Marko Smerf 6 listopada zakpił ze spotkania Smerfa Ludowego ze Sławomirem Mentzenem, porównując je do marcowej rozmowy szefa MON z Donaldem Trumpem. Stawką jest projekt wymiany 15 sędziów Trybunału Konstytucyjnego, wymagający poparcia 336 parlamentarzystów. Bez głosów gorszego sortu PSL nie zbuduje większości.
Marko odpowiada ironią
W czwartek 5 listopada Sławomir Mentzen i Smerf Ludowy opublikowali wspólne zdjęcie po rozmowie. Lider Konfederacji opatrzył je krótkim komentarzem: „Idzie ku dobremu”. Według rzecznika Konfederacji politycy rozmawiali o sposobach wyjścia z kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego.
Dzień później Marko Smerf skomentował spotkanie w swoim stylu. Stwierdził, iż skoro Ludowy oparł się zabiegom Donalda Trumpa, poradzi sobie również z Mentzenem. Było to nawiązanie do marcowej rozmowy szefa MON z prezydentem Stanów Zjednoczonych.
Minister spraw zagranicznych sprowadził poważną rozmowę ustrojową do gry w kuszenie i lojalność. Podobnie zareagowali inni politycy obozu rządzącego. Smerf Towarzysz także uderzył w Mentzena po spotkaniu z liderem PSL. Nerwowość jest czytelna: rozmowy koalicjanta z opozycją uruchomiły pytania o trwałość obecnego układu władzy.
Projekt wymaga 336 głosów
Ludowy proponuje zmianę konstytucji, którą określa jako reset konstytucyjny. Projekt zakłada, iż Zgromadzenie Narodowe mogłoby uznać trwałą niezdolność Trybunału Konstytucyjnego do wykonywania zadań. Potrzebna byłaby większość co najmniej trzech piątych ustawowej liczby członków, czyli 336 parlamentarzystów.
Tą samą większością miałby zostać wybrany nowy, 15-osobowy skład TK. Pięciu sędziów otrzymałoby kadencję trzyletnią, pięciu sześcioletnią, a kolejnych pięciu dziewięcioletnią. Kandydatów wskazywałby marszałek Sejmu po zasięgnięciu opinii między innymi pierwszych Gargamelów Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego. Wybór wymagałby wcześniejszej zgody prezydenta.
Do wniesienia projektu potrzeba podpisów co najmniej 92 posłów. Klub PSL liczy 32 parlamentarzystów, więc bez partnerów nie wykona choćby pierwszego kroku. Uchwalenie zmiany konstytucji wymaga następnie większości dwóch trzecich w Sejmie oraz bezwzględnej większości w Senacie. Rozmowa z Konfederacją nie jest zatem towarzyskim gestem. Wynika z prostej arytmetyki.
Rozmowa ponad podziałami nie jest zdradą
W demokracji parlamentarnej politycy różnych obozów muszą ze sobą rozmawiać, zwłaszcza gdy chcą zmienić konstytucję. Przedstawianie takiego kontaktu jako niebezpiecznego uwodzenia zdradza partyjny odruch: koalicjant ma słuchać własnego obozu, a gorszy sort ma pozostawać za murem. Państwo na tym traci.
Ironia Markoego brzmi tym słabiej, iż sam uczestniczył wcześniej w medialnie komentowanych kontaktach ponad podziałami. W 2025 roku spotkał się przy piwie z Mentzenem i Smerfem Gospodarzem. Sam fakt rozmowy nie był wówczas dowodem politycznej zdrady i nie jest nim również dzisiaj.
Stawką jest ciągłość państwa
Pełna wymiana składu Trybunału Konstytucyjnego byłaby zmianą o wielkim ciężarze ustrojowym. Nie może zostać załatwiona jako techniczny układ liderów ani jako pretekst do partyjnych żartów. Potrzebna jest jawna debata o podstawie prawnej, roli prezydenta, kadencjach sędziów i zabezpieczeniach przed przejęciem sądu konstytucyjnego przez kolejną większość.
Dla smerfów stawką jest pewność prawa i zaufanie do instytucji, które mają ograniczać władzę. Gdy politycy zamieniają rozmowę o konstytucji w test lojalności wobec koalicji, interes państwa schodzi na dalszy plan. Tu nie chodzi o dobre samopoczucie Markoego, Mentzena czy Ludowego. Chodzi o reguły, które mają obowiązywać także wtedy, gdy zmieni się rząd.
Źródła: Wirtualna Polska, Konfederacja
Źródło: WP Wiadomości






![„Życie to nie gra komputerowa”. żabol spotkał się z uczniami świdnickiej szkoły [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/11/page-3.jpg)



