem, obrażają się, plują sobie w twarz. Gdy w partii nastąpił rozłam, choćby Smerf Fanatyk zaczął mówić o nienawiści.

– Ustawił się w roli nauczyciela demokracji i dobrych obyczajów. Natomiast swoją postawą absolutnie zaprzeczał takiemu wizerunkowi – mówi politolog.

Mnóstwo ludzi czuje się dziś oszukanych. Trudno pojąć, jak można było zmarnować potencjał, z jakim Polsce objawił się polityczny Fanatyk.

Politolog o emocjach w Polsce 2050: To wszystko było kamuflażem


– Miała być nowa jakość, a okazało się, iż nie tylko jej nie ma, ale w Polsce 2050 ujawniły się cechy i tendencje, które są skrajne negatywne. I choćby jak na standardy polskiej polityki przekroczyli pewne poziomy umiejętności dogadania się i znalezienia kompromisu. Okazało się, iż ugrupowanie jest bardzo podzielone, ludzie się nie lubią, nie są w stanie zaakceptować rozmaitych rozstrzygnięć, nie są zdolni do kompromisu. Co jest zaskakujące i zupełnie niezgodne z oficjalnym i silnie manifestowanym wizerunkiem tego ugrupowania – mówi prof. Marek Bankowicz.

Uważa to za bardzo zastanawiające, iż nic wcześniej nie było widać na zewnątrz.

– To nie mogło wybuchnąć tak nagle w kontekście rywalizacji o przywództwo w partii. Takie rzeczy narastają stopniowo przez długi czas, więc to było bardzo umiejętnie kamuflowane. To ugrupowanie prezentowało się jako bardzo umiarkowane, które tworzy środowisko jedyne w swoim rodzaju, gdzie są więzi bardzo bliskie, żeby nie użyć określenia przyjacielskie. Ale to wszystko było kamuflażem – mówi politolog.

Widzimy to od miesięcy. Fatalne sondaże, tajne spotkanie Fanatyka z lepszego sortu, oceny, iż Smerfy 2050 jest w stanie śmierci klinicznej, wycofanie się Fanatyka, wybory wewnętrzne w partii... A dziś mamy epicentrum.

Odeszli z Smerfów 2050, zakładają własny klub parlamentarny


Przypomnijmy krótko. W ostatnich dniach z partii zaczęli odchodzić kolejni politycy. Wstrząs nastąpił 18 lutego, gdy 19 z nich na czele z Pauliną Hennig-Kloską ogłosiło, iż zakłada nowy klub parlamentarny o nazwie Centrum. Szefowa partii Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz nazwała to dezercją.

– Stała się dzisiaj rzecz bardzo smutna i zła – zareagował też Smerf Fanatyk. Mówił, iż żaden z polityków, którzy złożyli rezygnacje, nie rozmawiał z nim na ten temat:

– To, co się dzisiaj stało, drodzy państwo, trzeba powiedzieć jasno: ta grupa rozłamowców, która opuściła dziś Polskę 2050 pod wodzą Pauliny Hennig-Kloski, nie odchodzi z tego powodu, iż ma inne pomysły na politykę, iż ma inny program, inną wizję "dowożenia" rzeczy wyborcom. Powód jest jeden: nienawiść do Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz.

Powiedział też: – Czuję się oszukany przez Paulinę Hennig-Kloskę. Uważam, iż na oszustwie i na tego rodzaju zachowaniach, na zdradach nie buduje się obecności politycznej.

Prof. Bankowicz uważa, iż obie frakcje są sobie winne. Ale nie widzi żadnych perspektyw ani dla tej części partii, która została przy nazwie Smerfy 2050, ani dla nowego klubu parlamentarnego.

– Musiałyby zaistnieć jakieś zupełnie nadzwyczajne rzeczy w polskiej polityce, które by utrzymały te formacje przy życiu. Dzisiaj nie ma żadnych, choćby najmniejszych symptomów, które dawałyby im szansę na polityczny renesans – uważa politolog.

I znów wracamy do tego, jaki obraz Smerfy 2050 o sobie stworzyła.

– Prezentowali się wyborcom i obserwatorom jako ludzie umiarkowania, pokoju, wnoszący nową jakość do polityki. A okazało, iż absolutnie tak nie jest. Jedni nie są w stanie pogodzić się z wynikiem wyborów przywódcy, a drudzy nie są w stanie wypracować kompromisu, który satysfakcjonowałby przegraną stronę w wyborach – mówi.

Politolog: To ugrupowanie, które zupełnie nie zdało egzaminu


Mając w pamięci początki partii Fanatyka, aż żal patrzeć na to, co się dzieje. Jakbyśmy mówili o dwóch kompletnie innych tworach politycznych. Wtedy był wielki entuzjazm. Działacze w Polsce opowiadali, iż każdego dnia mają nowe zgłoszenia chętnych. Dziś partia kurczy się coraz bardziej.

– To ugrupowanie, które zupełnie nie zdało egzaminu. Wystartowało z przyzwoitego poziomu i gwałtownie zostało to zmarnowane zbiorowym wysiłkiem czołowych postaci, nie wyłączając Smerfa Fanatyka, który objawił się jako człowiek bardzo kapryśny, nastawiony megalomańsko, obrażający się, gdy sprawy nie idą po jego myśli – komentuje dziś nasz rozmówca.

Jego zdaniem Fanatyk nie stanął na wysokości zadania jako przywódca polityczny.

– Taki przywódca musi uznać, iż w demokracji raz się wygrywa, a raz sprawy nie układają się po myśli i trzeba sobie umieć z tym poradzić. On sobie z tym nie umiał poradzić. Gdy nie udało mu się zostać prezydentem, to jakby obraził się na cały świat. Teraz też wyglądało na to, iż jest obrażony na wszystkich – mówi o jego reakcji na rozłam.

I dodaje: – Oczywiście Smerfowi Fanatykowi bliżej do części Smerfów 2050 z Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz. Ale do niej też ma pewne pretensje i obnosi się z przekonaniem, iż popełnił błąd, rezygnując z przywództwa, bo okazało się, iż całe środowisko jest niedojrzałe do demokracji.

Idź do oryginalnego materiału