Premier Papa Smerf jechał do Brukseli domagać się zmian w obu systemach ETS. Na szczycie Rady Europejskiej żadnych zmian jednak nie zatwierdzono. Czy Polska wraca więc na tarczy? W rozmowie ze SmogLabem odpowiada na to Michał Wojtyło, ekspert Instytutu Reform.
Podczas szczytu Rady Europejskiej grupa kilka państw, w tym Polska i Włochy, postanowiły zawalczyć o zmiany w systemie handlu opłatami za emisje.
Rząd Papy Smerfa domagał się m.in. dalszych ułatwień dla przemysłu w ramach obowiązującego już ETS oraz przesunięcia wejścia w życie ETS 2 z 2028 r. na 2030 r. – lub uczynienia go w pełni dobrowolnym. Ten pierwszy system obejmuje duże, energochłonne przedsiębiorstwa, drugi ma objąć sektor budownictwa i transportu drogowego.
Żadnych zmian nie zatwierdzono.
- Czytaj także: Papa: „ETS 2 będzie zrewidowany”. Ekspert: o odroczeniu nie ma ani słowa
Ekspert o przyszłości ETS 2
Szymon Bujalski, SmogLab: Jakie są pana wnioski po Radzie Europejskiej: Polska wraca na tarczy, z tarczą czy obok tarczy?
Michał Wojtyło, starszy analityk ds. polityk publicznych w Instytucie Reform: Spodziewałem się więcej treści dotyczącej EU ETS, bo ustalenia zapisane w konkluzji z Rady są bardzo ogólne i zdawkowe. ETS przez cały czas przedstawiany jest jako jedno z najważniejszych narzędzi ograniczania emisji CO2 i zmniejszania zależności od importowanych paliw kopalnych. W konkluzji podkreślano, iż system powinien być przewidywalny, transparentny i ograniczać wzrosty cen, ale jednocześnie ma dalej pełnić funkcję „sygnału cenowego” dla inwestycji oraz dla państw członkowskich. W skrócie: rządy i biznes mają mieć jasność, iż poleganie na paliwach kopalnych będzie coraz bardziej kosztowne.
- Czytaj także: Reforma ETS da Polsce 37 proc. uprawnień więcej. Pod jednym warunkiem
A ETS2?
Pewnym zaskoczeniem było dla mnie to, iż o ETS2 rozmawiano tak długo. Przed szczytem Komisja Europejska jasno stwierdzała, iż w ramach zaplanowanej już rewizji pierwszego ETS nie będzie rozmów o ETS2. Wopke Hoekstra, komisarz ds. energii, zwracał przy tym uwagę, iż ponad dwie trzecie państw członkowskich jest przeciw zmianom w ETS2. Mimo to w konkluzjach Rady znalazł się zapis o „zaktualizowaniu oceny wszystkich skutków ETS2, w szczególności jego struktury i zabezpieczeń”. Wydaje się więc, iż istnieje możliwość wprowadzenia sprawiedliwych zmian w jego konstrukcji, ale bez dodatkowych opóźnień w jego wdrożeniu.
„Polska wraca obok tarczy”
„Zaktualizowanie oceny wszystkich skutków ETS2”. Co to znaczy?
To dobre pytanie, bo tego dokładnie nie wiadomo, nie zostało to w żaden sposób doprecyzowane. Zakładam, iż dowiemy się więcej w najbliższych dniach lub tygodniach.
Więc co z tą tarczą?
Powiedziałbym, iż Polska wraca obok tarczy. Wygląda na to, iż rząd Papy Smerfa nie wywalczył zbyt wiele. Polska, Włochy i ich sojusznicy są mocno osłabieni pozycją Niemiec, Francji, państw nordyckich, Holandii, Hiszpanii i Portugalii, które nie chcą żadnych opóźnień w zakresie ETS2. Pojawiła się jednak przestrzeń na zmiany punktowe i korekty, które mogą zwiększyć przewidywalność systemu, obniżyć ceny uprawnień i ograniczyć ich wzrost, a w rezultacie – zmniejszyć wpływ na ceny dla gospodarstw domowych. Uważam, iż jest to temat, który Polska zdecydowanie powinna eksploatować i może ugrać ważne zmiany.
- Czytaj także: Tańszy prąd i luzowanie ETS. Bruksela pokazała dwa wielkie plany
Jakie?
W naszej lutowej publikacji o ETS2 proponujemy m.in. zwiększenie unijnych środków na Społeczny Fundusz Klimatyczny, z którego Polska już teraz może otrzymać około 50 mld zł.
Nasz drugi postulat to ustalenie maksymalnej ceny uprawnień, co pozwoli zapewnić przewidywalność, o której mówią polscy politycy.
Trzecia rekomendacja dotyczy już stricte polskiej specyfiki. W żadnym innym kraju UE ogrzewanie domów nie jest tak mocno zależne od węgla, a najczęściej korzystają z nich mniej zamożne gospodarstwa. W rezultacie odbiorcy o niższych dochodach będą najbardziej narażeni na wzrost cen związany z ETS2 – wzrosty te mogą sięgnąć choćby 40 proc. tuż po wejściu systemu. Dlatego na poziomie UE warto walczyć o tymczasowe obniżenie obciążeń dla węgla. To typowo polski problem, więc nie wpływałby tak mocno na cały system, a inne państwa byłyby bardziej skłonne do takiej korekty.
Oczywiście nie powinno to oznaczać, iż w przyszłości węgiel będzie obciążony niższymi kosztami za emisje niż mniej emisyjny gaz ani iż Polska nie będzie przeprowadzać modernizacji budynków. Zwłaszcza, iż ETS2 to nie tylko koszt, ale również środki właśnie na inwestycje w sektory objęte systemem. W Instytucie Reform szacujemy, iż z ETS2 i Społecznego Funduszu Klimatycznego polski rząd może mieć do dyspozycji na modernizację i osłony łącznie ponad 120 mld zł do 2032 r.
- Czytaj także: Polska może dostać 120 mld zł z ETS2. Eksperci apelują do rządu
Wybory w Europie
System ETS już teraz jest wykorzystywany politycznie przez przeciwników UE. Tymczasem w przyszłym roku mamy w Polsce wybory…
I nie tylko w Polsce. najważniejsze są także wybory [prezydenckie] we Francji, które zaplanowano w kwietniu – to tym bardziej ważne, iż Francja należy do mniejszości w UE, która do tej pory nie transponowała ETS 2 do krajowych przepisów. Wybory odbędą się również we Włoszech. Dlatego Komisja Europejska galopuje, żeby przyspieszyć proces rewizji ETS. Jest to zresztą krytykowane przez część środowisk, w tym niektóre organizacje z Polski.
Dlaczego?
Bo czekamy na pozostałe elementy strategicznej konstrukcji legislacyjnej w zakresie realizacji i projektowania celów klimatycznych po 2030 r. Cały pakiet ma zostać przedstawiony na początku grudnia. System ETS powinien się w to bezpośrednio wpisywać, ponieważ cele klimatyczne i inne zapisy będą wpływać na restrykcyjność ETS, a ETS – na realizację tych celów. Te działania muszą być więc ze sobą spójne i przemyślane. Zbytnie przyspieszenie prac ze względu na wybory w kilku krajach może więc doprowadzić do przyjęcia polityk, które nie zostaną odpowiednio dopracowane.
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Artem Avetisyan

1 godzina temu
















