Ceny paliw znów pokazują, jak łatwo geopolityka uderza w kieszenie kierowców i bezpieczeństwo całych gospodarek. Gdyby nie szybki rozwój elektromobilności, skutki napięć na Bliskim Wschodzie mogłyby być jeszcze dotkliwsze. Z raportu Ember wynika, iż rosnąca liczba samochodów elektrycznych już dziś ogranicza światowe zapotrzebowanie na ropę. Unia Europejska wyciągnęła lekcję z kryzysu 2022 roku, ale przez cały czas pozostaje podatna na wstrząsy wywoływane przez konflikty w kluczowych regionach świata.
Mimo rozwoju odnawialnych źródeł energii, jak wskazuje najnowsza analiza think tanku Ember, świat wciąż opiera się na paliwach kopalnych. Przez dekady stanowiły one fundament rozwoju gospodarczego. Dziś niestety ujawniają swoją strukturalną słabość – nie każdy kraj posiada własne złoża, więc jest skazany na ich import. I tu kłaniają się rosnące napięcia geopolityczne, które powodują, iż bezpieczeństwo energetyczne wielu państw staje się coraz bardziej kruche.
Innymi słowy choćby jeżeli ktoś ani międzynarodową polityką się nie interesował, ani troską o planetę, to istnieje duże prawdopodobieństwo, iż dobijający do 10 zł za litr olej napędowy kazał mu zastanowić się nad sytuacją. A przynajmniej jej powodami.
- Czytaj także: KE wzywa do pracy z domu i ograniczenia podróży samochodem
Auta elektryczne pozwoliły uniknąć gorszego
Ropa naftowa to wciąż krew dzisiejszej światowej gospodarki. Bez niej świat nie może funkcjonować – mimo dynamicznego rozwoju transportu elektrycznego w ostatnich latach. Raport Ember pokazuje, iż tylko w ubiegłym roku pojazdy elektryczne na świecie pozwoliły na uniknięcie dziennego zużycia 1,7 mln baryłek ropy.
Dla porównania – dzienny eksport ropy naftowej przez Iran wynosił przed blokadą Cieśniny Ormuz 2,4 mln baryłek. Te 1,7 mln baryłek wydaje się więc niewielką wartością, ale zastąpienie importowanej ropy wykorzystywanej w transporcie mogłoby zmniejszyć globalny import paliw kopalnych o jedną trzecią. Oznaczałoby to oszczędności na poziomie 600 mld dolarów rocznie.
Kluczowym problemem jest skala globalnej zależności od importu paliw kopalnych. Około trzy czwarte światowej populacji żyje w krajach, które są ich importerami netto. Oznacza to, iż stabilność ich gospodarek w dużej mierze zależy od sytuacji na rynkach międzynarodowych.
Źródło: Ember.Powyższa grafika pokazuje, w jakim stopniu wiele państw w dalszym ciągu jest zależnych od innych. W ostatnich latach globalne wydatki na import paliw kopalnych sięgały choćby 1,7–1,8 biliona dolarów rocznie. Te pieniądze w większości trafiają do państw, które nie zawsze są nam przychylne, często są rządzone przez dyktatorów, szejków czy królów. Obecny konflikt na Bliskim Wschodzie pokazuje, z kim mamy do czynienia.
W takiej sytuacji należy zadać pytanie: czy rzeczywiście paliwa kopalne, mimo rozwoju OZE, wciąż są głównym źródłem ryzyka dla bezpieczeństwa energetycznego państw takich jak kraje UE?
– Uzależnienie od paliw kopalnych jest ogromnym zagrożeniem dla wielu państw Unii Europejskiej – uważa zapytany przez SmogLab Paweł Czyżak, dyr. Programu Europejskiego w Ember.
– Widzimy dziś, iż dostawy mogą zostać zakłócone w każdej chwili – czy to przez konflikty, czy przez nacisk polityczny ze strony Putina lub Trumpa. A to dotyka obywateli – najpierw poprzez ceny, a później w sposób choćby poważniejszy – np. zakłócając produkcję żywności, dostawy leków czy możliwości obronne kraju – wyjaśnia specjalista zajmujący się modelowaniem systemów energetycznych i kwestii transformacji energetycznej w Polsce.
Warto wiedzieć: 79 proc. światowej populacji mieszka w krajach importujących ropę.
- Czytaj także: Bolesne uzależnienie Europy. Wojna w Iranie to kolejne ostrzeżenie ws. surowców
Niewykorzystany potencjał
Odpowiedzią na te wyzwania ma być tzw. „elektrotechniczna rewolucja”, czyli przejście od spalania paliw kopalnych do wykorzystania energii elektrycznej opartej na odnawialnych źródłach.
Strategia ta opiera się na trzech filarach: rozwoju energetyki wiatrowej i słonecznej, elektryfikacji transportu (np. poprzez samochody elektryczne) oraz zastosowaniu pomp ciepła w ogrzewaniu. To, jak duży jest ich potencjał, pokazuje poniższa grafika.

Trzy główne dźwignie odpowiadają za większość tej transformacji. Energia słoneczna i wiatrowa zastępują produkcję energii opartą na importowanych paliwach kopalnych. Pojazdy elektryczne zastępują importowaną ropę w transporcie drogowym. Pompy ciepła zastępują importowany gaz i ropę w sektorze ogrzewania. Gdyby wszystkie trzy rozwiązania zostały wdrożone na szeroką skalę w swoich sektorach, kraje importujące mogłyby obniżyć rachunki za import o około 70 proc.
– Paradoks polega na tym, iż rozwiązania techniczne – OZE, pojazdy elektryczne, pompy ciepła, są dostępne już teraz. Trudnością jest ich wdrożenie na masową skalę, w tym dostępność finansowania – np. długoterminowych niskoprocentowych kredytów bez wkładu własnego – mówi Czyżak.
Tak jest właśnie u nas. Koniec programu NaszEauto na zakup EV doprowadził do spadku popytu na te pojazdy. 4 proc. – tyle w lutym tego roku wyniósł udział EV w rejestracji nowych pojazdów. A przecież jeszcze w poprzednich miesiącach wynik był całkiem dobry, bo przekraczał 10 proc. Na zachodzie udział ten przekracza 20 proc.
Jak zauważa nasz rozmówca, benefity są ogromne. – Ktokolwiek ma już pompę ciepła, panele słoneczne czy samochód elektryczny, nie przejmuje się cenami benzyny na stacjach paliw czy rachunkami za gaz.
– W przeciwieństwie do kryzysów naftowych z lat 70. XX wieku, w tej chwili istnieje alternatywa. Pojazdy elektryczne stają się coraz bardziej konkurencyjne cenowo w stosunku do samochodów benzynowych. Zmienność cen ropy sprawia, iż pojazdy elektryczne są rozsądnym wyborem dla państw pragnących zabezpieczyć się przed przyszłymi wstrząsami – dodaje Daan Walter, główny analityk Ember.
- Czytaj także: Europa podpisała wielką umowę z Trumpem. Eksperci o kolejnej pułapce
Europa zdaje sobie z tego sprawę
Odejście od paliw kopalnych jest procesem czasochłonnym. Nie da się tego zrobić w 10 lat, a historia po drodze brutalnie nas doświadcza.
– Już od 2022 roku UE jasno wytycza ścieżkę prowadzącą do niezależności energetycznej – zaczynając od odejścia od rosyjskiego gazu i ropy, przez rozwój OZE, aż do elektryfikacji, co ostatecznie uwolni nas od importu paliw kopalnych – zauważa specjalista.
To była odpowiedź UE na nagłe zagrożenie, jakim okazała się inwazja Rosji na Ukrainę.
– Kolejne inicjatywy strategiczne UE wpisują się w tę wizję, a kolejne geopolityczne kryzysy – Rosja, Wenezuela, Iran, są jak gwoździe do trumny dla gospodarki opartej na ropie i gazie – mówi Czyżak. – Oprócz eksporterów paliw kopalnych takich jak USA, trudno w tej chwili znaleźć fanów paliw kopalnych. Nikt nie lubi jak z dnia na dzień musi płacić kilkadziesiąt procent więcej za paliwo, prąd czy ogrzewanie – dodaje.
Jest niemal pewne, iż geopolityczna presja doprowadzi do końca świata opartego na ropie. Najnowsza prognoza Międzynarodowej Agencji Energetycznej wskazuje, iż szczyt popytu na ropę przypadnie na 2029 rok. Nie jest jednak wykluczone, iż nastąpi to już w 2026 roku.
–
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Irina Shatilova

2 godzin temu






![Ekologiczny plac zabaw „Mazurski Szczupak” otwarty w Giżycku [ZDJĘCIA]](https://www.gizycko.info/wp-content/uploads/2026/04/Ekologiczny-plac-zabaw-„Mazurski-Szczupak-otwarty-w-Gizycku-2.jpg)


![Trzy tysiące porcji żurku i pięć tysięcy jajek – śniadanie wielkanocne w Opolu [FOTOREPORTAŻ]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2026/04/DSC_1943.jpg)






