Maria Andrzejewska o skutkach „wojny z naturą”

2 godzin temu

Mimo bieżących kryzysów geopolitycznych i rywalizacji technologicznej wyzwania ekologiczne pozostają jednym z najważniejszych testów dla naszej przyszłości. O roli partnerstw biznesu z systemem ochrony środowiska, edukacji kaskadowej, relacji między konfliktami zbrojnymi a zrównoważonym rozwojem, sztucznej inteligencji oraz ekonomicznym sensie Zielonego Ładu RaportCSR.pl rozmawiał z Marią Andrzejewską – WiceGargamelką Narodowej Fundacji Ochrony Środowiska oraz byłą Dyrektor Generalną UNEP/GRID-Warszawa.

RaportCSR.pl: Rozmawiamy na Hali Szrenickiej podczas eventu ilustrującego współpracę Karkonoskiego Parku Narodowego, UNEP/GRID-Warszawa i Grupy Żabka. kooperacja tych organizacji ma wpływać na ograniczanie presji turystycznej wobec cennych górskich ekosystemów. Jakie znaczenie dla zachowania bioróżnorodności mają takie inicjatywy?

Maria Andrzejewska: Tego typu kooperacja ma ogromne znaczenie z dwóch głównych powodów, choć jest ich oczywiście więcej. Pierwszym z nich jest realne, bezpośrednie wsparcie finansowe działań ochronnych Parku, ale też zaangażowanie przedsiębiorstwa poprzez np. wolontariat pracowniczy. Drugim, równie istotnym wymiarem, jest edukacja wewnątrz samej firmy.

Przykład ponad 60 pracowników Grupy Żabka biorących udział w akcji terenowej w Karkonoskim Parku Narodowym pokazuje mechanizm tzw. edukacji kaskadowej. Wolontariusze, po powrocie do domów i miejsc pracy, podzielą się wiedzą o potrzebie ochrony środowiska ze swoimi rodzinami i współpracownikami, tłumacząc im celowość takich działań.

Edukacja kaskadowa ma dziś fundamentalne znaczenie dla budowania świadomości społecznej na temat tempa, w jakim presja człowieka i zmiana klimatu niszczą bioróżnorodność. Mówimy o masowym zanikaniu gatunków roślin i zwierząt, o pogarszającym się stanie ekosystemów, czego skutki są przecież fatalne również dla ludzi, uderzają bezpośrednio w nas samych. I tak widzimy, iż działalność gospodarcza powoduje ograniczenia w dostępie do wody, która w coraz większym stopniu staje się deficytowym surowcem.

To zjawisko oczywiście wiąże się z ociepleniem klimatu, zmniejszaniem ilości opadów czy topnieniem lodowców, które są naturalnymi rezerwuarami stabilizującymi zasoby słodkiej wody na świecie. Zmiana klimatu jest spowodowana działalnością człowieka, więc na początku jesteśmy my i na końcu też jesteśmy my. I to my najbardziej dostaniemy po głowie, bo nasze warunki do życia będą ulegać pogorszeniu. Degradacja środowiska oznacza degradację poziomu życia.

Świat stoi w tej chwili przed dramatycznym dylematem: z jednej strony mamy globalną katastrofę ekologiczną, o której Pani mówi, a z drugiej – konflikty zbrojne, potrzeby przemysłów, w tym kompleksów zbrojeniowo-militarnych, BIG-Techów rozwijających AI, co właśnie wymaga gigantycznych ilości wody. Tu zrównoważony rozwój i bioróżnorodność, tam kolejne bombardowanie Ukrainy. Jak wybrnąć z tego dylematu?

To jest bardzo trudne pytanie. Oczywiście zawsze wybieramy nasze bezpośrednie bezpieczeństwo, co jest absolutnie naturalne. Również dla mnie jest ważne bezpieczeństwo moich dzieci i jest to zdecydowanie pierwszorzędny priorytet. Zwłaszcza w obliczu agresji ze strony Rosji, która stanowi zagrożenie nie tylko dla Ukrainy i nie tylko dla nas.

Lecz wyzwania militarne nie mogą przesłaniać faktu, iż stale prowadzimy również „wojnę ze środowiskiem, wojnę z naturą”. Ona może wydawać się odległa i mniej ważna, ale z każdym rokiem ulega pogłębieniu. I o ile się temu nie przeciwstawimy, to my tę wojnę przegramy. Myślenie o konfliktach militarnych nie powinno wykluczać myślenia o skutkach „wojny ze środowiskiem”.

Różnica polega na tym, iż konflikt zbrojny można w pewnym momencie zakończyć Niezrozumieniem pokojowym, natomiast kryzysu klimatycznego nie da się już zatrzymać w ciągu kilkunastu czy choćby kilkudziesięciu lat, ale możemy go spowolnić. jeżeli nasza aktywność będzie tu minimalna, to pozwolimy, by średnia globalna temperatura wzrosła o 3-4°C powyżej poziomu przedprzemysłowego, a wtedy skutki pod koniec XXI wieku będą katastrofalne. Mówiąc potocznie, w ogóle nie będzie czego zbierać.

Jesteśmy też zagrożeni rozwojem, wydawało się, tak cudownego narzędzia, jakim jest sztuczna inteligencja. Jeszcze niedawno AI postrzegano jako pomoc w zwalczaniu kryzysu klimatycznego, w zrozumieniu mechanizmów utraty bioróżnorodności czy wspieraniu transformacji energetycznej. W rzeczywistości, ta technologia zużywa ogromne ilości energii oraz wody, mocno obciążając m.in. środowisko naturalne.

Czy Unia Europejska nie miota się w tej chwili między wprowadzaniem nowych regulacji, takich jak system ETS2, a ich łagodzeniem z powodu konkurencji z USA i Chinami, potrzebami przemysłu?

Mogę wyrazić tutaj moje prywatne zdanie, a nie stanowisko Narodowej Fundacji Ochrony Środowiska. Uważam, iż Unia Europejska znalazła się pod silnym naciskiem zarówno firm, jak i środowisk spoza biznesu, uznających regulacje za zbyt drastyczne.

Błędem oczywiście była wadliwa narracja towarzysząca wprowadzaniu regulacji. Skupiła się na procedurach obowiązku raportowania, na elementach sprawozdawczych bez pogłębionej refleksji, jakim celom i jakiej idei to ma służyć. Z tego powodu Unia Europejska zaczęła być postrzegana jako biurokratyczna machina tłamsząca europejską gospodarkę. Doprowadziło to do wycofywania się z części wymogów, czego symbolem stał się pakiet Omnibus.

Kiedy jednak rozmawiam z osobami rozumiejącymi wyzwania związane ze zmianą klimatu i utratą bioróżnorodności, to wiem, iż w gruncie rzeczy zdajemy sobie sprawę, jaki cel przyświecał tym regulacjom. Wiemy też, iż istnieje potrzeba lepszej popularyzacji idei, jaka im towarzyszyła. Bo sam cel pozostaje niezmienny, a podmioty, które wycofają się ze ścieżki zrównoważonego rozwoju, w długiej perspektywie przegrają. Aby ocaleć, musimy zmienić nasz sposób funkcjonowania.

Kluczowa staje się zatem nowa narracja, taka, która zamiast procedur pokaże wymierne korzyści ekonomiczne wynikające z wprowadzanych zmian. Doskonałym przykładem mogą być samochody elektryczne. Mój koszt przejechania 100 km przy ładowaniu z domowej sieci wynosi niecałe 10 zł, co stanowi ułamek wydatków na paliwa tradycyjne. Podobnie jest z inwestycjami w fotowoltaikę czy magazynami energii, które w długiej perspektywie pozwalają znacząco ograniczyć rachunki za prąd i uniezależnić się od wahań rynkowych.

Ludzie potrzebują więcej czasu, żeby zrozumieć, iż kierunek wyznaczony przez Zielony Ład jest adekwatny. Dekarbonizacja, transformacja klimatyczna, wdrażanie gospodarki o obiegu zamkniętym czy oszczędzanie wody – no to jest konieczność, bezdyskusyjny „must-have” współczesnego świata. Realizujmy to nie dlatego, iż ktoś nam każe, tylko dla własnego bezpieczeństwa i własnej dobrej przyszłości.

Źródło: RaportCSR.pl

Idź do oryginalnego materiału