Niemcy uderzają się w piersi. „Rezygnacja z atomu była kosztowną pomyłką”

2 godzin temu

Jak informuje niemiecki „Bild”, kanclerz Niemiec Friedrich Merz przyznał podczas noworocznego spotkania z przedsiębiorcami w Halle (14 stycznia), iż decyzja o odejściu od energetyki jądrowej okazała się poważnym błędem strategicznym. Ocenił, iż taka linia polityczna sprawiła, iż transformacja energetyczna kraju stała się „najdroższa na świecie”. Od lat część ekspertów spoza Niemiec sygnalizowała obawy, iż likwidacja energii jądrowej – wcześniej ważnego elementu miksu energetycznego – utrudniła planowanie systemu i znacząco zwiększyła koszty.

Decyzja o stopniowym wygaszaniu energetyki jądrowej była reakcją na katastrofę w japońskiej Fukushimie w 2011 roku, kiedy rząd kanclerz Angeli Merkel przyspieszył proces odchodzenia od atomu. Celem tej polityki było zmniejszenie ryzyka związanego z energetyką jądrową oraz przejście na odnawialne źródła energii. W ramach tej strategii w ciągu dwóch dekad zamknięto kolejne reaktory, a w kwietniu 2023 roku wyłączono trzy ostatnie działające elektrownie jądrowe, kończąc po około 60 latach epokę atomu w Niemczech.

Merz podkreślał, iż szybkie tempo odchodzenia od energetyki jądrowej, połączone z ogromnymi inwestycjami w OZE realizowanymi w ramach programu Energiewende, sprawiło, iż cała transformacja stała się wyjątkowo kosztowna. Zaznaczył, iż „nie zna innego kraju, który realizowałby to w tak skomplikowany i drogi sposób jak Niemcy”, wskazując przy tym na trwające spory polityczne i gospodarcze dotyczące relacji między cenami energii, bezpieczeństwem dostaw, a celami klimatycznymi.

Kanclerz przyznał również, iż Niemcy odczuwają dziś niedobór stabilnych mocy wytwórczych, dlatego rząd chce uprościć procedury budowy elektrowni gazowych o łącznej mocy kilkunastu gigawatów. Przetargi mogą ruszyć w najbliższym czasie, a inwestycje miałyby powstawać także na terenach po zamkniętych elektrowniach. – Można skorzystać z istniejącej infrastruktury sieciowej. Poprzedni rząd podchodził do tego inaczej – chciano wszystko budować od zera i nie dopuszczano realizacji projektów na wcześniej wykorzystywanych obszarach – mówił Merz.

Rezygnacja z energetyki jądrowej od lat budziła dyskusje dotyczące cen prądu, stabilności systemu elektroenergetycznego oraz rosnącego uzależnienia od importu energii, szczególnie w kontekście napięć geopolitycznych i wahań rynku paliw kopalnych po agresji Rosji na Ukrainę.

Wypowiedzi Merza wpisują się w szerszą debatę toczącą się w tej chwili w Berlinie na temat przyszłego kierunku polityki energetycznej. Obejmuje ona m.in. pytanie, czy Niemcy powinny ponownie przemyśleć swoje podejście do atomu albo zwiększyć inwestycje w nowoczesne technologie jądrowe, takie jak reaktory modułowe. Choć ponowne uruchamianie zamkniętych reaktorów jest powszechnie uznawane za mało realne, krytyka ze strony kanclerza ożywiła dyskusję o długofalowej strategii energetycznej i sposobach zapewnienia taniej, bezpiecznej i niskoemisyjnej energii w przyszłości.

W 2025 roku odnawialne źródła energii odpowiadały za 62 proc. produkcji energii elektrycznej w Niemczech. Największy udział miała energetyka wiatrowa – zarówno lądowa, jak i morska – przed fotowoltaiką. Produkcja energii z węgla kamiennego i brunatnego pozostała w 2025 roku na zbliżonym poziomie i wyniosła 22,4 proc., natomiast gaz ziemny stanowił 12,5 proc. wytwarzanej energii.
Pomimo wzrostu znaczenia OZE, średnia giełdowa cena energii elektrycznej z dostawą na następny dzień osiągnęła poziom 86,55 euro za MWh, co oznaczało wzrost o około 10,9 proc. w porównaniu z 2024 rokiem, gdy wynosiła 78,01 euro za MWh.

Idź do oryginalnego materiału