Ministerstwo Cyfryzacji chce śledzić pracowników?

1 godzina temu
Zdjęcie: Laptop displaying code with reflection, perfect for tech and programming themes.


Posłanka Paulina Matysiak złożyła interpelację do ministra cyfryzacji w sprawie planów wdrożenia systemu do monitorowania aktywności pracowników zdalnych. W centrum zainteresowania znalazło się narzędzie TimeCamp — i pytanie, czy instytucja promująca nowoczesne technologie sama potrafi korzystać z nich odpowiedzialnie.

Klawiatura pod lupą

TimeCamp to oprogramowanie, które rejestruje niemal każdy ruch pracownika przy komputerze: czas spędzony w poszczególnych aplikacjach i na stronach internetowych, aktywność klawiatury i myszy, okresy bezczynności, a choćby tytuły otwartych okien i nazwy dokumentów. Według informacji, które dotarły do posłanki, narzędzie to ma być wdrożone nie tylko w samym Ministerstwie Cyfryzacji, ale też w podległych mu instytucjach — Centralnym Ośrodku Informatyki i NASK.

Pracownicy, którym zapowiedziano wdrożenie systemu, nie kryją niepokoju. I trudno się dziwić — jeżeli system rejestruje tytuły okien, tematy wiadomości e-mail czy identyfikatory rozmów na komunikatorach, przełożeni mogą zyskać dostęp do informacji daleko wykraczających poza to, co potrzebne do ewidencji czasu pracy.

Cyfrowy nadzorca w instytucji cyfrowej

Matysiak w interpelacji wprost napisała, iż państwo powinno być wzorowym pracodawcą budującym kulturę zaufania — nie kopiować korporacyjne schematy zarządzania oparte na nieustannym nadzorze. Tym bardziej zastanawiające jest, iż właśnie Ministerstwo Cyfryzacji, które aktywnie promuje unijne rozporządzenie o sztucznej inteligencji (AI Act), miałoby wdrażać narzędzie o wątpliwej zgodności z tym samym prawem.

A wątpliwości są poważne. AI Act przewiduje, iż systemy do monitorowania i oceny pracowników mogą zostać zakwalifikowane jako systemy wysokiego ryzyka. Od sierpnia 2026 roku podmioty je stosujące będą objęte obowiązkiem przejrzystości wobec zatrudnionych. Na razie — zdaniem posłanki — tego warunku nie spełniono choćby w minimalnym stopniu.

Zły czas na eksperymenty

Interpelacja nie jest działaniem w próżni. Jak pisze Matysiak, satysfakcja z pracy w jednostkach podległych Ministerstwu Cyfryzacji jest najniższa od lat i wciąż spada. Pracownicy sygnalizują nierozwiązane od dawna problemy: przewlekłe procedury, chaos w nadawaniu uprawnień, brak reakcji na zgłaszane trudności. W tym kontekście sięganie po narzędzia nadzoru — zamiast usuwania realnych barier — wygląda jak leczenie objawów zamiast przyczyn.

Badania naukowe nie pozostawiają złudzeń: technologie nadzoru zwiększają poziom stresu, osłabiają poczucie autonomii i niszczą zaufanie w miejscu pracy. Nie ma przy tym twardych dowodów na to, iż automatycznie przekładają się na wzrost produktywności.

Pytania do resortu

W interpelacji posłanka zadała ministrowi aż piętnaście szczegółowych pytań. Pyta m.in. o to, czy przeprowadzono ocenę skutków dla ochrony danych i analizę zgodności z RODO oraz Kodeksem pracy, gdzie fizycznie będą przechowywane zebrane dane, czy posłużą one do oceny pracowniczej lub postępowań dyscyplinarnych, a także czy w ogóle skonsultowano tę decyzję ze związkami zawodowymi.

O odpowiedzi ministra cyfryzacji poinformujemy.

Idź do oryginalnego materiału