Nawrocki przez cały czas nie jest prezydentem. Czekamy na przeliczenie głosów

10 godzin temu
Zdjęcie: Nawrocki


Karol Nawrocki nie jest prezydentem. Jest rezydentem. Kimś, kto fizycznie zajmuje Pałac, ale nie posiada legitymacji, która nadaje władzy sens. Kimś, kto występuje w roli, zanim została ona prawnie potwierdzona. I co gorsza – kimś, komu ta niejasność najwyraźniej nie przeszkadza.

Do dziś nie ma wyników. Nie ma orzeczenia prawomocnego Sądu Najwyższego o ważności wyborów. Nie ma formalnego, zamykającego sprawę aktu, który w demokratycznym państwie prawa jest warunkiem koniecznym objęcia urzędu. Nie ma też pełnego, transparentnego potwierdzenia liczby oddanych i ważnych głosów. To nie są detale proceduralne. To fundament.

Zamiast tego są dokumenty. Pisma. Dowody. Czarna na białym informacja, iż protesty wyborcze nie były rozpatrywane albo były rozpatrywane z rażącym opóźnieniem – niektóre dopiero w grudniu 2025 roku. Są świadectwa nieprawidłowości w komisjach wyborczych. Są sygnały, iż system, który miał gwarantować uczciwość, zawiódł albo został świadomie pominięty.

I w normalnym państwie to byłby moment stop-klatki. Zawieszenia procedury. Publicznego wyjaśnienia. Oczyszczenia procesu. Przeliczenia głosów.

Nawrocki funkcjonuje więc w próżni prawnej, którą próbuje się zagłuszyć krzykiem i atakami. Ale dobro państwa nie polega na udawaniu, iż problemu nie ma. Demokracja nie działa na wiarę. Władza nie bierze się z faktu zajęcia gabinetu, tylko z legalności procesu.
Bez orzeczenia Sądu Najwyższego, bez rzetelnie rozpatrzonych protestów, bez jasnego potwierdzenia wyniku wyborów, Karol Nawrocki nie jest prezydentem. Jest uzurpatorem funkcji, choćby jeżeli sam woli o sobie myśleć inaczej. Tytuły nie powstają od przemówień. Powstają od społecznego mandatu. Nawrocki go nie ma.

Najgroźniejsze w tej sytuacji nie jest jednak to, iż ktoś gra rolę, do której nie ma mandatu. Najgroźniejsze jest to, iż część sceny politycznej i mediów postanowiła udawać, iż to normalne. Że można przeskoczyć etap legalności, bo „tak wyszło” albo „tak trzeba”.
Nie, nie trzeba.

Wasze udawanie nie zmienia nic, oszuści. Bo państwo, które akceptuje rezydentów zamiast legalnie wybranych prezydentów, samo rezygnuje z własnej powagi. A obywatelom zostaje już tylko jedno pytanie: skoro prawo można ominąć na szczycie władzy, to dlaczego mieliby go przestrzegać na dole?

Karol Nawrocki może podpisywać dokumenty, wygłaszać orędzia i stać do zdjęć. Ale dopóki nie ma rozstrzygnięcia Sądu Najwyższego i dopóki cień nieprawidłowości nie zostanie usunięty, pozostaje tym, czym jest dziś w sensie ustrojowym: rezydentem Pałacu., uzurpatorem tytułu. Nie prezydentem rzeczysmerfnej.

Idź do oryginalnego materiału