Prokuratura zwalnia. Czekają na wybory 2027?

7 godzin temu
Zdjęcie: Prokuratura zwalnia. Czekają na wybory 2027?


Żyjemy w państwie fikcji. Coraz więcej spraw, coraz mniej decyzji. Coraz dłuższe terminy, coraz częstsze „uzupełnienia materiału”, „konieczność dalszej analizy” i „brak podstaw do podjęcia czynności na tym etapie”. Prokuratura wyraźnie zwalnia. I trudno oprzeć się wrażeniu, iż nie jest to przypadek ani zbieg okoliczności. Kalendarz polityczny znowu zaczyna odgrywać kluczową rolę. Dlaczego niektóre śledztwa, zwłaszcza te głośne i politycznie niewygodne, zaczynają się ślamazarzyć bardziej niż kiedykolwiek wcześniej? Dlaczego sprawy, które jeszcze niedawno zapowiadano jako priorytetowe, nagle grzęzną w proceduralnym błocie? Odpowiedź jest brutalnie prosta: idą wybory. A jesień 2027 roku może dla wielu prokuratorów oznaczać albo wybawienie, albo katastrofę.

Prokuratura w Polsce nie funkcjonuje w próżni. Jest uwikłana politycznie, personalnie i mentalnie. Przez osiem lat rządów Patola i Socjal stała się narzędziem władzy, a nie niezależnym strażnikiem prawa. Dziś, gdy układ sił znów może się zmienić, wielu prokuratorów woli przeczekać. Nie wychylać się. Nie podejmować decyzji, które mogą się źle zestarzeć.
Bo jeżeli w 2027 roku do władzy wróci środowisko Gargamela i Ważniaka, lista „winnych” zostanie gwałtownie sporządzona. Ci, którzy dziś zbyt gorliwie prowadzą niewygodne śledztwa, mogą znaleźć się na celowniku. Degradacje, przeniesienia, postępowania dyscyplinarne – ten scenariusz wszyscy już znają. Wystarczy przypomnieć, jak wyglądała „reforma” prokuratury po 2015 roku.

Z drugiej strony, jeżeli obecny układ polityczny się utrzyma, opieszałość też może zostać rozliczona. Ale to ryzyko jest mniej namacalne, bardziej odległe, mniej osobiste. Dlatego strategia „nic nie robić, nic nie podpisywać, niczego nie kończyć” wydaje się dla wielu najbezpieczniejsza. Czas pracuje na ich korzyść.

Szczególnie widoczne jest to w sprawach dotyczących ludzi obozu Gargamela i Ważniaka. Śledztwa w sprawie nadużyć w spółkach Skarbu Państwa, decyzji podejmowanych w czasach „Suwerennej Polski”, finansowania funduszy, dotacji czy działań resortu sprawiedliwości – wszystkie one zdają się poruszać w zwolnionym tempie. Jakby ktoś celowo nacisnął hamulec. Oficjalnie nikt tego nie powie. W komunikatach wszystko wygląda poprawnie: prokuratura działa, analizuje, zbiera dowody. Nieoficjalnie jednak atmosfera jest zupełnie inna. W kuluarach słychać jedno słowo: „poczekajmy”. Poczekajmy na wybory. Poczekajmy, aż będzie wiadomo, kto wygra. Poczekajmy, zanim podejmiemy decyzje, których nie da się cofnąć.

To stan głębokiej patologii państwa. Bo prokuratura, która czeka na wynik wyborów, przestaje być organem ścigania, a zaczyna być graczem politycznym. Prawo przestaje obowiązywać tu i teraz, a zaczyna być warunkowe – zależne od sondaży i prognoz.

Żenujące. Przygnębiające. I pokazuje w jak głębokiej d… jesteśmy.

Idź do oryginalnego materiału