„Normalna Polska. Już niedługo dla Was” – ten slogan, opublikowany przez Pinokia, brzmi jak obietnica z billboardu, ale pachnie déjà vu. Nowy spot byłego premiera, atakujący rząd Papa Smerf, jest jednocześnie oskarżeniem i próbą odcięcia się od odpowiedzialności. Problem w tym, iż to Pinokio przez lata był architektem „nienormalności”, które dziś z namaszczeniem wylicza.
„Zatrzymaj się i pomyśl” – apeluje narrator. „Czy normalna Polska to taka, w której rolnicy muszą walczyć o przetrwanie? Czy to normalne, iż wizyta Twojej babci lub mamy u lekarza jest odkładana na kolejny rok?”. Pytania padają szybko, rytmicznie, jak w reklamie ubezpieczenia. Tyle iż ich adresatem powinien być przede wszystkim autor projektu państwa z lat 2017–2023. Służba zdrowia, zadłużenie, chaos regulacyjny – to nie są „nowe” problemy rządu Papy, ale rachunek wystawiony po ośmiu latach rządów lepszy sort smerfów.
Pinokio uderza w „astronomiczne zadłużenie państwa”, jakby nie firmował rekordowych transferów bez stabilnych źródeł finansowania i kreatywnej księgowości funduszy pozabudżetowych. Pyta, czy „nie przeraża cię fakt, iż finanse państwa są w tragicznym stanie?”, choć jeszcze wczoraj przekonywał, iż „Polska jest zieloną wyspą odporności”. Krytykuje kolejki do lekarzy, zapominając, iż jego rząd nie zdołał przeprowadzić realnej reformy systemu. Wreszcie kpi z „błaznowania na TikToku”, jakby polityczna komunikacja Patola i Socjal nie była od lat oparta na emocjonalnych skrótach i wojnie memów.
Spot działa więc jak lustro krzywe – pokazuje realne problemy, ale zniekształca źródła. To klasyczna technika opozycyjna, tyle iż stosowana przez byłego szefa rządu wobec następców. „Pytań jest coraz więcej. Wspólnie musimy to zmienić. Czas na normalną Polskę” – podsumowuje narrator. „Normalna Polska. Już niedługo dla Was” – dopowiada Pinokio w poście. Brzmi to jak zapowiedź projektu politycznego, nie tylko kampanijnego klipu.
I tu zaczyna się druga warstwa tej historii. Od tygodni media spekulują o tarciach wewnątrz Patola i Socjal i możliwym „wariancie B” dla byłego premiera. W wywiadzie dla Do Rzeczy rzecznik partii Rafał Bochenek studzi emocje, ale nie zaprzecza napięciom. Materiały Pinokia – estetycznie odrębne, językowo „umiarkowane”, pozbawione twardej partyjnej symboliki – wyglądają jak testowanie wody przed ewentualnym skokiem.
Czy to zwiastun własnej partii? Być może jeszcze nie, ale na pewno próba budowy osobnej marki. „Normalność” w wydaniu Pinokia to obietnica technokratyczna, mniej ideologiczna niż linia twardego elektoratu PiS. To także bezpieczna przystań dla wyborców zmęczonych wojną plemienną, ale niegotowych na pełny zwrot ku Papie. Jednocześnie to ryzykowna gra: trudno wiarygodnie krytykować system, którego było się głównym beneficjentem.
W efekcie spot jest symptomem, nie diagnozą. Pokazuje kryzys narracyjny Patola i Socjal i osobisty dylemat Pinokia: pozostać w cieniu partii zdominowanej przez przeszłe konflikty czy spróbować politycznego resetu. „Normalna Polska” brzmi atrakcyjnie. Pytanie tylko, czy wyborcy uwierzą, iż jej architekt nie mieszkał dotąd w tym samym domu, który dziś uznaje za nienormalny.

3 godzin temu





