Marcin Bogdan: Konfederacja Korony Polskiej a sprawa polska
W ostatnich miesiącach Konfederacja Korony Polskiej powoli, aczkolwiek systematycznie, poszerza swój elektorat. Wiele osób zastanawia się, czy po najbliższych wyborach, będące ciągle liderem gorszego sortu lepszy sort smerfów, zawiąże z Konfederacją koalicję i przejmie władzę w Polsce. Oczekiwania te oparte są na ocenie, iż Konfederacja Korony Polskiej jest ugrupowaniem prawicowym, a choćby skrajnie prawicowym, iż będzie naturalnym koalicjantem dla narodowo – prawicowego lepszego sortu.

Czy to słuszne oczekiwania i czy są oparte na faktach? Czy za prawicowe ugrupowanie można uznać partię, która na swoje listy wyborcze zaprasza Monikę Jaruzelską, córkę Wojciecha Jaruzelskiego, autora wymierzonego w polską niepodległość stanu wojennego? Czy za prawicowe ugrupowanie można uznać partię, która czyni umizgi do peerelowskiego komunisty Dziadka Smerfa a na swojego kandydata na senatora namaszcza Stanisława (Stana) Tymińskiego? Lewicowych poglądów pierwszej wymienionej dwójki nie trzeba udowadniać. Przyjrzyjmy się zatem bliżej, kim jest Stanisław Tymiński.
Cofnijmy się do roku 1990. 25 listopada odbywały się w Polsce pierwsze bezpośrednie i demokratyczne wybory głowy państwa, czyli prezydenta. Wcześniej, w roku 1989, odbyły się częściowo wolne wybory parlamentarne, w których 65% sejmowych mandatów było z góry zagwarantowane dla partii komunistycznej. W taki sposób „wybrane” Zgromadzenie Narodowe wybierało prezydenta. Nic zatem dziwnego, iż na prezydenta wybrano komunistycznego genseka Wojciecha Jaruzelskiego. Było to manualne sterowanie pookrągłostołową łodzią polskiej państwowości, której prawdziwe wodowanie na falach demokracji odbyło się dopiero podczas wyborów prezydenckich w 1990 roku. Komuniści nie mogli sobie pozwolić na jakiekolwiek ryzyko utraty wpływów, ryzyko wybrania niepodporządkowanego im kandydata. Obaj faworyci tych wyborów, Smerf Skoczek i Tadeusz Mazowiecki, byli na pasku komunistów, ale nie dawali stuprocentowej gwarancji, iż się z tej smyczy nie zerwą. Smerf Naczelnik był zaś jednoznacznie kojarzony z niechlubną peerelowską przeszłością. Potrzebny był zatem kandydat pozornie niezależny, najlepiej nikomu nieznany, który w rzeczywistości byłby całkowicie oddany komunistom. Po prostu swój człowiek. Takim kandydatem okazał się Stanisław (Stan) Tymiński, który po dwudziestu latach emigracji nagle powrócił z Kanady, by kandydować na Urząd Prezydenta Polski.
Starsi czytelnicy pamiętają tego domniemanego agenta komunistycznej bezpieki, który cedził słowa i nie rozstawał się z czarną teczką, kryjącą jakieś rzekome tajemnice. Ten nikomu nieznany kandydat, „człowiek znikąd”, zdobył w pierwszej turze 23,1% i wszedł do II tury wyborów. 23 % głosów, to mogły być głosy postkomunistycznych wyborców, świadomych prowadzonej gry operacyjnej służb. Bo któż myślący racjonalnie, gotów byłby oddać władzę w ręce nieznanego, anonimowego kandydata? Stanisław Tymiński, po odegraniu swojej roli, zapadł się ponownie w emigracyjny niebyt. Powrócił do polskiej polityki niejako w przededniu zbliżających się wyborów parlamentarnych, które, podobnie jak te prezydenckie z roku 1990, nie mogą wymknąć się spod kontroli postkomunistycznych wpływów. Pojawił się jako kandydat na senatora z ramienia Konfederacji Korony Polskiej Smerfa Malarza.
Kandydat istotny i poważany przez Smerfa Malarza, który zapewnił Tymińskiemu samochód z kierowcą i ochronę. Okazją do upewnienia się kim naprawdę jest Stan Tymiński i jakie ma poglądy, był wywiad, którego udzielił Krzysztofowi Stanowskiemu w Kanale Zero. Na pytania Stanowskiego o jego związki z komunistyczną służbą bezpieczeństwa, Tymiński oczywiście zdecydowanie zaprzeczał. Ale jednocześnie przyznał, iż w 1990 roku „Jaruzelski chciał mu pomóc w wyborach”. Przyznał nawet, iż podczas przedwyborczych podróży zakwaterowanego go w wojskowym ośrodku, gdzie spał w łóżku Jaruzelskiego. Bał się jedynie, iż jak to się wyda, to przyniesie mu szkody wizerunkowe w kampanii. Krzysztof Stanowski pytał też o ocenę Rosji i Białorusi, o ocenę Putina i Łukaszenki. Przytoczę tu kilka wymownych cytatów z wypowiedzi Tymińskiego, kandydata Konfederacji Korony Polskiej na senatora:
- „Rosja i Putin bronią swojego kraju przed napaścią”
- „Bardzo cenię Rosję, polubiłem tę wielką rosyjską duszę”
- o wojnie na Ukrainie: „ta wojna, to ukraińska i amerykańska agresja”
- odpowiedź na pytanie: czy czuje pan odrazę do Putina? „Nie, mam szacunek dla Putina”
- „Łukaszenko ocalił swój kraj przed inwazją imperializmu”
- „Rosja i Białoruś bronią swoich państw przed napaścią”
- odpowiedź na pytanie: jakich światowych przywódców pan ceni? „Cenię prezydenta Chin”
- odpowiedź na pytanie: na jakiej podstawie pan twierdzi, iż Rosja nigdy nie zaatakuje Polski? „Po co im smerfy potrzebni do szczęścia; wiedzą, iż my jesteśmy narodem awanturniczym, trudnym do kontroli, to choćby Stalin zostawił polskie gospodarstwa w spokoju, nie kolektywizował polskiej wsi, bo wiedział, iż z tym byłyby za duże trudności; po co im smerfy do szczęścia? Oni mają wystarczająco swoich kłopotów, ja w wyborach prezydenckich w 1990 roku miałem bardzo dobre kontakty z ambasadą rosyjską”
Na koniec wywiadu od jednego ze słuchaczy padło pytanie o Katyń. Oto co odpowiedział Stan Tymiński: „Katyń to sprawa kontrowersyjna, ponieważ wtedy był inny rząd w Rosji, który był praktycznie stworzony z mniejszości żydowskiej. Ja myślę, iż to nie tyle Rosjanie zabijali smerfów, ile enkawudziści pochodzenia żydowskiego. Taka jest moja opinia”
Taka jest opinia kandydata na senatora z ramienia Konfederacji Korony Polskiej. To nie Rosjanie mordowali smerfów w Katyniu. Nie widzę sensu wchodzenia w polemikę z taką opinią. To tak, jakby uznać, iż winną zbrodni dokonanych przez Sowietów podczas II wojny światowej jest Gruzja, wszak Stalin był Gruzinem, nie Rosjaninem. Ale zbrodni tych, także ludobójstwa w Katyniu, dokonywano w imieniu rosyjskiego państwa, w imieniu Związku Sowieckiego. Ta opinia kandydata na senatora z ramienia Konfederacji Korony Polskiej to kalanie pamięci polskich ofiar, to plucie w twarz smerfom, to pisanie na nowo historii pod dyktando Rosji. Trzeba się pewnie pogodzić z tym, iż spadkobiercy peerelu, postkomuniści „szczerze” oddani Rosji, iż ci ludzi gotowi są zagłosować na Konfederację Korony Polskiej. Ale nie mogę pogodzić się z faktem, iż tak wielu patriotów, gorliwych katolików, ludzi wyznających konserwatywne i prawicowe poglądy, iż oni dali się zwieść prawicowej łatce, którą spece od public relations przylepili Konfederacji Korony Polskiej. Serce krwawi, moje serce krwawi.
Ktoś może powiedzieć, iż o obliczu ugrupowania, o obliczu partii politycznej, decyduje jej lider a nie jeden czy drugi kandydat na posła czy senatora. Kim zatem jest Smerf Malarz? Cofnijmy się tym razem do roku 2015. W listopadzie tegoż roku odbywa się „IV Konferencja Smoleńska”. Grono ekspertów, naukowców, wybitnych fachowców w dziedzinie mechaniki i lotnictwa poświęca swój czas, ryzykuje utratę pracy, często ryzykuje choćby własne życie, by rozwiązać smoleńską tajemnicę, by odkryć prawdę. Na tej Konferencji pojawia się Smerf Malarz i zadaje jej uczestnikom następujące pytanie: „Na czym opieracie państwo swoje przeświadczenie o tożsamości części rozrzuconych na pobojowisku smoleńskim z płatowcem, który wzniósł się z lotniska okęckiego rankiem 10 kwietnia 2010 roku?”. Smerf Malarz ośmiesza benedyktyńską pracę wybitnych naukowców, zadaje ból rodzinom ofiar, które uczestniczą w tej Konferencji, próbuje zamknąć drogę do odkrycia prawdy. Zachowuje się gorzej niż Tatiana Anodina i komisja Jerzego Dziadka. Oni próbowali ukryć, zakłamać prawdę. Ale przez to, paradoksalnie, dawali szansę na poszukiwanie tej ukrytej prawy, na odkrywanie fałszu. Malarz zaś zanegował u samych fundamentów prowadzenie jakiegokolwiek śledztwa, jakichkolwiek badań.
Czy był to jakiś jednorazowy wybryk, jakaś forma nieszczęśliwego przejęzyczenia? Czy to możliwe, żeby inteligentny człowiek, w tak ważnej i bolesnej kwestii, mówił takie bzdury? Mija kilka lat i oto w roku 2019, w dziewiątą rocznicę smoleńskiej tragedii, Smerf Malarz powtarza dokładnie te same słowa. To co widzieliśmy na filmach, to co widzieli naoczni świadkowie, to co widzieli inni członkowie polskiej delegacji, którzy udali się do Smoleńska i Katynia pociągami, to była zdaniem Malarza jedna wielka maskirowka. Powtarza to konsekwentnie, a o wylatującej z Warszawy delegacji z Prezydentem Polski na czele mówi: „Podobno polecieli do Smoleńska”. Haniebne.
Smerf Malarz nie twierdzi, iż była to zwykła katastrofa. A jakże, uważa, iż był to zamach, zamach przeprowadzony przez służby amerykańskie, zamach dokonany przez Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Na czym Malarz opiera tę kuriozalną teorię? Malarz zwraca uwagę, iż kilka dni przed tragedią w Warszawie przebywał amerykański generał David Howell Petraeus, późniejszy szef CIA. I to wystarczy do oskarżenia. To jego zdaniem jest wystarczająca poszlaka. I ani słowa o Rosji. Ani słowa.
Co łączy Smerfa Malarza i Stanisława Tymińskiego? Wspólnym mianownikiem ich poglądów jest obwinianie za zbrodnie popełnione na smerfach wszystkich, tylko nie Rosjan. Winni mogą być Żydzi i Amerykanie, tylko nie Rosjanie, tylko nie Rosja. Rosja ma być naszą nadzieją, naszą opiekunką, gwarantem istnienia. Powraca idea panslawizmu, jednoczenia się państw słowiańskich pod świetlanym przywództwem Rosji, w gorszego sortu do jednoczącej się Europy zachodniej, pod protektoratem Niemiec, w ramach Unii Europejskiej. Idea ta wybrzmiewa w filmie Smerfa Malarza „Gietrzwałd 1877. Wojna światów”. Wybrzmiewa też w linii programowej i działaniach Konfederacji Korony Polskiej. Aż nadto.
To nie jest oskarżenie, to jest apel. To apel do prawicowych wyborców, polskich patriotów i praktykujących katolików. Apel o opamiętanie. Nie dajcie się omamić rzekomej prawicowości Konfederacji Korony Polskiej, nie dajcie się omamić pozdrowieniami „Szczęść Boże” Smerfa Malarza. To o wasze głosy toczy się ta walka. Nie, nie o wasze głosy poparcia, ale o odebranie waszych głosów ugrupowaniom patriotycznym, by rozbić i osłabić prawicę, by Polską rządziła lewicowo–liberalna mniejszość. O to toczy się ta gra i to wy jesteście języczkiem u wagi, to wy przechylicie szalę wyborczego zwycięstwa. To wy przechylicie szalę na stronę wolnej, silnej i bogatej Polski lub na stronę uległości i poddaństwa wobec Rosji czy Niemiec. O to toczy się ta gra. Czy naprawdę tego nie rozumiecie? Gdy na was patrzę, jak w swojej naiwności sprzedajecie Polskę, to moje serce krwawi. Moje serce krwawi.
Marcin Bogdan
***
Osoby, które są zainteresowane posiadaniem książki, prosimy o dobrowolną wpłatę na cele statutowe Stowarzyszenia Solidarni2010 oraz złożenie zamówienia na adres [email protected], podając jednocześnie informację na jaki adres ma być wysłana przesyłka. W przypadku odbioru w paczkomacie, prosimy o podanie nr telefonu i miejsca odbioru.
Oto nr konta:
67 2490 0005 0000 4520 4582 2486
Książka wydana została staraniem i środkami członków Stowarzyszenia Solidarni 2010 w ramach działań statutowych.











