Kiedy w latach 90. do Parku Yellowstone wróciły wilki, naukowcy ogłosili początek wielkiej odbudowy. Populacja łosi spadła, wierzby znów pojawiły się nad rzekami, a park zaczął przypominać dawny krajobraz. Ale ta historia ma dalszy ciąg – i jest znacznie bardziej skomplikowana. Najnowsze badania pokazują, iż bez odpowiednich warunków wodnych i powrotu bobrów efekt kaskady troficznej pozostaje tylko częściowy.
Kiedy brak wilków rozregulował las…
W XX w. wilki niemal całkowicie zniknęły z Yellowstone wskutek odstrzałów i presji człowieka. Konsekwencje dotknęły całego ekosystemu. Populacje łosi i jeleni rosły z roku na rok, a roślinożercy intensywnie zgryzali wszystko, co miało szansę wyrosnąć wzdłuż rzek: młode wierzby, osiki, siewki innych drzew. Roślinność nadrzeczna zmniejszyła się do tego stopnia, iż bobry nie miały materiału do budowania tam, więc ich liczebność spadła niemal do zera.
Hydrologia całej doliny uległa zmianie. Mniej tam bobrowych oznaczało mniej płytkich stawów, mniej rozlewisk i coraz uboższe siedliska dla wielu gatunków zależnych od wód. Po latach taki zdegradowany krajobraz był odbierany jako naturalny, choć kilka miał wspólnego z dawnym, zróżnicowanym obszarem Yellowstone.
Warto przeczytać: Rysie tak, niedźwiedzie niekoniecznie? Między ekologią a strachem
Wizja odrodzenia z lat 90.
Po reintrodukcji wilków w 1995 i 1996 r. zaczęto obserwować zmiany: spadek populacji łosi, mniejsze presje na roślinność nadrzeczną, pojawienie się młodych osik i wierzb. Badania prowadzili wówczas m.in. William J. Ripple i Robert L. Beschta. Z analizy opublikowanej w 2025 r. wynika, iż w nadrzecznej strefie północnego Yellowstone objętość koron wierzb wzrosła między 2001 a 2020 r. aż o 1500 proc., co wiąże się przede wszystkim ze zmniejszoną intensywności zgryzania przez łosie i poprawą warunków glebowych.
zdj. blfink/DepositphotosNowe spojrzenie, czyli kiedy wilki to za mało
Najnowsze badania wskazują jednak, iż oddziaływanie wilków nie jest wystarczające. Wyniki 20-letniego eksperymentu opublikowane w 2024 r. dowodzą, iż efekt kaskady jest słabszy tam, gdzie warunki hydrologiczne wciąż nie sprzyjają odbudowie roślinności. Co prawda wilki ograniczają populację łosi, ale bez podniesionego poziomu wody bobry nie budują stabilnych tam, a wierzby nie rosną na tyle wysoko, by odtworzyć dawny krajobraz dolin.
Dodatkowo badacze ostrzegają przed uproszczeniami wniosków – wiele wcześniejszych doświadczeń opierało się na wybiórczych obserwacjach, co prowadziło do przeszacowania skali wpływu wilków.
Może cię zaciekawić: Bobry, czyli mistrzowie retencji w Puszczy Białowieskiej
Rola wszystkich drapieżników i krajobrazowej mozaiki
Współczesne analizy wskazują, iż na przemiany w Yellowstone wpływa nie tylko obecność wilków, ale także niedźwiedzi, pum, bobrów, a ponadto warunki klimatyczne, lokalna hydrologia oraz presja człowieka. Ekosystem reaguje więc jako system powiązań, a nie prosta sekwencja przyczyn i skutków.
Tam, gdzie odbudowano mokradła i pojawiły się bobry, krajobraz odzyskiwał funkcje ekologiczne: stabilizował się poziom wód gruntowych, zwiększała się liczba siedlisk dla ryb i ptaków, a roślinność nadrzeczna regenerowała się szybciej. W miejscach pozbawionych tych elementów efekty reintrodukcji pozostają słabsze.
Dla ekologów i praktyków ochrony przyrody to cenna lekcja: działania typu rewilding muszą uwzględniać całą sieć zależności, a nie tylko pojedynczy gatunek.

1 godzina temu















