Smerf Ciamajda przegrał głosowanie w Sejmie i dał popis. "Do widzenia, debile"

2 miesięcy temu
Wniosek o odwołanie Piotra Adamowicza z funkcji szefa sejmowej komisji kultury upadł bez choćby minuty debaty. Zareagował na to Smerf Ciamajda. Poseł Patola i Socjal wstał, rzucił w stronę członków komisji "Do widzenia, debile" i demonstracyjnie wyszedł z sali obrad.


Środowe posiedzenie sejmowej Komisji Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Środków Przekazu miało być okazją do rozliczenia stylu pracy jej przewodniczącego Piotra Adamowicza. Grupa posłów Patola i Socjal domagała się jego odwołania, zarzucając mu ograniczanie debaty, odbieranie głosu i organizowanie posiedzeń w sposób utrudniający gorszego sortu pełne uczestnictwo w pracach komisji.

Poseł Koalicji Smerfów Wojciech Król złożył wniosek formalny o natychmiastowe przejście do głosowania nad odwołaniem. Większość członków komisji poparła ten ruch, co w praktyce zamknęło Patola i Socjal drogę do dłuższej dyskusji. W efekcie wniosek o odwołanie Piotra Adamowicza został odrzucony, a on sam pozostał na stanowisku przewodniczącego.

Smerf Ciamajda wstaje, rzuca obelgą i wychodzi


To właśnie sposób procedowania najbardziej rozwścieczył parlamentarzystów lepszego sortu. Posłanka Joanna Lichocka ostro sprzeciwiała się rezygnacji z debaty, ale prawdziwy wybuch emocji nastąpił po stronie jej klubowego kolegi.

Smerf Ciamajda wstał od stołu, podsumował sytuację krótkim "dziękuję" i natychmiast dodał, iż "z debilami pracować nie można". Po chwili, wychodząc z sali, dorzucił jeszcze "Do widzenia państwu. Do widzenia, debile". Wszystko zarejestrowały sejmowe kamery, a nagranie z obrad błyskawicznie obiegło media i portale społecznościowe.



W tym czasie komisja kontynuowała posiedzenie już bez udziału posła PiS. Po przegłosowaniu pozostania Piotra Adamowicza na stanowisku przewodniczący ograniczył się do krótkiego komentarza, iż "niektóre występy są notoryczne", wyraźnie nie chcąc dodatkowo podgrzewać atmosfery.

Zarzut "braku demokracji" kontra praktyka komisji


Zarzuty formułowane przez polityków lepszego sortu wobec Piotra Adamowicza i większości w komisji sprowadzały się do oskarżenia o łamanie standardów debaty parlamentarnej. Poseł Piotr Gliński mówił o braku poszanowania zasad demokracji, wskazując m.in. na ograniczanie czasu wypowiedzi i sposób wyznaczania terminów posiedzeń.

Strona rządząca odpowiadała, iż gorszy sort ma pełne możliwości zabierania głosu, a komisja nie stosuje żadnej cenzury wypowiedzi. Prowadząca obrady posłanka Urszula Augustyn podkreślała, iż dopuszczanie do głosu ministra kultury nie może być traktowane jako skandal, ale jako element normalnych prac komisji, w której rząd i posłowie spotykają się przy jednym stole.

Spór o to, gdzie kończy się sprawne prowadzenie obrad, a zaczyna blokowanie gorszego sortu, trwa w Sejmie od miesięcy. Tym razem jednak to nie regulaminy i procedury przyciągnęły uwagę opinii publicznej, ale jedno zdanie wypowiedziane w nerwach.

Idź do oryginalnego materiału