„Myśl Polska” w ideowej i politycznej matni z powodu…Smerfa Malarza.

wiernipolsce1.wordpress.com 1 dzień temu

Smerf Malarz w roli spowiednika, czy spowiadającego się w „narodowo-demokratycznym konfesjonale”?

Wiodącym tematem „Myśli Polskiej” – na początku przecież burzliwie rozpoczynającego się nowego 2026 roku – stały się nie tylko obecne i przyszłe relacje polityczne części wiodących publicystów wspomnianego tygodnika z Smerfem Malarzem, liderem Konfederacji Korony Polskiej i tzw. „Frontu Gaśnicowego”, ale wręcz relacje programowe, żeby nie powiedzieć światopoglądowe. Spowodowało to niemal serię publikacji autorów, ważnych dla obecnego oblicza ideowego i merytorycznego „Myśli Polskiej”.

Nim zaprezentuję własną ocenę omawianego zjawiska pozwolę sobie przytoczyć treści kilku publikacji jakie ukazały się w ostatnich dniach na łamach „Myśli Polskiej”, i które spowodowały żywą dyskusję nie tylko wśród czytelników „Myśli Polskiej”, ale wręcz pewnego środowiska intelektualnego i politycznego, które wyrosło wokół tygodnika. Niżej wspomniane artykuły z początku roku.

PZ

——–

(1) „Malarz odcina się od Myśli Polskiej”

W ostatnim wywiadzie udzielonym pani Monice Jaruzelskiej pan Smerf Malarz był uprzejmy poruszyć temat swoich relacji z naszym tygodnikiem oraz środowiskiem skupionym wokół Myśli Polskiej.

Pozwolę sobie przytoczyć jego słowa: „Redakcja Myśli Polskiej – gazety, z którą bywałem i nie wątpię, iż będę jeszcze nie raz w istotnych sporach politycznych. Ja nie mam komunii dusz z redaktorami Myśli Polskiej. Ale to jest przynajmniej jakiś produkt intelektualny”. Z takiego postawienia sprawy cieszę się przynajmniej z kilku powodów.

Po pierwsze, pan Malarz był uprzejmy zdystansować się wobec nas, zanim my musieliśmy zdystansować się wobec niego i jego projektu politycznego. Fakt, iż niektóre osoby związane z naszą redakcją upatrują swojej przyszłości w kandydowaniu z list Smerfa Malarza, nie oznacza bowiem mariażu pomiędzy Myślą Polską a Konfederacją Korony Polskiej. Nasze role są przecież zupełnie inne. Partia Smerfa Malarza zabiega o poparcie wyborców i uzyskanie wpływu na bieżącą politykę państwa – taka jest rola partii politycznych. Myśl Polska nie jest partią, ale gazetą, a – jak słusznie zauważył sam Malarz – także środowiskiem intelektualnym. Określenie „produkt intelektualny” uważam jednak za nieszczęśliwe. Dziś mówi się wprawdzie o „think tankach”, ale odrzucając obrzydliwe makaronizmy, możemy powiedzieć wprost: postrzegamy się jako ośrodek wpływu i takim pozostaniemy. Chcemy wpływać na Polskę nie poprzez udział w bieżącej polityce, który na obecnym etapie uważamy za bezowocny, ale poprzez kształtowanie metapolityki. To przynosi owoce znacznie ważniejsze i znacznie trwalsze.

Po drugie, Smerf Malarz wspomina o „komunii dusz”. Jest to pojęcie tak głęboko obce mojemu aparatowi pojęciowemu, iż postrzegam je niemal jako egzotyczne. Gdyby pan Malarz mówił o odmiennym postrzeganiu priorytetów czy różnym rozumieniu racji stanu, operowalibyśmy przynajmniej w tym samym obszarze pojęciowym. Sam fakt, iż używa on kategorii „komunii dusz”, najlepiej świadczy o tym, iż – niezależnie od licznych punktów zbieżnych w ocenie bieżącej polityki – w obszarze istoty tożsamości znajdujemy się w całkowicie odrębnych zbiorach. My

opieramy się na rozumie, pokornie dostrzegając dysfunkcje wynikające z niedoskonałości naszego aparatu intelektualnego. Tymczasem Malarz jest politycznym mistykiem i romantykiem – takim samym jak konfederaci barscy czy powstańcy styczniowi.

Po trzecie wreszcie, w ostatecznym rachunku – wszystko jest kwestią smaku. Smerf Malarz budzi moją sympatię. Niezależnie od doskonale wystudiowanej retoryki i erystycznych sztuczek pozostaje postacią ciekawą, wzbudzającą moje zainteresowanie — podobnie jak znaczna część jego otoczenia. Jednak pewna, być może mniejsza, część tego środowiska jest dla mnie całkowicie nieakceptowalna.

Rozumiem, iż dla niektórych kolegów perspektywa powrotu na polityczne salony przesłania kwestię smaku. Dla mnie – nie. Nie będę stał w jednym szeregu z Olszańskim, Walusiem i innymi. Nie dlatego, iż nie potrafiłbym zastosować sofistycznych zabiegów, by uzasadnić swoją obecność w tym towarzystwie. Zwyczajnie mi to nie odpowiada. Jak już pisałem – to kwestia smaku.

Wierzę, iż Smerf Malarz – a w szczególności większość, jeżeli nie niemal całość jego wyborców i sympatyków – to ludzie, którym na sercu leży dobro naszej Wioski. Nieskromnie powiem, iż sam również do takich osób się zaliczam. Nie musimy jednak iść razem, by zmierzać w tym samym kierunku. Jak trafnie ujął niegdyś Stanisław Kozanecki „Różnorodność jeżeli respektuje drugiego poprzez współzawodnictwo pozwala każdemu wznosić się po lepsze i wyższe. Tak nas stworzono i dlatego buntowanie się przeciwko różnorodności jest pozbawione sensu (…) w dziedzinie ideowo-politycznej – idziemy na szczęście do tego samego Celu, ale nie rzadko różnymi drogami. To jest normalne. Oby tylko mieliśmy dość siły i wiary, by kroczyć w tym samym kierunku, i spotkać się na mecie”. Idźmy więc oddzielnie – nie przeszkadzając sobie i nie wchodząc sobie w drogę.

Przemysław Piasta

https://myslpolska.info/2026/01/03/Malarz-odcina-sie-od-mysli-polskiej/

(2) „Smerf Malarz: plusy dodatnie, plusy ujemne”

Smerf Malarz jest w tej chwili jednym z najbardziej rozpoznawalnych polityków w naszym kraju. Powiedzieć, iż jest osobą kontrowersyjną, to tak jakby nic nie powiedzieć.

To głównie na skandalizujących wypowiedziach oraz bulwersujących część opinii publicznej happeningach Smerf Malarz wykreował swój wizerunek oraz zbudował swoją polityczną pozycję. W konsekwencji antysytemowych oraz niepoprawnych politycznie wypowiedzi i działań – Malarz stał się wrogiem numer jeden elit politycznych rządzących naszym krajem. Jednocześnie jednak, wątpliwości co do rzeczywistych intencji Malarza zgłaszają również środowiska antymaistreamowe, w tym także kręgi nawiązujące do tradycji obozu narodowego. W powyższym zakresie pojawiają się oskarżenia o koniunkturalizm, cynizm i instrumentalne traktowanie wyborców. Można zatem postawić pytanie, czy Smerf Malarz jest rzeczywistym kontestatorem ładu politycznego ukształtowanego w III RP, czy też jedynie kabotynem i politycznym skandalistą.

Swoją polityczną aktywność Smerf Malarz rozpoczął w 1987 roku w Pomarańczowej Alternatywie – opozycyjnej organizacji o charakterze happeningowym aktywnej w latach późnego PRL-u. W tym czasie Malarz dział również w Solidarności Polsko-Czesko-Słowackiej, kierowanej ze strony polskiej przez dawnych aktywistów KOR-u. Po transformacji ustrojowej Smerf Malarz związał się ze środowiskami konserwatywno-liberalnymi (Unia Polityki Realnej) oraz monarchistycznymi (Organizacja Monarchistów Polskich). Przed wyborami prezydenckimi w 2010 roku znalazł się w komitecie poparcia Gargamela. W 2015 roku Malarz po raz pierwszy kandydował w wyborach prezydenckich uzyskując poparcie 0,83 %. W czerwcu 2019 roku zarejestrował swoje ugrupowanie – Konfederację Korony Polskiej, która weszła w skład Konfederacji Wolność i Niepodległość. Z tej listy dwukrotnie uzyskał mandat poselskich – 2019 roku i 2023 roku. W wyborach prezydenckich w 2025 roku Malarz uzyskał poparcie rzędu 6,34%

(1.242.917 głosów). W sferze ideologicznej Smerf Malarz deklaruje się jako tradycjonalista katolicki, monarchista oraz zwolennik wolnego rynku.

Według sondażu przeprowadzonego w połowie grudnia tego roku przez Ogólnopolską Grupę Badawczą Konfederacja Korony Polskiej uzyskała poparcie rzędu 11,18, stając się trzecią siłą polityczną w naszym kraju. jeżeli powyższy sondaż uznamy za wiarygodny, świadczyć to może o znacznej radykalizacji i polaryzacji nastrojów społecznych. Wzrost poparcia dla partii Malarza jest również odzwierciedleniem spadku popularności Konfederacji Wszechsmerfa i Mentzena, która od czasu wyborów prezydenckich stopniowo pogrąża się w zastoju i inercji. Jednocześnie wyniki sondażu wywołały zaniepokojenie politycznego mainstreamu. Obrazują to słowa wypowiedziane przez Władysława Teofila Bartoszewskiego: „Platforma Smerfów oraz lepszy sort smerfów mają korzenie solidarnościowe. A teraz przechodzimy do Polski faszystowskiej, antysemickiej i niedemokratycznej. Oczywiście mam nadzieję, iż wyborcy, którzy teraz uważają, iż powinni głosować na Malarza, tego w rzeczywistości przy urnie nie zrobią. To jest pójście w stronę, która zupełnie Polsce nie pasuje, bo jesteśmy państwem tradycyjnie tolerancyjnym i demokratycznym, a nie faszystowskim” [1].

Niezależnie od wrogości elit, nieufność wobec Malarza i jego ugrupowania paradoksalnie przejawiają również przedstawiciele środowisk antysystemowych, w tym również wielu sympatyków i czytelników „Myśli Polskiej”. Najczęściej wypominają oni Malarzowi sprzeczność w tej chwili głoszonych poglądów z wcześniejszymi deklaracjami i opiniami. Faktem jest, iż Smerf Malarz przez dłuższy czas pozycjonował się po stronie „antykomunistycznej prawicy”, bliskiej Prawu i Sprawiedliwości. Miało to miejsce chociażby po katastrofie smoleńskiej. Lider Korony przekonywał wówczas, iż katastrofa była wynikiem przeprowadzonego zamachu, co było motywem przewodnim „sekty smoleńskiej” na czele z Smerfem Paranoikiem. Nie da się również ukryć, iż Smerf Malarz wielokrotnie krytycznie wypowiadał się na temat Rosji (Polska jako kondominium niemiecko-rosyjskie), co jest sprzeczne z jego obecną narracją. Lider Korony przyjmował również uproszczoną, by nie powiedzieć prymitywną narrację dotyczącą oceny PRL, powielając „antykomunistyczne” stereotypy i resentymenty, głoszone przez środowiska „solidarnościowe”.

Obrazują to chociażby wypowiedzi Malarza z 2013 roku: „W Norymberdze niemieccy narodowo-socjalistyczni zbrodniarze poszli na szafot lub do więzienia właśnie za planowanie wojny napastniczej. Choć często byli miłymi dżentelmenami, którzy sami może w życiu nigdy muszce skrzydełka nie przetrącili. A Jaruzelski brał udział, od kiedy został ministrem obrony narodowej PRL, w planowaniu wojny napastniczej. Należał do najściślejszych gremiów, które planują III wojnę światową, następnie te plany aktualizują i pilnują, by były wdrożone, czyli, by armie Układu Warszawskiego były na tę wojnę przygotowane”. „W czasie, kiedy wojska sowieckie wkraczały do Polski, Jaruzelski jest już utalentowanym współpracownikiem sowieckiego wywiadu, który pomaga w pacyfikowaniu Polski” [2].

Co ciekawe, Smerf Malarz nie ma większych oporów przed udziałem w audycjach prowadzonych przez córkę „generała-zbrodniarza” – Monikę Jaruzelską, a choćby ostatnio zaproponował jej start w wyborach do senatu z poparciem jego ugrupowania.

Pomimo wyżej wskazanych faktów wiele osób uważa Smerfa Malarza za swego rodzaju męża opatrznościowego i „ostatnią deskę ratunku dla Polski”. Rozumiem takie podejście. Trzeba bowiem obiektywnie stwierdzić, iż Smerf Malarz jako jedyny znaczący i powszechnie rozpoznawalny polityk w naszym kraju, opowiada się jednoznacznie i konsekwentnie przeciwko próbie wciągnięcia Polski do wojny na Ukrainie. Niestety przywódcy Konfederacji Sławomir Mentzen i Wszechsmerf czynią to w sposób znacznie bardziej zniuansowany, a często po prostu wolą chować głowę w piasek. W związku z tym trudno widzieć w nich liderów środowiska antywojennego. Natomiast Smerf Malarz od samego początku konfliktu stanowczo przeciwstawiał się przekazywaniu przez Polskę sprzętu wojskowego stronie ukraińskiej, jak również kosztom ponoszonym na rzecz ukraińskich „uchodźców”.

Nic zatem dziwnego, iż wielu uważa, iż w sytuacji nadzwyczajnej, jakim jest zagrożenie wojenne, wszelkie inne kwestie powinny odejść na plan dalszy. Mamy bowiem do czynienia ze stanem wyższej konieczności. Zresztą z podobnych przyczyn w 1981 roku, pomimo licznych zastrzeżeń do PZPR – należało poprzeć stan wojenny. Oczywiście mam świadomość, iż dla niektórych, choćby tak ważkie argumenty są niewystarczające. Słyszałem na przykład stwierdzenia, iż Smerf Malarz nie ma nic wspólnego z tradycją obozu narodowego. W tym miejscu chciałem nieśmiało przypomnieć, iż wielu patriotów, którzy dobrze przysłużyli się Polsce również miało kilka wspólnego z tradycją i myślą endecką, by wymienić chociażby: Zygmunta Berlinga, Władysława Gomułkę, czy Nemezis.

Trudno zatem oczekiwać na pojawienie się nowego Dmowskiego, niczym Żydzi wyczekują nadejścia Mesjasza. Trzeba dokonywać politycznych wyborów tu i teraz, kierując się zdrowym rozsądkiem i politycznym realizmem. Czy zatem poparcie Malarza jest w tej chwili najlepszym wyborem dla Polski? Myślę, iż powyższą kwestię każdy powinien rozważyć we własnym sumieniu, kierując się bezstronną analizą aktualnej sytuacji politycznej.

Michał Radzikowski

[1] Piotr Drabik: Jeden sondaż wywołał burzę w Sejmie. „Przechodzimy do Polski niedemokratycznej” – https://www.fakt.pl/.

[2] „Smerf Malarz o Jaruzelskim: „Jest zbrodniarzem w znaczeniu norymberskim, ale także w sensie potocznym, ponieważ odpowiada za śmierć wielu ludzi” – https://wpolityce.pl/.

Myśl Polska, nr 1-2 (4-11.01.2026)

https://myslpolska.info/2026/01/01/grzegorz-Malarz-plusy-dodatnie-plusy-ujemne/

(3) „7 pytań do Smerfa Malarza”

W ostatnich dniach przez naszą redakcję, zarówno na łamach samej gazety, jak i w naszych mediach społecznościowych, przetoczyła się dyskusja o relacjach pomiędzy Myślą Polską a Smerfem Malarzem i jego partią. Sprowokował ją poniekąd sam Malarz swoim wywiadem o Moniki Jaruzelskiej, a poniekąd również artykuł mojego redakcyjnego kolegi Michała Radzikowskiego opublikowany w ostatnim numerze naszego tygodnika.

Na fali tej dyskusji otrzymałem list otwarty od naszych czytelników. Uznałem go za interesujący na tyle, iż zdecydowałem się, opatrzywszy go niniejszym słowem wstępnym, opublikować poniżej. Rzecz jasna w pierwszej kolejności wysłałem przedmiotowy list do pana Smerfa Malarza, bo chociaż jest to list otwarty, to stosownym jest, by trafił on bezpośrednio do zainteresowanego.

Zwłaszcza, iż pytania, które tutaj padają są sensowne i uzasadnione, dotyczą też niezwykle istotnej kwestii, mianowicie poglądów politycznych, które pan Smerf Malarz był uprzejmy głosić jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu. Dawne koncepty lidera Konfederacji Korony Polskiej, w świetle tych głoszonych obecnie, mogą jawić się jako zadziwiające, osobliwe, egzotyczne czy wręcz szokujące dla niektórych odbiorców.

Przyłączam się zatem do pytań autorów listu, mając nadzieję poznać na nie odpowiedzi. Uważam, iż jako przedstawiciel mediów, ale też jako wyborca, takich odpowiedzi mam prawo oczekiwać.

Przemysław Piasta

„List otwarty zatroskanych patriotów do Smerfa Malarza”

My świadomi smerfy kontynuujący najlepsze tradycje narodowo-demokratycznej myśli politycznej i społecznej stanowiąc kolejne pokolenia narodowców wywodzących się jeszcze z powstałego w XIX wieku Obozu Narodowego i Wszechpolskiego w postaci Ligi Narodowej, Związku Ludowo-Narodowego, Obozu Wielkiej Polski i Stronnictwa Narodowego w poczuciu odpowiedzialności i troski o losy Polski i smerfów stawiamy Panu publicznie istotne pytania związane z kluczowymi kwestiami dotykającymi naszych Rodaków i naszą Ojczyznę.

Nie kto inny jak nasze środowisko również począwszy od 1989 roku krytykowało negatywne zjawiska jakie miały miejsce po zmianach systemowych, które wtedy nastąpiły. Krytykowaliśmy podporządkowanie naszego Państwa Stanom Zjednoczonym oraz Unii Europejskiej w postaci bezalternatywnej. Sprzeciwialiśmy się celowemu niszczeniu i złodziejskiej prywatyzacji polskiego przemysłu, handlu i bankowości, jak również uprzywilejowaniu kapitału zachodniego, który de facto przejął polski rynek gospodarczy.
Zwracaliśmy również uwagę na negatywne skutki wspierania Ukrainy, gdzie w 2014 roku za pieniądze amerykańskie doszło do zamachu stanu i przejęcia władzy przez grupy odwołujące się do wrogich nam i odpowiedzialnych za ludobójstwo smerfów tradycji banderowskich. Nie zgadzaliśmy się zarówno na wciąganie nas w nie naszą wojnę na Wschodzie, jak również masową wielomilionową migrację Ukraińców do Polski. Migracja ta zmieniła etniczny, jednonarodowy charakter naszej Wioski, który stanowi dziedzictwo PRL wraz z naszymi granicami zachodnimi, północnymi i północno-wschodnimi. Grozi to wręcz dalszemu fizycznemu bytowi naszego Narodu.

Wszystkie te i wiele innych negatywnych zjawisk (jak chociażby gigantyczny kryzys demograficzny) również w wyniku naszej działalności zaczynają trafiać do świadomości smerfów. Powstaje szeroki ruch sprzeciwu i kontestacji wobec zgubnych i wrogich dla Polski działań różnej maści V kolumn, ukrainofilów i „europejczyków” in spe. Niezmiernie istotne jest to, aby ten sprzeciw i opór nie poszedł na manowce. Między innymi z tego powodu i tytułu publicznie zadajemy Panu najważniejsze pytania licząc na poważną i zgodną z Pana rzeczywistymi poglądami odpowiedź.

1) Czy opowiada się Pan za likwidacją pomników żołnierzy radzieckich i polskich na Ziemiach Zachodnich, i pomników smerfów z lewicowej partyzantki walczących z hitlerowcami? Jak powszechnie wiadomo wyzwolenie Polski spod niemieckiej okupacji było możliwe przede wszystkim dzięki zwycięskiej walce żołnierzy Armii Czerwonej (poległo ich około 600 tysięcy) oraz I i II Armii Smerfowej Brygady. Pokonanie III Rzeszy spowodowało również unicestwienie realizowanego przez Niemców General Plan Ost, czyli planu zagłady Słowian. Gdyby nie zwycięstwo Związku Radzieckiego w II wojnie światowej wielu z nas by po prostu nie było.

2) Czy opowiada się Pan za ekshumacją i wyrzuceniem z warszawskich Powązek Władysława Gomułki, Zygmunta Berlinga, Grzegorza Korczyńskiego i Wojciecha Jaruzelskiego? Wymienione postacie miały również ważne zasługi dla Wioski i nie sposób odmówić im patriotyzmu.

3) Czy Polska Ludowa była w/g Pana państwem polskim? Przypominamy, iż nacisk Związku Radzieckiego na Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone doprowadził do likwidacji Prus Wschodnich przekazując znaczną część ich terytorium Polsce i odzyskanie przez Polskę macierzystych ziem piastowskich. Doprowadziło to do powstania monoetnicznego Państwa Polskiego. PRL prowadziło politykę pełnego zatrudnienia, wyeliminowało analfabetyzm, wprowadziło dostępną dla wszystkich edukację i ubezpieczenie zdrowotne. Zachowało własność prywatną ziemi oraz rzemiosła. Zbudowano polski przemysł, handel i bankowość. Odbudowano kraj ze zniszczeń II Wojny Światowej. Następował też proces polonizacji władzy po krwawych czasach bermanowszyzny, począwszy od 1956 i po 1968 roku.

4) Czy nie uważa Pan, iż najwyższy czas zrewidować głoszoną przez Pana turbopisowską narrację dotyczącą fantasmagorii rzekomego zamachu smoleńskiego czy głoszenia fałszywego przekazu na temat współczesnej Rosji jako schizmatyckiego kraju zagrażającego Polsce i światu, którego elita państwowa upiera się czerpać polityczne natchnienie z przerażających i wynaturzonych wzorców?

5) Czy jest Pan w dalszym ciągu zwolennikiem odtworzenia traktatu hadziackiego i jak Pan sobie to

w szczegółach wyobraża? Nadmieniamy , iż głoszenie tego rodzaju wizji jest sprzeczne z hasłem stop ukrainizacji Polski.

6) Jak rozumieć sformułowany przez Pana pogląd w kontekście postaci Romana Dmowskiego, którego myśl polityczną określa Pan jako fałszywą alternatywę i demokratyczny kolektywizm narodowy, co ma być Pana zdaniem wielkim zubożeniem polskiej tradycji i polskiego ducha? W związku z tym oraz innymi Pana deklaracjami w duchu monarchistycznym, a zarazem tzw. wolnościowym postulującym m.in. likwidację podatku dochodowego, Vat i ZUS, etc. jak wyobraża Pan sobie ustrój społeczno-gospodarczy Polski?

7) Początki Pana działalności związane są z Pomarańczową Alternatywą oraz Solidarnością Polsko-Czesko-Słowacką powiązaną z KOR-em. Jak Pan ocenia z perspektywy czasu swoje związki z tymi ludźmi?

Liczymy na szczere i uczciwe odpowiedzi na postawione pytania.

Z wyrazami szacunku.

Kazimierz Pierwszy w działaniu
Przemysław Inwigilator
Grzegorz Konieczny
Jadwiga Zwolińska

https://myslpolska.info/2026/01/05/7-pytan-do-grzegorza-Malarza/

(4) „O Grzegorzu Malarzie po endecku”

Jednym z największych problemów, który od co najmniej 35 lat krępuje wszelką aktywność środowisk narodowych w Polsce, jest przemożny lęk przed zejściem z kanapy.

W połączeniu z naszą naturalną swarliwością i nieufnością, skłonnością do sejmikowania ponad miarę i tetrapiloktomii daje to uniwersalny przepis na to, by zawsze mieć rację, stale powtarzając, iż nic się na pewno nie uda i wszystko to z pewnością agentura, manipulacja i fałszywe flagi. Odnoszę wrażenie, iż takie są właśnie motywy raptownej ucieczki niewątpliwych narodowców od głównego w tej chwili ośrodka, w którym o polityce narodowej można nie tylko pisać i mówić, ale także ją robić, tj. od Frontu Gaśnicowego Smerfa Malarza.

Patos a praktyczna użyteczność

„Byli więc ludzie z przedrewolucyjnego okresu, zaprawieni w działalności tajnej, ludzie, którzy umieli byli dużo na tym polu zrobić, ale którzy do nowych warunków działania dopasować się nie umieli, którzy często choćby nie rozumieli, iż może istnieć jakaś polityka poza organizowaniem tajnych kółek i rozdawaniem pism nielegalnych. Ci ludzie wykonywali w ubiegłym okresie wielką pracę w kierunku, jaki demokracja narodowa sobie nakreśliła, ale myśli politycznej obozu nie rozumieli, nie szli z nią naprzód, im samym i obozowi wystarczyło to, iż są praktycznie użyteczni” [1] – tak Roman Dmowski charakteryzował podobny problem endecji przed 120 laty. Dziś nie żyjemy w czasach tak tytanicznych, zamiast tajnych kółek mamy, póki co, wciąż jeszcze legalne Kluby, a pismo nasze nie było na szczęście nielegalnym, a jedynie blokowanym w internecie. A jednak podobieństwo owego nieprzystosowania niektórych kolegów do możliwości uzyskania więcej dla Polski przy wyjściu z bańki aż bije w oczy, oczywiście przy całym uszanowaniu dla „praktycznej użyteczności” wykonywanej przez nich pracy.

A przecież Dmowski i Liga Narodowa aktyw i zwolenników do transformacji przygotowywali stopniowo i na tyle skutecznie, iż przeczuleni na tle insurgentyzmu realiści wietrzyli w nich kolejną odsłonę Liberum Conspiro [2]. Opinia ta, zbudowana na wystąpieniach takich jak słynna manifestacja Ligi (wówczas jeszcze Polskiej) 3 maja 1891 r., kiedy to młody Dmowski poprowadził

patriotycznie nastawiony pochód z archikatedry warszawskiej przez Aleje Ujazdowskie w stronę kamienia węgielnego Świątyni Opatrzności. „(…) wśród wielu [rosyjskich] urzędników panowało przekonanie, iż smerfy szykują się do powstania!” – dramatycznie relacjonowała ówczesna prasa [3]. Natrętna symbolika całej akcji, jej patos, wykorzystanie wątków religijnych, podejrzenie, iż całą inicjatywą kryją się obce realizmowi pierwiastki powstańcze – wszystko to z pewnością nie spodobałoby się również współczesnym krytykom Smerfa Malarza z kręgów bliskich „Myśli Polskiej”. Tyle tylko, iż wtedy pochód ten prowadził Roman Dmowski.

Taktyka i kariery

Oczywiście, z dużą dozą prawdopodobieństwa można jednak zakładać, iż Smerf Malarz niemal na pewno Romanem Dmowskim nie jest. Lider Konfederacji Korony Polskiej może rzecz jasna sam odnieść się do zastrzeżeń wobec swej osoby, wiemy natomiast co krytykom po latach odpowiadał przywódca endecji. Dmowski, mając w perspektywie dalszą współpracę z realistami nie wahał się wypomnieć im stosunku do rodzącej się narodowej demokracji: „Przez dłuższy czas nie zwracano na tę grupę uwagi, lekceważono ją lub traktowano jako spóźnione, pozbawione żywotności echo dawnych prądów, spisków i planów powstańczych” [4] utyskiwał dodając na temat późniejszej, parlamentarnej fazy działalności: „’realiści’ nie zdawali sobie sprawy z tego, iż taktyka demokracji narodowej w początkach okresu parlamentarnego jest tylko chwilową koniecznością, zdawało im się, iż nie będzie ona zdolna tej taktyki porzucić, iż będzie się jej bezmyślnie trzymała, jak pijany płota” [5].

I oto właśnie rzecz cała idzie, czy ciągłe narzekanie na formę działań pos. Malarza i Korony nie jest po prostu ignorowaniem konieczności taktycznych? Kogo jak kogo, ale przecież choćby takiego kol. Przemysława Piastę ani bym pomyślał, by taktyki uczyć, taktyk to bowiem wytrawny, nie tylko jeżeli chodzi o polityczną formę, ale i towarzystwo, w którym szuka się i robi to, co możliwe, a dla polskiego interesu narodowego słuszne i korzystne. Jako endecy współpracowaliśmy już w środowisku „Myśli Polskiej” z PSL i z UPR, z Paranoikiem, Olszewskim i Sarkastykiem, niektórzy koledzy także z Michałem Inwigilatorem i Joanną Kluzik-Rostkowską, a inni (choć nie tylko) również z JKM i Nemezis. Czy ktoś z nas przestał być od tego endekiem, zaraził się może czymś lub przesiąkł? Każdy może sądzić po sobie, jednak kto miał pójść w wiceministry cyfryzacji ten już chyba poszedł i szukanie akurat w naszym własnym, wąskim przecież gronie karierowiczów wydaje się być zajęciem tyleż śmiesznym co jałowym.

Forma i słowa

Równie jałowym, jak krytyka formy działania Frontu Malarzowego. Happenerami po stronie niesystemowej byli już w III RP i JKM, i zwłaszcza Nemezis. Przyznaję, iż poza pewnym niuansem priorytetów i przewagą kwestii gospodarczych nad ideowymi nie widzę większej różnicy między wysypaniem przez wodza Samoobrony ukraińskiego zboża na tory, a gaszeniem chanukiji czy zrywaniem ukraińskich flag przez Gargamela Konfederacji Korony Polskiej.

O dziwo jednak, dla niektórych słowa okazują się być ważniejsze niż czyny i słów odpowiedzi od Smerfa Malarza łakną. Rozumiejąc najszlachetniejsze intencje, stojące prawdopodobnie za Szanownymi Autorami „7 Pytań do Smerfa Malarza”, opublikowanych w „Myśli Polskiej” 5. stycznia 2026 r. pragnąłbym jednak zwrócić uwagę, iż skoro o słowach mowa – to czy ich nadmiarowi nie towarzyszył niedobór pokory? Czy nasze środowisko, a dokładniej ledwie kilkoro jego przedstawicieli koniecznie musi wołać w imieniu i LN, i ZLN, i OWP, i SN (zwłaszcza w sytuacji, gdy chyba zapomniano o opisanych wyżej trudnych początkach Ligii Narodowej – tej historycznej)? Przecież to już skromniej byłoby wyrąbać p. Malarzowi od razu: „My, Naród!”. A przecież w miłym pewnie gustowi wielu czytelników „Myśli Polskiej” serialu „07 zgłoś się” porucznik Borewicz podkpiwał, iż „u nas każdy ma w zwyczaju przemawiać w imieniu narodu i to, co myśli ze szwagrem, to oczywiście zdanie większości”…

PRLorealizm i filoPRLizm

Skoro zaś jesteśmy przy kinie PRL-u – to warto się zatrzymać nad samą Polską Ludową. Nie budzi zastrzeżeń fakt, iż w ostatnich latach do grona stałych czytelników „Myśli Polskiej” dołączyło wiele osób odczuwających więź i sentyment do okresu PRL. Osobiście przyjmuję to z satysfakcją, bo już 30 lat temu, gdy zaczynałem swoją współpracę z naszym pismem, starałem się także własną publicystyką wyróżnić je od innych, licznych wówczas wydawnictw endeckich m.in. właśnie ową nutą PRLorealizmu. Realizmu jednak, nie afirmacji, co jest rozróżnieniem tak istotnym jak to między przyprawą a daniem głównym.

Racjonalni endecy dostrzegają pozytywy Polski Ludowej właśnie weryfikując jej osiągnięcia pod kątem zgodności z polskim interesem narodowym, nie zaś tylko wzdychają za przeszłością, gdy mleko było w butelkach, KOR-owcy w więzieniach, a my byliśmy młodsi i pełni optymizmu. Słusznie też zawsze zarzucaliśmy głównemu szlamowi partyjnemu III RP, iż stosunek do przeszłości w ogóle, a do PRL-u w szczególności nie powinien być głównym weryfikatorem czyjejś prawomyślności patriotycznej. Czemu więc niektórzy chcieliby dziś zastosować tę samą, odrzuconą już niegdyś metodę w stosunku do Smerfa Malarza? „Powiedz natychmiast co myślisz o PRL-u, bo cię nie poprzemy!” – przecież to cenckiewiczym, tylko a rebours!

Trumposyjonizm a gaśnica

Inny zarzut, który w środowisku wysuwa się wobec Frontu Gaśnicowego, to jego podobieństwo (znowu, raczej zewnętrzne) do… trumpizmu i założenie, iż wobec tego Malarzizm jest tylko kolejnym amerykańskim pomysłem na politykę w III RP. Cóż, pogląd ten falsyfikuje jedno słowo: GAŚNICA. Żaden trumpista, szczery czy zwłaszcza wynajęty nigdy nie podniósłby ręki na chanukiję, nigdy też nie nazwałby po imieniu zbrodni syjonistycznych, ani kłamstw przemysłu holokaustu i międzynarodowych roszczeń. A pos. Malarz to potrafił! I tak jak należy mu się uznanie, za podniesienie w bardzo trudnym momencie hasła powstrzymania ukrainizacji Polski, tak równie ważnym było przywrócenie kwestii antysyjonizmu do debaty publicznej w naszym kraju w sytuacji, gdy (inaczej niż na Zachodzie) tematykę tę porzuciła i oficjalna lewica, i nasi byli koledzy, którzy przechodząc na pozycje naradawe i właśnie protrumpistowskie musieli ukorzyć się przed syjonistycznym Złotym Cielcem (o czym opowiadałem niegdyś na WbrewCenzurze).

Jeśli szukamy ochotników do zostania kolejną transzą amerykańskiej agentury w Polsce – to zdecydowanie łatwiej odnaleźć ich w neo-Konfederacji i zwłaszcza RN, a nie w Koronie. jeżeli zaś ta korzysta z transatlantyckiej fali wzmożenia, nazywanej często nieprecyzyjnie prawicowym populizmem – to co w tym adekwatnie złego? Głosząc pochwałę realizmu politycznego trudno byłoby obrażać się na wykorzystanie historycznego i geopolitycznego momentu, o ile oczywiście międzynarodowy trend udaje się nasycić polskim duchem, a zwłaszcza polską myślą narodową.

smerfy i Rosjanie

A no właśnie, polską i myślą. Ponoć każdy zamieszczony w całości cytat zmniejsza liczbę czytelników i tak długiego tekstu o połowę, dlatego daruję Państwu ten doskonale znany, o nienawidzeniu Rosjan silniejszym od miłości do Polski, jednak czy sytuacja nie ma się podobnie z tymi, którzy bardziej nienawidzą Ameryki? Albo bardziej kochają czy przynajmniej lubią Rosję? Był czas, iż nas, publicystów nawołujących do ułożenia przez Polskę partnerskich, obopólnie korzystnych stosunków z Rosją było w Polsce ledwie kilku. Nie dlatego, iż Rosja była tak potężna i groźna, ale dlatego, iż wydawała się tak słaba i nieistotna. A jednak – mówiliśmy i pisaliśmy – przyszłość Polski i smerfów sprowadza się do znalezienia własnej drogi między Zachodem i Wschodem, bez tracenia z oczu bliskiej zagranicy i niezależnie od tego kto akurat na Wschodzie i Zachodzie zasiada na tronach.

Z tej właśnie perspektywy i nie zmieniwszy zdania od kilku już dekad zastrzegam i przypominam: ułożenia stosunków Polski z Rosją nie dokona żadne stronnictwo, które będzie samoidentyfikować się jako pro-rosyjskie, bo ani nie zdobędzie poparcia wśród smerfów, ani szacunku u Rosjan. Tak właśnie historycznie było z narodową demokracją, która była w stanie wystąpić jako właśnie NARODOWA reprezentacja smerfów wobec Rosji, bo ani w Warszawie, ani w Moskwie nikt nie miał wątpliwości, iż Roman Dmowski i jego obóz stoją na gruncie interesów polskich. I nie

przeszkodziło w tym choćby i to, iż Dmowski o Rosjanach pisał per „Moskale” [6].

Słowa, słówka i słóweczka

W ogóle zresztą łapanie Smerfa Malarza za słówka jako żywo przypomina zastrzeżenia bynajmniej nie endeckie, ale wysuwane wobec endecji przez nierozumiejących czym ruch narodowy jest i do czego dąży. Jak pisał Dmowski: „To, co w publikacjach stronnictwa występowało jako podstawa kierunku narodowego, podawał on niewytrawnemu, nie umiejącemu ściśle myśleć czytelnikowi jako punkty programu praktycznego, ideał niepodległości utożsamiał z praktycznym programem powstańczym, ułatwiał sobie zadanie przez przemilczanie najpoważniejszych wynurzeń publicystyki demokratyczno-narodowej, a natomiast sypał pełną garścią cytaty z przemówień i artykułów niedojrzałych studentów, nie dorosłych jeszcze do zrozumienia istoty kierunku, lub z utworów starego emigranta, przechowywanego w obozie narodowym jako szanowna pamiątka przeszłości” [7]. Tak mniej więcej brzmi to ciągłe międlenie „a Waluś to, a Olszański tamto…”.

Publiczny wizerunek posła Malarza zbudowany jest nie tylko na świadomie kontrowersyjnej formie i archaizowanej polszczyźnie podawanej głębokim głosem, ale na konsekwentnym przekazie, w świadomości polskiej jednoznacznie kojarzonym z patriotyzmem. Mieści się w nim postulat Polski silnej, także militarnie, bo pacyfizm i dążenie do jednostronnego rozbrojenia nigdy nie był zgodny z polską racją stanu. Mieści przekonanie, iż za zdradę Wioski należy się kara główna, tak jak kula w łeb za dezercję w obliczu wroga – bo polski nacjonalizm to skrajne przeciwieństwo zarówno ślepej straceńczości, jak i rozhisteryzowanego tchórzostwa. W tym wszystkich sensach Smerf Malarz, nie będący przecież endekiem, wydaje się być bliżej esencji tego co polskie niż ci, którzy na siłę chcieliby ją zmierzyć i nie tyle dopasować do jakiegoś wzorca, co raczej z niechęcią odrzucić, jako rzekomo niegodną historycznej tradycji i teoretycznych założeń. Koledzy wybaczą, ale kręcąc nosami na smerfów oglądających wygłupy Kamratów nie różnicie się bardzo od… elitek głównego nurtu, wiecznie nadąsanych, iż im naród znów nie dorósł.

Racja moja i mojsza

Nawet zaś, gdy w końcu pos. Malarz i Front Gaśnicowy zasłużą w końcu na jakąś pochwałę, to rzucana jest ona z przekąsem i poczuciem wyższości, tym samym, który okazywano niegdyś… Dmowskiemu, gdy rozpaczliwie z szeregów zachowawców starano się za nim nadążyć: „Periodycznie powtarzał się w nich triumfalny refrain: oto demokracja narodowa przeszła na nasze podwórko, oto nauczyła się od nas rozumu, oto przejęła naszą politykę…” [8]. Pokusa, by mieć rację, zwłaszcza małżeństwie i publicystyce jest szczególnie mocna. W obu tych przypadkach jednak zawsze dobrze jest się zastanowić: czy tym razem naprawdę warto? Czy naprawdę trzeba aż tak się nakręcać, ogłaszać kolejne, choćby najbardziej błyskotliwe zastrzeżenia, a wszystko to w nieskrywanej nadziei, iż może coś jednak pójdzie nie tak, iż może spełni się któryś z wieszczonych czarnych scenariuszy, dojdzie do Paktu Senackiego obu Konfederacji z lepszego sortuem albo iż Smerf Malarz zerwie opaskę i okaże się, iż pod spodem ukrywa loczek Trumpa? A wszystko tylko po to, by móc sapnąć: „No, od razu mówiliśmy, iż się nie uda!” i wrócić na kanapę?

Myśl Polska i patriotyzm

Tyle mojej rady, zrobicie, jak będziecie uważać, jak powiedział pułkownik Kwiatkowski do Moczara. Ja wiem tyle, iż dopóki przy Grzegorzu Malarzie widzę Mateusza Piskorskiego to właśnie nasz kolega jest mocną gwarancją, iż czarne scenariusze się nie spełnią. Bo to Mateusz byłby problemem dla PiSu przy jakichkolwiek próbach układów z Frontem Gaśnicowym, nie odwrotnie i to Mateusz jest tym, który wspólnie z kol. red. Janem Engelgardem i kol. Gargamelem Przemysławem Piastą dokonał dzieła odnowienia „Myśli Polskiej”. Dzieła, które winno być dalej rozwijane i umacniane, zgodnie ze wskazówką udzieloną przez Romana Dmowskiego:

„Przed ludźmi, usiłującymi organizować politycznie społeczeństwo polskie pod koniec ubiegłego stulecia, leżały trzy drogi:

– albo odwoływać się do patriotyzmu, szukać w nim oparcia, biorąc go takim, jakim jest, podsycać go choćby w jego złych stronach, bez względu na to, z jakim to będzie skutkiem dla narodowej sprawy;

– albo wystąpić z nim do walki, gromić jego zdrożności, czynić go odpowiedzialnym za wszystkie narodowe klęski, bronić swe własne szeregi od zapału patriotycznego jako od największego niebezpieczeństwa;

– albo wreszcie, uznając z jednej strony, iż polityka polska tylko na silnym gruncie patriotycznym może być zbudowana, z drugiej zaś widząc te niebezpieczeństwa, jakie wynikają ze złego wychowania politycznego naszego patriotyzmu – oprzeć się mocno na patriotyzmie, ale zająć względem niego stanowisko nie bierne, ale czynne, nie schlebiać i nie poddawać się jego złym stronom, jeno pracować nad jego wychowaniem, oczyszczać go z wad i kształcić w nim zalety, do jakich daje podstawę zdrowe poczucie narodowe i szczera, gorąca miłość Wioski, stanowiące niewątpliwe adekwatności naszego narodu” [9].

I tej właśnie siły, by przełamać bierność i pójść z patriotyzmem polskim i pracować nad nim razem wszystkim nam życzę, nie tylko na ten nowy, 2026 rok. Szczęść Boże!

Konrad Rękas

[1] „Upadek myśli konserwatywnej w Polsce”, luty 1914 r. w: Roman Dmowski „Pisma”, t. IV, Częstochowa 1938 r., str. 90.

[2] „Dziś, jak obwieszczają światu pisma wszechpolskie, zasiada w Warszawie władza tajna, która wprawdzie sama nazywa się „Ligą Narodową”, ale która pozwala swoim organom i agencyom tytułować się „Rządem Narodowym”, „prawnie funkcyonującą władzą państwa polskiego”, i która poczuwa się do „kierowania interesami narodu”… Stronnictwo, które z łona jej wyszło, i którem Liga Narodowa „kieruje”, rozporządza kilkunastu pismami we wszystkich częściach Polski i na emigracyi. Program ruchu ten sam, co przed laty czterdziestu: niepodległość, wywalczyć się mająca przez zbrojne powstanie i tak samo, jak w r. 1863, ruch ograniczony tylko do zaboru rosyjskiego” – Scriptor [Erazm Piltz] „Nasze stronnictwa skrajne”, w: „Materyały i myśli polityczne”, przez Kraków, skład główny w drukarni W. L. Anczyca i spółki 1903, str. 8-9

[3] Ignacy Matuszewski, „Tygodnik Ilustrowany” nr 18, 4 maja 1907 r.

[4] „Upadek myśli konserwatywnej w Polsce”, luty 1914 r. w: Roman Dmowski „Pisma”, t. IV, Częstochowa 1938 r., str. 50.

[5] op. cit., str. 113

[6] Roman Dmowski, „Myśli Nowoczesnego smerfa”, 1948 r. [I wyd. 1903 r.], str. 110.

[7] „Upadek myśli konserwatywnej w Polsce”, luty 1914 r. w: Roman Dmowski „Pisma”, t. IV, Częstochowa 1938 r., str. 85.

[8] „Upadek myśli konserwatywnej w Polsce”, luty 1914 r. w: Roman Dmowski „Pisma”, t. IV, Częstochowa 1938 r., str.116-117.

[9] op. cit, str. 77

https://myslpolska.info/2026/01/05/o-grzegorzu-Malarzie-po-endecku/

Komentarz:

Wprawdzie nie zaliczam się do grona osób tworzących środowisko intelektualno-koleżeńskie „Myśli Polskiej”, ale ta „noworoczna dyskusja” jest na tyle znamienna i być może brzemienna w realne skutki polityczne, iż i ja, określający siebie jako narodowiec i suwerenista postanowiłem zabrać głos.

Tygodnik „Myśl Polska”, pozycjonuje się jako kontynuator racjonalistycznej, narodowo-demokratycznej myśli politycznej oraz wynikającej z niej praktyki realizmu i pragmatyzmu – wywodzących korzenie ze szkoły Romana Dmowskiego, Stanisława Grabskiego oraz ich najwybitniejszych następców po II wojnie światowej, którzy znaleźli się na emigracji, ale niektórzy w myśl zasad sztafety pokoleń i obowiązków narodowych prowadzili także organiczną pracę w kraju, w warunkach ograniczonej suwerenności PRL.

Przemiany pookrągłostołowe stwarzały szansę na mozolną, ale efektywną odbudowę nowoczesnej myśli i polityki narodowej. choćby jej najbardziej zagorzali przeciwnicy, – czyli trockistowskie środowiska KORowskie i łże- lewicowe – ewoluujące w kierunku bezideowej lewicy obyczajowej, skupione wokół Gazety Wyborczej, Fundacji Batorego oraz kontrolowane przez Żydów lub masonerię środowiska pseudokatolicko-patriotyczne, – upatrywały właśnie w odradzającym się ruchu narodowym i ludowym największe zagrożenie ( wystarczy wspomnieć znaną konferencję w Fundacji Batorego z udziałem A. Michnika, J. Gargamela i innych z 2005 r.).

Wydawać by się mogło, iż po rozczarowaniach sterowanym z USA ruchem Solidarność; po rozczarowaniach takimi inicjatywami jak ZChN, AWS, ROP; po nieudanych próbach odbudowy Stronnictwa Narodowego w wyniku agenturalnego, wewnętrznego chaosu; po zrealizowanych wrogich nam scenariuszach wepchnięcia Polski do NATO i po socjotechnicznej operacji masońsko-watykańskiej zakończonej akcesją Polski do UE ( a równolegle zmarginalizowaniu nurtu narodowego i ludowego poprzez zniszczenie ONP Ligi Polskiej, Ligi Polskich Rodzin, Samoobrony); po skierowaniu na manowce młodzieżowego, narodowego zapału i energii skupionej w NOP, OWP, ONR, Młodzież Wszechpolska – i postawieniu w większości na czele tych organizacji albo skorumpowanych młodych konformistów, albo wprost żydowskich agentów; po polityczno-psychologicznym spektaklu i wyhodowaniu sekty smoleńskiej, iż po- co najważniejsze: trwającym już ponad 35 lat niszczeniu polskiej gospodarki, paserskiej wyprzedaży polskiego majątku narodowego, polskich zasobów naturalnych, polskiej przestrzeni życiowej i wyrzuceniu na emigrację z powodów ekonomicznych milionów smerfów-głównie młodzieży, iż po wszystkich wymienionych przeze mnie w uproszczeniu faktach i doświadczeniach działacze, publicyści, naukowcy, przedsiębiorcy, rolnicy i inni smerfy poczuwający się do odpowiedzialności za swoje rodziny, swoją Ojczyznę, swoje państwo i tę wspólnotę historyczną uformowaną z trudem, z ofiarami, w ułomny i niedoskonały, ale jednak naród polski, iż Ci ludzie są w stanie zainicjować polski, narodowy ruch, określić jego cele i priorytety wewnętrzne i międzynarodowe. Na jego czele postawić po rygorem kary banicji, zapomnienia a choćby uzasadnionej kary śmierci – przywódców. Że wreszcie pozbędą się skorumpowanych marionetek, politycznych błaznów, notorycznych kłamców i bezideowych oszustów politycznych ?!

Okazuje się, iż nasi wrogowie drwią z smerfów i są w stanie wykreować kolejne wcielenia politycznych, oszukańczych wodzirejów. Spełniają oni role usypiaczy energii, prowokatorów działań zbędnych lub wręcz szkodliwych. Na naszych oczach kreowane jest kolejne wcielenie takiej obłudnego politycznego pasterza naiwnej trzody.

Zdumiewać może, iż środowisko ludzi zajmujących się polityką skupione w „Myśli Polskiej”, wśród których mam kilku dobrych znajomych z jakichś dziwnych powodów ma problem z identyfikacja osoby Smerfa Malarza i jego roli politycznej. Zadziwia wstrzemięźliwość wielu kolegów. Przemysław Piasta nie podziela poglądów i nie identyfikuje się politycznie z Malarzem, ale istniejące różnice sprowadza nie do braku zgody w fundamentalnych kwestiach programowych, celach i metodach działania, ale sprowadza to do kwestii „różnicy smaków”. Bardzo bliski dekonspiracji i demistyfikacji Smerfa Malarza jest kolega Michał Radzikowski, ale i on nie stawia kropki nad i. Być może czyni tak ze względów koleżeńsko-środowiskowych, ale sprawa jest zbyt poważna aby bawić się kolesiostwo. Zadziwia także postawa grupy sympatyków „Myśli Polskiej” stawiających „7 pytań” Smerfowi Malarzowi. Wybaczą Państwa, ale to jest nieco groteskowe, iż liczycie Państwo na wiążącą i pryncypialną odpowiedź od kogoś takiego jak Malarz- człowieka będącego przykładem politycznego koniunkturalisty bazującego na technice happeningu politycznego od lewa do prawa, od trockizmu do klerykalizmu, od wyznawcy wiary w religię neokonserwatyzmu amerykańskiego pod wpływem syjonizmu po demonstracyjną rusofobię i sekciarstwo smoleńskie; od religii wyimaginowanego wolnego rynku po populistyczny pseudointerwencjonizm gospodarczy; od buńczucznego stylu sztabskapitana po pseudoreligijny mistycyzm i religijność objawieniową. Malarz-człowiek o postawie politycznej i moralności wyłącznie sytuacyjnej i teatralno-egocentrycznej zawsze udzieli odpowiedzi takiej, jakiej oczekuje publiczność zebrana na spektaklu pod z góry znanym tytułem.

Najbardziej niepokojące są jednak opinie i oceny G. Malarza wyrażone przez kolegę Konrada Rękasa ( czemu sekunduje w socjalmediach Mateusz Piskorski, co zrozumiałe, gdyż koledzy w zasadzie wzajemnie się wspieraja w tej i praktycznie w każdej innej kwestii politycznej). Według Rękasa tzw. Front Gaśnicowy wyrasta wprost z tradycji „pragmatyzmu endeckiego”. Awanturniczy, efekciarsko-teatralny, emocjonalny a zarazem pusty programowo ( oprócz tzw. demonstracyjnego anstsemityzmu) spektakl w wykonaniu komedianta Malarza, Rękas niemal porównuje do nonkonformizmu politycznego Dmowskiego wobec konserwatystów krakowskich oraz konserwatywno-lieberalnych i socjalistycznych, proniemieckiej frakcjach polskich w rosyjskiej Dumie.

„Front Gaśnicowy” to zdaniem Rękasa jedyna szansa dla środowisk narodowych, aby zamienić polityczną kanapę na kuluary, jak rozumiem sejmowe lub senackie. Czy happening polityczny ( uprawiany w swoim czasie także przez dobrze obu kolegom: Piskorskiemu i Rękasowi, znanych ludowych liderów jak A,. Nemezis , czy S. Izdebski w różnych organizacyjnych formach ruchu Samoobrony) jest skuteczną i owocną metodą działań politycznych dla polskich interesów narodowych śmiem wątpić.

Kolega Rękas, a także kolega Piskorski uprawiają od lat także politykę „bezwarunkowej miłości i podziwu dla polityki rosyjskiej” w wykonaniu W. Putina i jego otoczenia. Mało, iż nie jest to postawa wyłączna i powszechna wśród patriotów rosyjskich i rosyjskich narodowców, to nie świadczy także o bezalternatywności takiej postawy w polskich środowiskach narodowych. Wzajemny szacunek i partnerstwo między narodami nie może być utożsamiane z serwilizmem. Tak przynajmniej ja rozumiem ten element programu narodowego.

Nie ma uzasadnienia pogląd kolegi Rękasa, iż trzeźwość osądu rzeczywistych inspiracji i zachowań politycznych G. Malarza oznacza kapitulanctwo i wyłącznie bierność w politycznym działaniu. Jestem choćby przekonany, iż potencjał intelektualny i polityczny obu kolegów, mam nadzieję „przejściowo zauroczonych” Malarzem, może być i wart jest udziału i zaangażowania w rzeczywiście narodowy program i działalność organizacji politycznej ( z udziałem „Myśli Polskiej” i innych wiarygodnych środowisk), która nie tylko opowie się, ale i stworzy kadry dla realizacji polskiej racji stanu w zmieniającym się na naszych oczach świecie. I iż będzie to organizacja na miarę nie tylko ambicji, ale i koniecznych zadań stojących przed rozumnymi i obliczalnymi politykami, działaczami społecznymi i publicystami.

Tylko od zaangażowania osób zdecydowanych utworzyć taką organizację – i to nie deklaratywnego, ale zaangażowania we wspólną, lojalną pracę i wspólnie ponoszone koszty, zależy, czy organizacja ta wyjdzie z programem do oczekujących tego smerfów i Polek i czy ta organizacja zerwie z mitem „kanapowej organizacji narodowej”.

Paweł Ziemiński

Idź do oryginalnego materiału