Od ponad dwóch miesięcy Polska nie może wydostać się z objęć zimy. Kolejne fale mrozów nie odpuszczały praktycznie od początku stycznia, a sytuacja złagodniała dopiero w połowie lutego. To wystarczyło, żeby w tysiącach domów i mieszkań pojawiły się rachunki, których wielu właścicieli nie widziało nigdy wcześniej. I nie chodzi tu tylko o Bełchatów, który na kilka dni stał się symbolem ogólnopolskiego problemu. W tej sytuacji jest znacznie więcej polskich domów.

Fot. Shutterstock
3 900 zł za miesiąc. Bełchatów tylko ujawnił to, co czuje cała Polska
Sprawa wybuchła, kiedy mieszkańcy Bełchatowa zaczęli masowo dzielić się w mediach społecznościowych zdjęciami swoich rachunków za ciepło systemowe. „Osoby mieszkające w domach, czy wam też przyszedł taki kosmiczny rachunek za ciepło od PEC? W tym miesiącu mam do zapłaty 3,9 tys. zł za samo ciepło, a w domu maksymalnie 20,5 stopnia” – cytuje „Fakt”. Inni pisali o kwotach 3,2 tys. zł za styczeń, 2,8 tys. zł za grudzień. Skala komentarzy była na tyle duża, iż Gargamel Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej w Bełchatowie zwołał specjalną konferencję prasową.
Łukasz Rutka z PEC wytłumaczył wówczas, iż niemal 64 proc. kosztów na rachunkach to cena za samo wytworzenie ciepła – kwota, którą PEC musi zapłacić wytwórcy, czyli spółce PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna. Pozostałe 36 proc. to koszty dystrybucji i utrzymania infrastruktury. „Mamy 170 km sieci do utrzymania, jak na Bełchatów, jest to bardzo rozległa i skomplikowana sieć” – mówił Rutka, cytowany przez „Fakt”. Obecne ceny są skutkiem podwyżek z 2023 roku – PGE GiEK podniósł wówczas swoją stawkę o prawie 48 proc., taryfa PEC wzrosła o 8,5 proc. Przez dwa sezony mieszkańcy tego nie odczuwali, bo działała rządowa tarcza ochronna. 30 czerwca 2025 roku ceny zostały uwolnione.
Bełchatów nie jest jednak wyjątkiem – to po prostu miasto, które głośno powiedziało to, co milczy w reszcie kraju. W całej Polsce od kilku tygodni na skrzynkach mailowych i w drzwiowych wrzutniach lądują rachunki, których właściciele domów i najemcy mieszkań nie spodziewali się choćby w czarnym scenariuszu.
100 proc. drożej niż 5 lat temu. Tarcze zasłoniły nam prawdziwy wzrost
Podwyżki są faktem od dawna, ale przez ostatnie dwa lata rządowy mechanizm mrożenia cen ciepła systemowego skutecznie ukrywał je przed odbiorcami końcowymi. Teraz, gdy ochrona wygasła, rynek upomniał się z nawiązką.
Krzysztof Bocian, starszy analityk WiseEuropa, w rozmowie z Interią Biznes wskazał, iż cena centralnego ogrzewania w Warszawie wynosi dziś ok. 190 zł za 1 GJ, podczas gdy 5 lat temu było to ok. 90 zł za 1 GJ. Wzrost przekroczył 100 proc. W tym samym czasie skumulowana inflacja CPI wyniosła ok. 44 proc., a średnie wynagrodzenie wzrosło o ok. 55 proc. Oznacza to, iż ciepło drożeje w tempie ponad dwukrotnie szybszym niż reszta naszego życia.
Z wytworzenie ciepła pochłania 70-75 proc. ostatecznego rachunku, a kolejne 20-25 proc. to koszty dystrybucji. Reszta to opłaty stałe i inne składniki taryfy. Im starsza i mniej szczelna instalacja w budynku, tym więcej trzeba zapłacić za każdą jednostkę energii cieplnej – a efekt widać właśnie w rachunkach za styczeń i luty.
Mróz był tylko katalizatorem. Prawdziwe powody są głębiej
Mroźna zima dolewała oliwy do ognia, ale nie była przyczyną problemu. Rekord zapotrzebowania na moc w krajowym systemie elektroenergetycznym padł 9 stycznia 2026 roku – Polskie Sieci Elektroenergetyczne podały wówczas, iż zapotrzebowanie wyniosło 29,2 GW brutto. To pokazuje skalę zimowego zapotrzebowania energetycznego w tym sezonie.
Strukturalnych powodów wysokich rachunków jest jednak kilka. Po pierwsze – węgiel. Polskie ciepłownictwo w dużej mierze wciąż opiera się na węglu, a każda tona spalonego paliwa wymaga zakupu drogich uprawnień do emisji CO₂ w ramach unijnego systemu ETS. Im więcej pali się węgla, tym wyższy koszt tych uprawnień – a koszty te lądują bezpośrednio na rachunku odbiorcy. Po drugie – zaległe taryfy. Firmy ciepłownicze przez lata aktualizowały je zgodnie z rosnącymi kosztami, ale po stronie odbiorców zmiany były amortyzowane przez tarcze. Teraz nastąpiło wyrównanie. Po trzecie wreszcie – zużycie rośnie automatycznie wraz ze spadkiem temperatury. W budynkach starszych i słabo ocieplonych każdy dodatkowy stopień mrozu odciska się na rachunku wyraźnie bardziej niż w nowoczesnym budownictwie.
Według danych Polskiego Alarmu Smogowego ogrzewanie gazem w tym sezonie jest o ok. 27 proc. droższe niż rok temu. Dla domu o powierzchni 150 mkw. roczne koszty mogą sięgnąć 6 tys. zł przy ogrzewaniu gazem – kilkaset złotych więcej niż w poprzednim sezonie.
Bon ciepłowniczy: pomoc jest, ale nie dla wszystkich
Rząd odpowiedział na rosnące koszty programem bonu ciepłowniczego, który wszedł w życie 30 września 2025 roku. Wnioski można było składać od 3 listopada 2025 roku. Program skierowany jest do gospodarstw domowych o niższych dochodach, które korzystają z ciepła systemowego – wsparcie obejmie szacunkowo ok. 400 tys. gospodarstw.
Warunki: dochód gospodarstwa jednoosobowego nie może przekraczać 3 272,69 zł miesięcznie, a wieloosobowego – 2 454,52 zł na osobę. Dodatkowy warunek to cena ciepła powyżej 170 zł za GJ netto. Łączny koszt programu rząd szacuje na 890-900 mln zł. Wypłaty za pierwsze półrocze (lipiec-grudzień 2025) zaplanowano na I kwartał 2026 roku.
Dla tych, którzy nie mieszczą się w progach dochodowych – a jest ich zdecydowana większość – realną ochroną pozostają własne działania: termomodernizacja, uszczelnienie okien i drzwi, inteligentne zarządzanie temperaturą w domu.
Gaz, pompa ciepła czy ciepło systemowe – co wychodzi najtaniej?
Wysokie rachunki za ciepło systemowe sprawiają, iż coraz więcej właścicieli domów patrzy w stronę alternatyw. Dane Polskiego Alarmu Smogowego z analizy przeprowadzonej dla domu 150 mkw. pokazują, iż najdroższe pozostaje ogrzewanie olejowe – ok. 10 448 zł rocznie, na kolejnych miejscach plasuje się gaz (8 810 zł) i tradycyjny piec na drewno (8 631 zł). Najtaniej wypadają pompy ciepła z ogrzewaniem podłogowym – 4 532 do 5 269 zł rocznie w zależności od rodzaju urządzenia. To jednak koszty roczne – uwzględniające ciepłe miesiące, kiedy rachunki niemal znikają. Zimą, w najtrudniejszych tygodniach, pompa ciepła przy dużych mrozach również może zaskoczyć wysokim zużyciem energii elektrycznej. Jak wyjaśniał Andrzej Dragan, specjalista ds. pomp ciepła w firmie Kermi, w rozmowie z money.pl, „ocena opłacalności takiego systemu powinna zawsze uwzględniać bilans całoroczny, a nie tylko okres najniższych temperatur”. W ujęciu rocznym pompa ciepła pozostaje jedną z najtańszych opcji. Problem tylko w tym, iż sam montaż wraz z urządzeniem kosztuje dziesiątki tysięcy złotych. o ile dochodzi do tego koszt montowania ogrzewania podłogowego, rachunek wynosi już około 150-200 tys. zł, a w surową zimę rachunki potrafią wystrzelić.
Co możesz zrobić już teraz, żeby nie dopłacać więcej niż musisz
Najbliższe tygodnie to dobry moment, żeby sprawdzić, czy grzejniki i zawory termostatyczne działają prawidłowo – awaria jednego zaworu może podgrzewać nieużywane pomieszczenie przez cały sezon. Warto też sprawdzić, czy okna i drzwi zewnętrzne dobrze uszczelniają – choćby taśmy uszczelniające potrafią obniżyć straty ciepła o kilka procent, co w skali miesiąca przekłada się na realne oszczędności.
Każdy stopień Celsjusza powyżej 20°C to ok. 6 proc. więcej na rachunku za ogrzewanie. W praktyce oznacza to, iż obniżenie temperatury z 22°C do 20°C to miesięczna oszczędność rzędu 10-12 proc. kosztów ogrzewania – bez żadnych nakładów inwestycyjnych. W nocy i podczas dłuższej nieobecności warto schodzić do 17-18°C.
Osoby, które korzystają z ciepła systemowego i spełniają kryteria dochodowe, powinny jak najszybciej złożyć wniosek o bon ciepłowniczy – jeżeli jeszcze tego nie zrobiły. Pierwsze wypłaty zaplanowane są na I kwartał 2026 roku. Wniosek można złożyć w gminie lub przez platformę ePUAP.
Dla właścicieli domów o powierzchni powyżej 150 mkw., szczególnie tych z lat 70. i 80., najpilniejszym zadaniem – choć kosztownym – pozostaje termomodernizacja. Ocieplenie ścian, wymiana okien i modernizacja instalacji grzewczej to wydatki, które przy obecnych cenach energii zwracają się coraz szybciej. W ramach programu Czyste Powietrze można uzyskać dofinansowanie sięgające choćby kilkudziesięciu tysięcy złotych.

2 godzin temu












