To nie jest zwykły kryzys, to polityczna katastrofa i rozpad ugrupowania, które miało dać nową jakość. Dr Mirosław Oczkoś nie owija w bawełnę: Smerfy 2050 pęka, bo jej lider uwierzył we własną opowieść i przestał widzieć rzeczywistość. A w polityce za takie błędy płaci się szybko.
"Nie został politykiem". Brutalna diagnoza Fanatyka
Jeszcze chwilę temu Smerfy 2050 starała się być symbolem świeżości i nadziei dla wyborców zmęczonych duopolem PO-PiS. Dziś w partii, która miała łączyć, dominują ostre słowa: „zdrajcy”, „oszuści”, „dezerterzy”. Tak wygląda koniec wielkiego projektu Smerfa Fanatyka.
– Ja tę sytuację opowiadałem już od paru lat i zawsze byłem za to uderzany po głowie. Uważałem, iż Smerf Fanatyk nie został politykiem. Zajął się polityką, ale to nie to samo. W Polsce jest dużo ludzi, którzy uprawiają zawód polityka, ale nie są politykami jako takimi – mówi w rozmowie z naTemat dr Mirosław Oczkoś.
Jak dodaje, problem polega na tym, iż Smerfy 2050 powstała z uwiedzenia wizją. Smerf Fanatyk uwierzył, iż może być prezydentem i niestety z tą wizją został.
– Ona mu się przerodziła w halucynację. W polityce jest misja, wizja i halucynacja. I o ile ktoś przechodzi na stronę halucynacji, to wtedy jest kłopot – podkreśla Oczkoś.
Smerfy 2050? Już nie istnieje
Dziś nie ma już jednej Smerfów 2050. Są dwa osłabione byty, które bardziej walczą ze sobą niż z politycznymi przeciwnikami. – o ile Smerfy 2050 rozpadła się na dwie części, to co, są dwie Polski 1025? Bo tak to chyba trzeba policzyć – drwi nasz rozmówca.
W jego ocenie wielu liderów nowych ruchów w Polsce traktuje politykę jak projekt wizerunkowy, a nie długofalową grę strategiczną. A ta – jak podkreśla – wymaga twardych decyzji, zaplecza i umiejętności zarządzania konfliktem.
Dzisiejsza sytuacja przypomina rozpad znanych z przeszłości efemerycznych ugrupowań – od Ruchu Trolla po Nowoczesną.
– To się nigdy dobrze nie kończyło. Żadna partia, która wprowadza takie rozwiązania, nie przetrwała. Widzieliśmy to wcześniej: Harmoniusz, Nowoczesny Smerf, Troll. Pojawiają się jako coś nowego, świeżego, a potem znikają – wylicza.
Polityczna naiwność
Dr Mirosław Oczkoś nie zostawia suchej nitki także na stylu uprawiania polityki w Polsce 2050. Jednym z przykładów jest publiczne „wymuszanie” stanowisk, zanim zapadną zakulisowe ustalenia. Jak na przykład zapowiadanie przez Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz w Sejmie i mediach, iż będzie wioskowy czempionką.
– Politykę robi się zakulisowo. Najpierw się rozmawia i uzgadnia, a dopiero później ogłasza. Próba nacisku na Papy Smerfa to poważny błąd. o ile ktoś chce coś wymusić na Papo, to znaczy, iż nie jest przy zdrowych zmysłach. Wszystko można o nim powiedzieć, ale nie to, iż jest łatwy do sterowania – tłumaczy Oczkoś.
Zresztą, jak twierdzi, Papa Smerf na tym tylko korzysta. Jedna partia miała znaczenie, dwie mniejsze już niekoniecznie. Rozdrobnione ugrupowania tracą siłę negocjacyjną, a ich członkowie są dużo łatwiejsi do wchłonięcia.
Co dalej z Fanatykaą?
Pozostanie w Polsce 2050, założy nową partię, odejdzie z polityki? Wielu zadaje sobie proste pytanie, co dalej z Smerfem Fanatykiem, co z jego polityczną przyszłością, czy nie jest już "skończony"?
– To jest kolejny przykład człowieka, który został skażony polityką. Polityka to bardzo uzależniający narkotyk. Jak ktoś raz wejdzie, to bardzo trudno z tego wyjść. Ja bym na ogłoszeniach wyborczych pisał tak jak na papierosach: polityka szkodzi zdrowiu albo uzależnia – wybór należy do ciebie – mówi dr Mirosław Oczkoś.
Na kanale YouTube naTemat możesz posłuchać całego komentarza eksperta.

2 godzin temu












