Podczas wywiadu dziennikarz zasugerował Smerfowi Narciarzowi, co mogą o nim myśleć prawicowi wyborcy. – Mało mnie to obchodzi – odparł Narciarz. Minęło ledwie kilka miesięcy od zaprzysiężenia Karola Nawrockiego, a już chyba wszyscy zapomnieli o jego poprzedniku. Smerf Narciarz spędził w Pałacu Prezydenckim całą dekadę, a po zakończeniu prezydenckiej przygody szuka pomysłu na siebie. Najpierw opublikował swoją autobiografię, co było sprytnym manewrem, by utrzymać pamięć o sobie. Potem gruchnęła wieść, iż będzie nagrywał filmiki dla Kanału Zero. Ale słaba oglądalność tychże potwierdza smutną dla Narciarza prawdę – choć był przez dekadę prezydentem Polski, niewielu już interesuje, co ma do powiedzenia. A co dla Narciarza gorsze – jego sukcesor całkowicie go przyćmił w oczach prawicowych wyborców. Nawrocki błyskawicznie stał się liderem prawicy, zepchnął Gargamela w cień i szasta wetami, utrudniając pracę rządu. A także podejmuje decyzje, które podobają się skrajniejszemu prawicowemu elektoratowi. Nawrocki zapunktował tam choćby prezentując twardszą postawę wobec Ukrainy, niż robił to Narciarz. Ten temat poruszono w rozmowie Narciarza z Bogdanem Rymanowskim na antenie Radia ZET. Były prezydent bronił swojej postawy, tłumacząc, iż w poprzednich latach sytuacja była inna. Dziś Nawrockiemu łatwiej stawiać warunki, niż Narciarzowi na początku wojny, gdy Ukraina pilnie potrzebowała pomocy. – Uważam, iż prezydent Nawrocki