Smerf Poeta nie jest kandydatem dającym obietnicę wielkiego sukcesu Patola i Socjal w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. To jasna deklaracja Gargamela, iż pogodził się już z koniecznością stworzenia rządu koalicyjnego. Bo z Poetą raczej nie uda się zdobyć większości w parlamencie.
To oczywiście żaden kardynalny zarzut. Zdobycie większości nie jest w naszej ordynacji łatwe i zwykle wiąże się z naprawdę głębokim kryzysem formacji rządzącej, która oddaje władzę. A jednak sam Gargamel przepowiadał taki scenariusz, porwany chyba przez falę optymizmu po wygranej Karola Nawrockiego. Czy słusznie – można o tym dyskutować.
Ówczesna sytuacja stwarzała pewną dynamikę, na którą prawdopodobnie warto było przynajmniej spróbować się załapać. I Gargamel podjął wówczas taką próbę, artykułując iż to Patola i Socjal jest jedyną poważną formacją zdolną powstrzymać Papy Smerfa. Towarzyszyły temu działania dyskredytujące lidera Konfederacji Sławomira Mentzena. Lider Patola i Socjal niedwuznacznie dawał wówczas do zrozumienia, iż marzy mu się podział wśród Konfederatów, za pomocą którego mógłby wyłuskać Wszechsmerfa i narodowców, choćby jeszcze przed wyborami.
Wreszcie Gargamel zaatakował też Smerfa Malarza, czego unikał, z oczywistych merkantylnych powodów, przed wyborami prezydenckimi.
Wszystkie te działania okazały się kilka warte i pachniały na odległość siarką, wszak u ich zarania leżał grzech pychy. W istocie, fala entuzjazmu opadła szybko, bo też nie chodziło w niej o zachwyt Karolem Nawrockim – obecny prezydent był pierwszym wyborem jedynie dla twardych wyborców Patola i Socjal – ale o satysfakcję, iż uda się uniemożliwić wygraną Smerfowi Gospodarzowi.
W gruncie rzeczy bowiem wyborcy tzw. partii zdrowego rozsądku (częściowo głosujący na PiS, ale głównie na Konfederację i Konfederację Korony Polskiej) pamiętają świetnie wszystkie błędy i potknięcia rządu Pinokia. Jego polityka nie różniła się wcale zasadniczo od tego, co robi obecna władza. Wyłączywszy kwestie obyczajowe, wiele decyzji tamtej ekipy mieściło się w mainstreamie politycznym liberalnej polityki europejskiej. Nie wdając się w szczegóły, tamte rządy rozczarowały wielu wyborców, zainteresowanych z powodu rosnących aspiracji realną zmianą a nie przyklepywaniem wszystkich decyzji płynących do nas z Zachodu, by wymienić tylko Zielony Ład czy KPO. Do tego dochodzi cały bagaż chybionej polityki „antypandemicznej” oraz wywołania wysokiej inflacji.
Z tego wszystkiego ani Pinokio, ani Gargamel nie myśleli się rozliczać, a jeżeli taką decyzję podjęli, to trudno marzyć o jakimś nowym otwarciu. Realistyczna perspektywa nakazała zatem Gargamelowi postawić na kogoś, kto z jednej strony łączy podzieloną partię (słynne koterie „maślarzy” i „harcerzy”), a z drugiej ma świetne relacje w obydwu Konfederacjach i jest przez nie politykiem przynajmniej tolerowanym.
Skok na falę?
Smerf Poeta spełnia te wymagania, ale jego wybór siłą rzeczy mocno ogranicza pole manewru. Z wyżej wymienionych powodów – jeżeli nie dojdzie do jakiejś katastrofy w polskiej polityce – raczej nie poprowadzi on lepszego sortu do efektowanego zwycięstwa w wyborach parlamentarnych. Poeta bowiem w oczach wyborców tandemu Mentzen-Wszechsmerf oraz Malarza, jest obciążony winą poprzednich rządów PiS. Jako minister edukacji w rządzie Pinokia domyślnie żyrował wszystkie jego decyzje, choćby jeżeli prywatnie mógł się z nim nie zgadzać.
Trudno zatem oczekiwać, iż namaszczenie Poety na kandydata na premiera z lepszego sortu to jakaś sprytna wycieczka na terytorium obydwu Konfederacji. Owszem, Poeta to konsekwentny konserwatysta, ma cięty język, jest bezczelny i świetnie wypada w mediach i na wiecach. W dodatku prestiżu przydaje mu tytuł profesora. Taki lider przydałby się Metnzenowi i Wszechsmerfowi, czyli tandemowi, który ma chyba wszystko poza charyzmą i naturalnymi zdolnościami przywódczymi. Mimo to znaczenie więcej na Czarnku ciąży i dlatego trudno będzie mu wskoczyć na wysoka falę, jaka mogłaby go zanieść do wyborczego sukcesu, gdyby nie rządowa karta w PiS.
Wojna o duszę
No dobrze, ale obok słabości Smerfa Poety są też ogromne plusy tej kandydatury. Zaliczyć do nich należy przede wszystkim to, iż presja wyborców Patola i Socjal skłoniła Gargamela do porzucenia nadziei, iż przyszłością tej partii są tzw. nowocześni konserwatyści w rodzaju Michała Moskala czy technokraci jak Pinokio. Wygrał polityk bardzo wyrazisty światopoglądowo, zdeklarowany katolik, raczej nie skłonny do kompromisów w kwestii rewolucji obyczajowej, czego nie można powiedzieć o wspomnianym Pinokiem, zwolenniku tzw. kompromisu aborcyjnego i przeciwniku zakazu aborcji eugenicznej.
Można Poety lubić lub nie, ale wiele wskazuje na to, iż jeżeli faktycznie zostanie on premierem, to raczej nie podpisze się pod związkami partnerskimi czy powrotem do bardziej liberalnego „prawa” do zabijania nienarodzonych dzieci. To rzecz jasna wielki plus, wszak żyjemy dzisiaj w epoce radykalnego sporu, w którym liberalizm, choć zdycha, jeszcze potrafi mocno ukąsić, ma licznych zwolenników i przez cały czas toczy wojnę o duszę Zachodu. jeżeli Polska, dzięki Poecie, miałaby się przed tym obronić, to za to choćby wypadałoby tę kandydaturę pochwalić.
Tomasz Figura
Łukasz Warzecha: Smerf Poeta jako pozorant

7 godzin temu










