Coraz więcej szkół w Polsce zrywa z tradycyjnym modelem nauczania. Stawia przy tym na relacje, sprawczość i rozwój kompetencji społecznych. Od alternatywnego liceum po leśne szkoły bez ocen – dziś to takie miejsca przyciągają uczniów i rodziców szukających czegoś więcej niż sprawdzianów i znanej konwencji. Sprawdziliśmy, jak te niecodzienne praktyki wpływają na młodych ludzi i z czym mierzą się ich twórcy.
Latem 2024 roku odwiedziliśmy m.in. katowickie Liceum Sowizdrzała. – U nas w szkole jest matematyka, polski i angielski, a reszta pojawia się w zależności od semestru – sporadycznie i nie ma obietnicy, iż będą wszystkie – mówił nam wtedy Kacper Lemiesz, dyrektor szkoły, którą założył wspólnie z dr Dominiką Hofman.
- Czytaj także: Trzy szkoły, które opierają się tradycyjnym schematom [NASZ FILM]
Teatr i matematyka mogą iść w parze
W tym roku szkolnym wypuszczą w świat pierwszych maturzystów. Pytani, co osiągnęli przez ostatnie półtora roku, mówią o udoskonaleniu procesu wyboru profilu nauczania. – U nas nazywamy to wyborem ścieżki dojrzewania. Jedną z nich jest szeroko pojęta ścieżka artystyczna. W ramach tej ścieżki nasi uczniowie mogą wzmacniać się m.in. w obszarze teatralnym – wylicza SmogLabowi Hofman.
Zainteresowanym tymi dziedzinami szkoła oferuje pracownię teatralną oraz naukę pod okiem przewodnika, który sam od lat prowadzi teatr dla młodych. Podopieczni mogą dzięki temu uczyć się gry aktorskiej, ale także ćwiczyć scenografię, wydobywanie głosu, czy jego emisję. – W ramach ścieżki artystycznej można też wzmacniać swój wokal lub rozwijać się bardziej graficznie, malarsko, rysunkowo. Bardzo ważne jest dla nas, żeby to, co robimy, służyło społeczności – naszej albo lokalnej. Tylko wtedy mamy żywą motywację, żeby w ogóle realizować te prace.
Liceum Sowizdrzała ubolewa, iż w szkołach konwencjonalnych często brakuje wyższej idei i zastanowienia się, komu ma służyć technika czy wiedza, którą w niej opanowujemy. Jednocześnie pokazuje, iż da się inaczej. Tworzenie pieśni lub rozwiązań służących grupom jest tym, co ich napędza. – Przykładem jest teatralna gra miejska dla rodzin, którą zrealizowaliśmy – mówi.
Nauczyciele-mentorzy rozbudowują także ścieżkę ukierunkowaną na nauki ścisłe. – Matematyczny odłam rozwinął się w ciągu ostatniego roku. Nagle okazało się, iż w całej szkole każda tablica jest zajęta jakimś rozwiązywaniem zadań matematycznych.
Źródło: Liceum Sowizdrzała/FacebookOd chemii do uzależnień behawioralnych
– W matmie ważne to, żeby rozwiązywać dużo zadań poprzez współpracę. Nie ma tu postawy biernej. Złamaliśmy zaklęcie, polegające na tym, iż nauczyciel musi być aktywny przy tablicy, a w ławkach siedzą bierni odbiorcy – uczniowie – mówi Hofman. – U nas w szkole przy różnych tablicach stoją grupy uczniów i po wprowadzeniu przez nauczyciela próbują sami rozwiązywać zadania. Ktoś jest liderem, który „ciągnie” dane zadanie, inne osoby go wspierają, a potem zmieniają się w tych rolach.
Dzięki temu uczą się od siebie wzajemnie i doskonalą umiejętność pracy w grupie. Ważnym obszarem w ramach ścieżki ścisłej jest też nauka chemii, którą planują rozwijać. Zastanawiają się tam m.in. nad powstawaniem różnych przedmiotów codziennego użytku. – Na przykład telefony – z jakich materiałów powstają, jakie procesy chemiczne zachodzą, jaki jest proces ich produkcji, kto na tym zarabia, a kto traci?
Nawiązuje przez to do uzależnienia od ekranów i mediów społecznościowych, które dotyczy dziś wielu osób, w głównej mierze młodych. Uczniowie dowiadują się, jak sprawić, żeby telefony nie przejęły nad nimi kontroli. – Pod takim kątem chemia nagle zaczyna przeradzać się w tematy społeczno-polityczne, np. etycznej konsumpcji – mówi.
Dla młodych są, jak sami mówią, mentorami. – Podsumowując, udaje nam się pogłębiać i rozwijać prace wokół profili. Ważne jest to, iż młodzi wybierają je dosyć niestandardowo. Tworzą np. połączenia działań teatralnych i matmy. Mamy też osoby, które interesują się obywatelskością, wpływem na to najbliższe otoczenie, a zarazem robią coś rzemieślniczo, np. uczą się szyć. Różnorodność jest sporą wartością.
Także w sercu Śląska funkcjonuje kolejne liceum alternatywne – Liceum Miejsce. – Nie uważam, iż szkoła systemowa zawsze jest przemocowa. Myślę sobie, iż to zależy od kompetencji ludzi, którzy ją tworzą – mówiła SmogLabowi Joanna Gordynik, pracująca tam psycholożka. Chcieliśmy dobrej edukacji, która zauważa młodych.
To nieformalna grupa edukacyjna prowadzona przez Fundację Miejsce. Jej uczniowie realizują obowiązek szkolny w formie edukacji domowej. Monika Szczepanik, założycielka i dyrektorka placówki mówi, iż są w połowie drogi – pomiędzy szkołą demokratyczną a systemową.
Tu nie ma dzwonków, ocen i presji, zarówno tej rówieśniczej, jak i tej wywieranej przez rówieśników. Zależy im na dobrych wynikach matur, ale starają się unikać ocen. Ich funkcjonowanie i wywiązywanie się z codziennych obowiązków (do których zalicza się także sprzątanie) podsumowują w formie informacji zwrotnej. Koncentrują się na budowaniu świadomości swoich emocji i radzenia sobie z nimi. Stałym elementem programu wychowawczego są wyprawy – w Jurę Krakowsko-Częstochowską, na Pustynię Błędowską, czy po prostu do śląskich miejscowości.
– Dla nas to jest wychowanie przez trud. Oni na wyprawach trudzą się z ich organizowaniem, z gotowaniem dla wszystkich, sprzątaniem – mówi Michał Głatki, jeden z nauczycieli.
Co ciekawe, każdy pracujący tu nauczyciel jest też trenerem kompetencji społecznych. – Pracujemy metodą kręgu, budujemy społeczność. Pokazujemy, iż jest coś więcej poza nami samymi. I iż robienie czegoś dla innych może dawać euforia – dodaje psycholożka.
Zajęcia w leśnej placówce realizowane są przede wszystkim w plenerze, fot. K. UrbanRazem w naturze
Alternatywna edukacja nie obejmuje tylko nastolatków. Leśna Szkoła i Przedszkole Wataha, niekonwencjonalna placówka działająca obrzeżach Katowic, przyjmuje w swoje szeregi także dzieci, w tym małe. W dzisiejszym pędzie życia dorośli często nie zauważają pierwotnej potrzeby kontaktu z przyrodą a dzieci dużo więcej czasu spędzają przed ekranami, niż na zewnątrz. Wychodząc naprzeciw potrzebie uziemienia się i czerpania prosto z natury, trzy mamy ze Śląska założyły leśną placówkę. Ta od początku cieszy się dużym zainteresowaniem. Rodzice chętnie podpatrują stosowane tam praktyki i czasem wdrażają je w swoje życie rodzinne.
– Wchodząc z dzieckiem do lasu, zostawmy za sobą mundurek dorosłości, odpowiedzialności i powagi. Zejdźmy trochę do poziomu dziecka. Kiedy ono chce zboczyć ze ścieżki i pójść głębiej w las, czy zajrzeć pod korę, pogrzebać w ziemi, może zróbmy to z nim? Sprawdźmy, co je tam tak ciągnie. Nie bójmy się ubrudzić rąk. Może nawet, jeżeli nigdzie nie ma szkła, zdejmijmy buty, przejdźmy się boso i poczujmy ziemię pod stopami. Zanurzajmy się w tym ze spaceru na spacer – słyszeliśmy od Agaty Rokosz, jednej z założycielek Watahy.
W szkole nie ma ocen. Jest za to przestrzeń na eksplorowanie świata i mnóstwo czasu spędzanego na zewnątrz, niezależnie od warunków atmosferycznych.
– Gdy dzieci spędzają dużo czasu w naturze – czy same ze sobą, czy z rodzicami, zmienia się ich zachowanie związane z potrzebą ekranów. Mniej jest zachowań agresywnych, a więcej zbudowanych relacji. Generalnie natura sprzyja budowaniu relacji – przekonuje Rokosz.
- Czytaj także: Trzy mamy postawiły na nową edukację. Założyły leśną szkołę bez ocen [ROZMOWA]
–
Zdjęcie tytułowe: Master1305/Shutterstock
Tekst jest częścią naszego cyklu „Żyć wolniej”, w którym przyglądamy się idei „slow life”, polskiej kulturze pracy, alternatywnym formom edukacji i spędzania wolnego czasu. Pokazujemy miejsca, które opierają się tradycyjnym procesom, rozmawiamy z ekspertami i ludźmi, którzy postanowili zwolnić i iść wbrew głównemu nurtowi. Wszystkie teksty można znaleźć pod TYM LINKIEM. Cykl we współpracy z Fundacją Better Future.

2 godzin temu














