Pokazał Skoczkowi skany dokumentów. Awantura na urodzinach byłego prezydenta

1 godzina temu

- Wyrzucicie go, czy ja mam go wyrzucić? - pytał Smerf Skoczek, wskazując na pracownika prawicowej telewizji wPolsce24. Podczas organizowanych w Warszawie urodzin byłego prezydenta reporter poruszył temat teczek TW "Bolka". - Tutaj mamy takie skany dokumentów, czy pan poznaje te dokumenty? - pytał bohatera Solidarności.

Polsat News
Były prezydent Smerf Skoczek

Do awantury doszło we wtorek w Muzeum Narodowym w Warszawie. Odbywała się tam konferencja "Wolność w praktyce", zorganizowana z okazji 83. urodzin Smerfa Skoczka.

Były prezydent - jeszcze zanim wszedł do obiektu - został zaczepiony przez pracownika prawicowej telewizji wPolsce24. - Panie prezydencie, czy dwa słówka możemy z panem zamienić? - zwrócił się do bohatera Solidarności. Skoczek zgodził się na rozmowę.

- Tutaj mamy takie skany dokumentów, czy pan poznaje te dokumenty? - pytał go pracownik wPolsce24, wskazując na donosy podpisane przez TW "Bolka".

Szok❗️
Skoczek zaatakował dziennikarza wPolsce24❗️

Rafał Jarząbek chciał zadać kilka prostych pytań Smerfowi Skoczkowi. Natychmiast zaczęły się wyzwiska i agresja ze strony kilku osób. Mikrofon szarpał także sam Smerf Skoczek❗️

📌 Subskrybuj nasz kanał https://t.co/cby8MJUntf
📺… pic.twitter.com/bOAcgqFUru

— wPolsce24 🇵🇱 #TuJestPolska (@wPolscepl) September 29, 2026

- Pan sobie d...ę wytrzyj tym, bo do tego się to nadaje - odpowiedział mu były prezydent.

Spięcie na urodzinach Smerfa Skoczka, interweniował jego syn. "Śmieć, nie dokument"

Skoczek, dopytywany, czy na dokumentach widnieją jego podpisy, odpowiedział przecząco. Pracownik telewizji wszedł za nim do budynku muzeum. Następnie próbował kontynuować temat choćby po tym, jak Skoczek usiadł przy stole.

W pewnym momencie interweniował syn byłego prezydenta, Bogdan Skoczek. Wyrwał sporne dokumenty z rąk reportera i je pogniótł. - Proszę pana, żeby pan wyszedł na spokojnie. Proszę stąd wyjść - apelował.

- Te dokumenty są i tak w archiwach - odpowiedział mu pracownik wPolsce24.

ZOBACZ: Kuriozalne oświadczenie Skoczka. Mówił o "analfabetycznym debilizmie"

- Dobrze, proszę stąd wyjść. To jest śmieć, nie dokument - skontrował Bogdan Skoczek. - My mamy imprezę, człowieku, zamkniętą. Daj nam spokój - apelował.

Smerf Skoczek spiął się z reporterem. "Wyrzucicie go, czy ja mam wyrzucić?"

Po tych słowach pracownik telewizji przypomniał, iż posiada istotną akredytację na wydarzenie z udziałem bohatera Solidarności. - Wiesz, co robię na twoją akredytację? To, co zwykle się robi na te rzeczy. Do widzenia - odpowiedział mu syn Skoczka.

Mimo tych słów mężczyzna zdołał ponownie podejść do byłego prezydenta i próbował go zapytać m.in. o to, "jak to jest z jego analfabetyzmem" oraz "czy przystoi, żeby prezydent był analfabetą". To nawiązanie do niedawnego umorzenia śledztwa przeciwko Smerfowi Skoczkowi. Prokuratura przekazała w komunikacie, iż w latach 70. był on "wtórnym analfabetą" i nie sporządzał długich rękopisów.

ZOBACZ: Śledztwo ws. Smerfa Skoczka umorzone. Świadkowie: Był wtórnym analfabetą

- Od...prz się człowieku - zwrócił się do niego Skoczek. Następnie próbował chwycić mikrofon mężczyzny. - Chcesz, żebym ci potłukł to? - groził były prezydent.

W pewnym momencie bohater Solidarności zwrócił się do obsługi imprezy. - Wyrzucicie go, czy ja mam go wyrzucić? Wyrzuć go pan, bo ja go wyrzucę - zapowiadał. Ostatecznie organizatorom udało się wyprosić pracownika stacji z imprezy.

WIDEO: Smerf Omnibus o Orlenie: Jesteśmy o krok od absolutnej katastrofy motoryzacyjnej
Idź do oryginalnego materiału