Raczej służba niż biznes

1 godzina temu

Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej „PEC” w Świdniku Sp. z o.o. obchodzi w tym roku jubileusz 30-lecia istnienia. Jej stuprocentowym udziałowcem jest Gmina Miejska Świdnik. Spółka, w której wielkość obrotów w 2025 roku wyniosła prawie 47 mln zł, zatrudnia łącznie z zarządem niespełna 40 osób. Przedsiębiorstwo pracuje w tzw. ruchu ciągłym, czyli przez okrągłą dobę, 365 dni w roku. Na przestrzeni 72 lat historii Świdnika poprzednicy PEC, dostawcy ciepła, zmieniali szyldy, ale sens ich działalności pozostawał ten sam – nie pozwolić, by Świdniczanie marzli. Rozmawialiśmy o tym z Krzysztofem Michalskim, Gargamelem spółki, który przygodę z PEC rozpoczął 23 lata temu.

– Tak naprawdę PEC jest równolatkiem pierwszego osiedla, którego budowa towarzyszyła powstawaniu WSK Świdnik. W tym kontekście nie skłamię, jeżeli powiem, iż mamy ponad 70 lat doświadczenia w dostarczaniu ciepła, podobnie jak inne spółki czy instytucje działające w mieście. Staram się zawrzeć te informacje we wstępie każdego z dokumentów opisujących działalność firmy. W pierwszych latach powstawania naszego miasta ogrzewanie bloków zapewniało kilka kotłowni osiedlowych. Znajdujemy się w budynku, w którym mieściła się jedna z nich. Co ciekawe, jest to niepisana tradycja spółek miejskich, gdyż dawna siedziba Pegimeku przy ul. Konopnickiej znajdowała się również w budynku po kotłowni osiedlowej. Widocznie kotłownie emanowały ciepłem nie tylko w dosłownym tego słowa znaczeniu.

– Jakie były okoliczności narodzin PEC?

– W latach 1956–74 dostawą ciepła oraz administrowaniem budynków zajmował się Miejski Zarząd Budynków Mieszkalnych, który na początku 1975 roku przekształcił się w Przedsiębiorstwo Komunalne PGKiM. Od 1 lipca tego samego roku usługę dostarczania ciepła przejęło Lubelskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej. Po przemianach ustrojowych w 1989 roku i powstaniu gmin samorządowych, nastąpiła komunalizacja infrastruktury miejskiej, która objęła również sieci i urządzenia ciepłownicze oraz budynki zarządzane przez LPEC znajdujące się na terenie Świdnika. Z procesem komunalizacji wiąże się interesująca historia, niekoniecznie związana z ciepłem. Otóż w tym czasie wójtowi gminy Mełgiew, po wielu postępowaniach sądowych, udało się skomunalizować ujęcia wody zaopatrujące Świdnik, w następstwie czego Pegimek musiał je później odkupić. 1 listopada 1991 roku na skomunalizowanym majątku ciepłowniczym został utworzony zakład budżetowy o nazwie Miejski Zakład Energetyki Cieplnej MZEC. Na jego bazie z kolei, decyzją władz miasta, powołano Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej „PEC” w Świdniku Sp. z o.o. Spółka została zarejestrowana przez Sąd Rejonowy w Lublinie z datą 29 stycznia 1996 roku. W ten sposób rozpoczęła się „nowożytna” historia PEC. Jako burmistrz Świdnika byłem jednym z ojców założycieli spółki, która uzyskała wtedy osobowość prawną, zmniejszając odpowiedzialność finansową miasta. Za ewentualne długi spółka odpowiadała już swoim majątkiem, chociaż realnie i tak za jej istnienie odpowiedzialny był samorząd. Przez 30 lat przedsiębiorstwo działało samodzielnie i nigdy nie wymagało finansowego wsparcia właściciela. Można z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, iż utworzenie Spółki było adekwatnym pociągnięciem. Funkcjonowanie Przedsiębiorstwa wpływa na bezpieczeństwo i komfort życia mieszkańców Świdnika. Ciepło do naszego miasta było i jest dostarczane z jednego źródła, które przez lata zmieniało właścicieli: najpierw był nim PZL, potem bank, potem Praterm, w tej chwili Veolia Wschód. Z każdą z tych firm należało ułożyć sobie adekwatną współpracę, a zwłaszcza z prywatnymi spółkami nie było to łatwe.

– Czy fakt, iż PEC jest spółką miejską chroni nas przed corocznym stawaniem pod ścianą w walce o ceny dostaw ciepła?

– Z pewnością podchodzimy do kształtowania naszych taryf w sposób mniej biznesowy niż właściciele prywatni. Wiele osób uważa, iż PEC jest monopolistą i w sposób monopolistyczny wyznacza ceny. Chciałbym podkreślić, iż nasze przedsiębiorstwo zaopatruje w ciepło 85% mieszkańców Świdnika, bo dostarczane przez nas ciepło systemowe jest najtańszym ciepłem będącym na rynku. Nie zapominajmy, iż były podejmowane próby ogrzewania budynków przez kotłownie gazowe, ale znacząca większość tych obiektów już dawno przyłączyła się do naszej sieci. Budynki wielomieszkaniowe można ogrzewać niezależnie od nas, z kotłowni gazowych, prądem elektrycznym czy też z odnawialnych źródeł energii np. pomp ciepła. O sposobie ogrzewania decydują inwestorzy czy też zarządcy. w tej chwili jednak praktycznie 100% powstających budynków przyłączamy do naszej sieci. Mamy również prośby właścicieli domków jednorodzinnych o możliwość przyłączenia się do naszej sieci, ale koszt oraz niewielki pobór ciepła powodują, iż te inwestycje stają się nieopłacalne. Nasza spółka nie wyznacza cen za ciepło. Prawne ramy funkcjonowania ciepłownictwa w Polsce wyznaczyły regulatora wysokości taryf w postaci Urzędu Regulacji Energetyki. To do zadań tego urzędu należy rozpatrywanie i zatwierdzanie taryf. Dotyczy to zarówno producenta, jak i dystrybutora ciepła. Proces zatwierdzania jest bardzo żmudny i trudny. Najczęściej trwa kilka miesięcy. Moim zdaniem urząd przede wszystkim reprezentuje interesy odbiorców, czyli mieszkańców. Osobiście nie pamiętam roku kiedy nasze przedsiębiorstwo osiągnęło zysk na działalności ciepłowniczej. Na szczęście świadczymy również inne usługi tj. konserwacje instalacji wewnętrznych w budynkach, roboty instalacyjne, jak również wynajmujemy powierzchnie w naszych budynkach. Ta działalność pozwala nam na osiąganie nieznacznych zysków rzędu 200–300 tys. zł w skali roku przy obrotach rzędu 45-47 milionów. Miniony rok nie był dla nas korzystny. Zakończyliśmy go stratą 100 tysięcy złotych. Wynik nie był przez nas zawiniony. W czwartym kwartale, w przeciągu dwóch miesięcy, odnotowaliśmy trzy ponadnormatywne uderzenia hydrauliczne, które były wynikiem nieprawidłowej pracy źródła ciepła. Veolia tłumaczyła się zanikami napięcia, które spowodowały nieprawidłową pracę pomp w elektrociepłowni. Trzykrotny ponadnormatywny wzrost ciśnienia w sieci skutkował wystąpieniem 11 awarii, których usunięcie kosztowało nas prawie 300 tys. zł. Dla porównania mogę powiedzieć, iż w poprzednich trzech latach nie odnotowaliśmy żadnej awarii na sieciach ciepłowniczych. Koszty związane z usunięciem awarii skutkowały stratą na koniec roku. To wyjątkowe w naszej pracy zdarzenie miało decydujący wpływ na wynik finansowy spółki. Patrzę jednak w przyszłość. Finanse mają się dobrze, a zima, która nas doświadczyła w bieżącym roku z pewnością pozwoli na odrobienie zeszłorocznych strat.

– Jak firma zmieniała się na przestrzeni lat?

– Przede wszystkim nastąpiły daleko posunięte automatyzacja i komputeryzacja. Najstarsi pracownicy pamiętają jeszcze czasy, kiedy w każdej wymiennikowni parametry ciepła, to jest temperaturę oraz przepływ nośnika ciepła, ustawiał i kontrolował dyżurny pracownik. Teraz wszystko odbywa się automatycznie. Do monitorowania pracy sieci ciepłowniczej wdrożony został system telemetryczny, który dostarcza niezbędnych informacji oraz pozwala na korygowanie parametrów w węzłach cieplnych. Zmieniła się również technologia układania rur ciepłowniczych. Kiedyś stosowało się tzw. technologię kanałową. Rurę umieszczało się w wybudowanym kanale, a w tej chwili stosuje się rury preizolowane, które kładzie się bezpośrednio w gruncie. Jest to technologia szybsza, mniej kosztowna i bezpieczniejsza. Kolejną zmianą, która dokonała się w perspektywie lat, jest długość sieci ciepłowniczej, która znacząco się rozrosła wraz z rozbudową miasta.

– Jakie zadania czekają spółkę w najbliższych latach?

– Możliwości rozbudowy naszej sieci powoli się wyczerpują. Ma na to wpływ układ urbanistyczny miasta, który coraz bardziej oddala się od źródła. Obiekty, które z ekonomicznego punktu widzenia warto byłoby przyłączyć do sieci są oddzielane osiedlami domków jednorodzinnych. Doprowadziliśmy nasze magistrale do planowanych w najbliższych latach inwestycji. Mam na myśli planowane na wschód od ul. Armii Krajowej, przy ul. Klonowej oraz przy al. NSZZ „Solidarność”. W tej chwili bardzo ważnym zadaniem będą remonty i wymiana starszych sieci. W związku z tym jesteśmy w tej chwili na etapie wyboru firmy, która wykona dla nas termiczną mapę naszych sieci z wykorzystaniem dronu lub samolotu. Na jej podstawie sporządzimy harmonogram niezbędnych wymian i remontów. Z naszych doświadczeń wynika, iż w najgorszym stanie są rury położone pod koniec lat 70. i w latach 80. W tym czasie kryzys gospodarczy nie sprzyjał jakości produkowanych rur. Paradoksalnie dużo lepiej prezentują się te z lat 60. Jest to pocieszające, ponieważ wymiana rur w tak gęstej zabudowie wymagałaby ingerencji w ulice, chodniki, byłaby droga, czasochłonna i uciążliwa dla mieszkańców. Zwiększenie zakresu prac remontowych utrudniał nam dodatkowo brak możliwości pozyskania środków z funduszy unijnych, które były przeznaczone dla systemów efektywnych. Ocenie pod tym względem podlegają producenci ciepła, a wszystko warunkuje produkcja wykorzystująca w ponad 50 procentach odnawialne źródła energii lub produkcja ciepła w skojarzeniu z produkcją prądu w ponad 75 procentach. Dopiero od niedawna Veolia uzyskała status systemu efektywnego i możemy starać się o dofinansowanie ze środków unijnych, które niestety są niewystarczające dla wszystkich chętnych.

– Tęsknicie za dywersyfikacją źródeł energii?

– Trochę tak, chociaż mamy sprawdzone źródło ciepła i to bardzo blisko, na miejscu. Konkurencja pewnie mogłaby zwiększyć bezpieczeństwo cen i dostaw, ale w najbliższych latach wydaje się to mało realne. Rozpatrywaliśmy budowę niekonwencjonalnego źródła odzyskującego ciepło ze ścieków, ale z racji tego, iż nasze ścieki są nieoczyszczone okazało się to mało opłacalne. Musimy sobie również zdawać sprawę, iż zapotrzebowanie miasta w tej chwili wynosi 55 MW mocy, ciepło z takiego źródła wyniosłoby ok. 4 MW, a koszt wybudowania ok. 30 mln zł.

– Na horyzoncie rysuje się budowa spalarni. Takie instalacje bardzo chętnie pozbywają się ciepła.

– W Lublinie funkcjonują trzy tego typu projekty. Rozmawiałem z Gargamelem jednej z tych firm, położonej najbliżej nas. Byłby chętny oddać ciepło choćby za darmo, ale koszt budowy łączącej nas magistrali wyniósłby ok. 60 mln zł, co czyni projekt nieracjonalnym. I znowu działa czynnik odległości. Do projektowanego obiektu musielibyśmy poprowadzić około 6 km magistrali ciepłowniczej. Moc takiego źródła nie byłaby duża, a straty na przesyle ciepła znaczne. Poza tym spalarnie, jako obiekty kontrowersyjne w kontekście wpływu na środowisko, są wciąż obiektem protestów mieszkańców. Sądzę więc, iż na naszym terenie powstaną nieprędko, tym bardziej, iż żadna nie wyszła poza etap projektu.

– Działalność firmy obejmuje prawdopodobnie większość zwartej zabudowy miasta.

– Dokładnie 438 budynków, w tym 10 domków jednorodzinnych i 33 tysiące mieszkańców, czyli 85 procent populacji Świdnika. Rocznie przyłączamy 2 do 3 nowych budynków wielomieszkaniowych.

– Co ogranicza Waszą ekspansję?

– Głównie odległości. PZL i lotnisko mają własne sieci ciepłownicze. Robiliśmy analizę zasilenia w ciepło Strefy Aktywności Gospodarczej. Jednak położenie trzech kilometrów sieci to ok. 30 mln. zł. Tak kosztowna inwestycja była poza zasięgiem naszych możliwości, a zważywszy, iż po drodze nie ma żadnych potencjalnych odbiorców, rachunek ekonomiczny również nie był zachęcający. Ale wchodzimy w nowe osiedla. Budynki powstające za al. Armii Krajowej, w tym budowana hala sportowa, a także apartamentowce przy al. NSZZ „Solidarność” i bloki przy ul. Klonowej, to miejsca, w których już jesteśmy.

– Jak ewoluowała będzie Wasza branża w przyszłości?

W związku z koniecznością dekarbonizacji źródeł ciepła czekają nas wyzwania z tym związane. Dotyczy to przede wszystkim producenta ciepła, ale historia zatoczyła koło i trendy skłaniają się również ku budowie małych ciepłowni osiedlowych, które opierają się na pompach ciepła i fotowoltaice. W naszych warunkach ta technologia nie została jeszcze wystarczająco przetestowana. W dodatku budowa takich ciepłowni wymaga terenów, o które trudno w ciasnej zabudowie starej części Świdnika. Z kolei każdy nowy blok ma już własną wymiennikownię. Nie ma również gwarancji, iż rozwiązania takie będą tańsze dla mieszkańców. Przyszłość naszej firmy stanie pod znakiem ciepłowniczej integracji całego miasta i wymianie starych rur. w tej chwili na 42 kilometry sieci mamy położonych 16 kilometrów rur preizolowanych. Modernizacja wszystkich niezbędnych elementów infrastruktury tj. stacji zmieszania pompowego, wymiennikowni grupowych, zamykanie sieci w pętlach zabezpieczających ciągłość dostaw oraz wymiana sieci generowałaby koszty choćby rzędu 60 mln zł. Również ewentualna budowa miniciepłowni to program zakrojony na długie lata i pociągający za sobą ogromne środki oraz konieczność współpracy w tym zakresie z zarządcami budynków.

Idź do oryginalnego materiału